[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I pan mu powie.Wychodząc trzasnęła drzwiami.Pojechała do college u.Brummel przez chwilę nie ruszał się z miejsca, kompletnie zbity z tropu,przygnębiony, wystraszony.Myśli ciskały mu się bezładnie po głowie.Zapomniał, po co wogóle przyszedł do kuchni.Brummel, masz, czego chciałeś.Na jakiej podstawie uważasz, że nie można się ciebiepozbyć równie dobrze jak każdego, kogo Towarzystwo uważa za swoje narzędzie, pionka?No, Brummel, czas już spojrzeć prawdzie w oczy: jesteś pionkiem! Juleen ciebie właśnieużywa do odwalania brudnej roboty, a teraz traktuje cię ni mniej ni więcej tylko jak narzędziezbrodni.Gdybym był na twoim miejscu, zacząłbym dbać nieco więcej o własną skórę.Tencały plan wcześniej czy pózniej i tak zostanie zdemaskowany, a zgadnij, kogo przyłapią z walizką pełną pieniędzy!Nie przestawał się nad tym zastanawiać, a po jakimś czasie myśli nie były już takrozproszone, co więcej - zaczęły układać się w pewien określony kierunek.Przecież toszaleństwo, kompletna paranoja! Mistrzowie to, Mistrzowie tamto, ale co im zależy? Niemają rąk, które by można zakuć w kajdanki, nie mają posad, które by mogli stracić, nie mająnawet twarzy, których by się potem wstydzili pokazać.Brummel, a może byś tak powstrzymał Juleen, zanim do końca nie zapaskudzi ciżycia? Może byś położył kres tej paranoi i w końcu postanowił być czysty - jak prawdziwyprzedstawiciel prawa? Taa. - myślał Brummel.-  Czemu nie? Jeśli tego nie zrobię, wszyscy pójdziemy nadno na tym zwariowanym okręcie.Lucjusz, zdetronizowany książę Ashton, stał w kuchni obok Alfa Brum-mela iprowadził z nim niewinną rozmowę.Ten Alf Brummel nigdy nie miał zbyt mocnychprzekonań, może dałoby się zrobić z tego jakiś użytek.***Jimmy Dunlop zajechał przed posterunek o siódmej trzydzieści w niedzielę rano.Rozpoczynał akurat dyżur.Ku jego zaskoczeniu parking roił się od ludzi: młode i starszemałżeństwa, starsze paniusie.Wyglądało na to, że jakiś kościół urządził sobie piknik, tyle żenie na właściwym miejscu.Kiedy zahamował, zauważył, że oczy wszystkich skierowały sięna jego policyjny mundur.O nie! Idą w jego stronę!Mary Busche i Edyta Duster rozpoznały Jimmy ego od razu: to ten młody i bardzoarogancki funkcjonariusz, który nie pozwolił im wczoraj wieczoremodwiedzić Hanka.A teraz obie stały na czele tłumu.Co prawda nie wydawało się, żektokolwiek zamierza zachować się agresywnie lub w ogóle nieodpowiednio, ale z pewnościąnie dadzą się wodzić za nos.Chcąc nie chcąc, Jimmy wysiadł z samochodu.Miał być dziś wpracy.- Panie Dunlop - odezwała się Mary całkiem zdecydowanym głosem-0 ile pamiętam, wczoraj wieczór powiedział mi pan, że dzisiaj będę mogła odwiedzićmęża.- Przepraszam panią - powiedział próbując przepchnąć się koło niej.- Proszę pana - odezwał się John Coleman z całym szacunkiem-nalegamy, aby uwzględnił pan prośbę tej pani.Jimmy był policjantem.Stał na straży prawa.Miał w rękach władzę.Problem tylko wtym, że z byle powodu tracił rezon. - Yy.- odezwał się.- Posłuchajcie, musicie przerwać to zgromadzenie, inaczej groziwam areszt!Abe Sterling wyszedł do przodu.Był prawnikiem, a zarazem znajomym kolegi wujkaAndy ego Forsythe a.Ostatniej nocy wyrwano go z łóżka1 zaproszono na to właśnie zgromadzenie.- Jest to pokojowe zgromadzenie, zgodne z prawem - przypomniał Jimmy emu -zgodnie z definicją Zbioru Orzecznictwa SDI 14.021.217 oraz decyzją Sądu Drugiej InstancjiOkręgu Stratford w sprawie Ames przeciw Okręgowi Stratford.- Tak - zamruczało parę osób - to prawda.On ma rację.Jimmy stracił głowę.Rzucił okiem w kierunku drzwi wejściowych do budynku.Fortustrzegli dwaj funkcjonariusze z Windsoru.Podszedł do nich, zastanawiając się, dlaczego niereagują.- Ej, wy - powiedział zniżonym głosem - o co tu chodzi? Czemuście ich jeszcze stądnie wygonili?- Ty, Jimmy - odparł jeden - twoje miasto, twoja sprawa.Ty tu jesteś od udzielaniaodpowiedzi, więc kazaliśmy im czekać, aż przyjedziesz.Jimmy spojrzał na wszystkie wpatrujące się w niego twarze.Nie, koło tej sprawy nieda się przejść obojętnie.- Jak długo tu są? - zapytał funkcjonariusza.- Byli już przed szóstą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum