[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lal usiadła prosto, była oburzona. Och, zaczynasz pleść.To nie było w Kulpai. Ale\ tak  upierał się starzec. Opowiadałaś mu historię o arystokracie, który gdy tylkochciał, zmieniał się w skalnego targi, i o damie, która się w nim zakochała, choć poznała go w tejpostaci.A miała ona przyjaciółkę, zwykłą szwaczkę, która bardzo chciała jej pomóc.Opowiadałaś tę historię, a on podchodził coraz bli\ej krat i słuchał, tak jak teraz słucha cię tadziewczynka.Stra\nik nie widział, \e się skradam ku niemu, w ogóle mnie nie widział, dopókinie złapałem go za gardło.Przypominasz to sobie teraz?  Pobladł, jego głos stał się chrapliwy.Przez długi czas Lal nie odezwała się ani słowem.Starzec przyglądał się jej twarzy, jakw lustrze badałby własną.W końcu powiedziała: Był tam chłopiec.Widzę go, ale nie potrafię sobie przypomnieć.Mały chłopczyk. Syn dozorcy więzienia. Soukyan mówił teraz szybko, bez wyraznej intonacji. Tak, byłtam, zapewne wcześniej zasnął w pomywalni.Obudził się zaraz potem, jak pojmaliśmy jego ojca,i przybiegł mu z pomocą, machając mi przy nogach wiadrem na odpadki.Ty go powstrzymałaś. Ale nie zadałam mu bólu. Głos Lal stał się ostry. Nie, nie, oczywiście, \e nie.Uderzyliśmy tylko jego ojca.A on to widział.Lal w mgnieniu oka była na nogach, dziwnie szybko jak na jej wiek. O czym ty mówisz! Chcieliśmy tylko zdobyć klucze i to się nam udało od razu.Bezwątpienia go nie uderzyliśmy.  To było tak. Soukyan nadal mówił beznamiętnie. Lato miało się ku końcowi, w celachbyło bardzo gorąco, a jedzenie straszne.Najgorsze, jakie kiedykolwiek jadłem w więzieniu.Pozatym oboje mieliśmy gdzieś wa\ne zadanie, co nas dodatkowo irytowało.Być mo\e, jest toczęściowe usprawiedliwienie tego, co zrobiliśmy.A co zrobiliśmy? Co zrobiliśmy?  Gniew nadal ujmował lat jej ruchom, gdy przemierzałakrokami glinianą podłogę chaty, ścigana przez swój wielki pochylony cień. Nie skrzywdziliśmygo, nigdy bym nie zapomniała, gdyby było inaczej! Był powolny i głupi, tyle pamiętam, i mówiłprzez zęby, typowym dla nizin dialektem, i udawał, \e w ogóle nie rozumie, co mówimy.Byłzwykłym dozorcą więziennym i robił to co inni.Co z tego? Dlaczego o nim mówimy? Poniewa\ upokorzyliśmy go na oczach syna  powiedział starzec.Lal zatrzymała sięi utkwiła w nim wzrok.Soukyan wstał równie\, wskazał najpierw ją, a potem siebie. My oboje.Podduszony, wcią\ jeszcze walczył, aby nie oddać nam kluczy.Musiałaś zdjąć mu pasek, Lal,a kiedy to zrobiłaś, spodnie mu opadły i odsłoniły zwiotczałe białe nogi.Jednak nie przestałwymachiwać rękami niczym cepem, pamiętasz?  Lal przecząco potrząsnęła głową. Niespodziewaliśmy się a\ takich kłopotów i to nas rozzłościło.Wykręciłem mu ręce do tyłu,przycisnąłem do krat i schwyciłem go mocno za podbródek, tak \e wyglądał jak ptak czekającyna rzez.Ty wzięłaś klucze i otworzyłaś pozostałe cele.Ja zajęty byłem spoconym, śmierdzącym,na wpół nagim głupcem, który nie wiedział, kiedy się poddać.Ugryzł mnie nawet w rękę.Za drzwiami chaty, w zupełnej ciemności, lekki wietrzyk przesypywał z szelestem piasek.Dwie jaszczurki mardiru kłóciły się zawzięcie nad martwą towarzyszką; tharakki skorzystałz okazji, \e nocni myśliwi są zajęci, i cicho umknął na dwóch łapach zakończonych długimiszponami. Tak to się odbyło  rzekł Soukyan. Kiedy więzniowie ju\ byli wolni, ka\dy przebiegałobok dozorcy i pluł mu w twarz.A było ich wielu. Starzec mówił cicho, ale wyraznie.Chłopiec to wszystko widział.Wzruszyła ramionami. No i co z tego? Nigdy nie spotkałam dozorcy więziennego, któremu z chęcią niezrobiłabym tego samego.Zapominasz, kim wtedy byliśmy i gdzie byliśmy. Nie.Nie zapominam o niczym.I pamiętam, \e ten zachowywał się wobec nas przyzwoiciew miarę swych mo\liwości.To nie jego wina, \e jedzenie było kiepskie i wody było za mało.Zwracał się do nas grzecznie.Naprawdę starał się być dobry.Nie mam pojęcia dlaczego. A ja nadal nie mam pojęcia, dlaczego wcią\ o nim mówisz.To było dawno temui cokolwiek się stało, zasłu\ył sobie na to.Nie ma niewinnych dozorców więziennych. To prawda, bez wątpienia. Soukyan opadł cię\ko na matę, patrząc na swoje du\ezaciśnięte dłonie. Ale chłopiec był niewinny.Lal prychnęła, lecz nic nie odpowiedziała.Soukyan mówił dalej, jak gdyby do siebie:  Jego miłość do ojca była niewinna. Podniósł głowę i popatrzył na nią, jego twarzw zakłopotaniu wyglądała jak twarz małej Choushi-wai. To nie daje mi spokoju, Lal.Staruszka najwyrazniej chciała powiedzieć coś szyderczego, ale powstrzymała się i tylkostała w milczeniu. Minęło tyle lat i wcią\ nie daje mi to spokoju  powtórzył  a teraz jeszcze dręczą mniez tego powodu sny.Szara ślina spływająca po tłustej twarzy stra\nika i wyraz oczu chłopca.Nigdy wcześniej mi się to nie śniło.Lal usiadła po turecku i poło\yła rękę na jego kostce u nogi.Wkrótce brązowa dłońSoukyana o wydatnych kłykciach dotknęła jej dłoni.Staruszka powiedziała cicho: Znam pewną piosenkę, która odpędzi takie sny.Jest dosyć długa i nu\ąca, ale skuteczna.Wierz mi, wiem, co mówię. Ale ja nie chcę pozbyć się tego snu!  krzyknął z gniewem i rozpaczą. Potrzebuję go,chcę go pamiętać!  Urwał, gwałtownie pocierając ręką czoło. Muszę tam wrócić.Do Kulpai.śeby przeprosić. śeby co zrobić?!Następne dziesięć minut całkowicie nale\ały do Lal, chocia\ w połowie jej tyrady zaczął sięśmiać.Wreszcie staruszce zabrakło tchu. Spodziewałem się tego  stwierdził Soukyan. Mimo twego gadania o ludziach, którzy tumieszkają, o tym, \e znalazłaś wreszcie prawdziwy spokój, wiedziałem, \e znalazłem mojądawną Lal.Mów dalej, nie pozwól, bym cię powstrzymał.Nie wyobra\asz sobie, z jaką ulgąsłucham, gdy znowu wymyślasz mojej głupocie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum