[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pokiwał głową, zadowolony z obiecanej wymiany.- Na Far Away mieszka siedem klanów.Razem składamy się na Strażników Jazni.- Słyszałam o nich - wyszeptała.- Tylko my stoimy między Gwiezdnym Podróżnikiem a klęską ludzkości.Jako jedyniw całym naszym gatunku dostrzegamy niebezpieczeństwo, jakie stwarza obcy poprzezkłamstwa i manipulację tymi, którzy są próżni.Bradley Johansson już dawno otworzył namoczy na prawdę.Pewnego dnia, dzięki niemu, pomożemy planecie w dokonaniu zemsty.- To brzmi jak coś, czego cię nauczono, Kazimirze.- Odkąd po raz pierwszy zaczerpnąłem tchu, wiedziałem, kim jestem i jakie zadanieprzede mną stoi.Dzwigamy ciężkie brzemię.Nikt z pozaswiatowców nie wierzy w nasząsprawę.Nie dostrzegacie trucizny Gwiezdnego Podróżnika.Mimo to wiara i wdzięczność niepozwalają nam się poddać.Bradley Johansson jest naszym zbawcą.Pewnego dnia całaludzkość uzna go za swego oswobodziciela.- A w jaki sposób cię oswobodził?- Tak samo, jak uwolniono jego.Dobrocią i uczciwością.Przybył na ten świat jakojeden z pierwszych ludzi i zaczął badać tajemnice gwiazdolotu obcych.- Słyszałam o tym - potwierdziła Justine.- Był pierwszym dyrektorem Instytutu Badań Marie Celeste", prawda?- Tak.Ludzie mówią, że gwiazdolot to opuszczony wrak, ale mylą się.GwiezdnyPodróżnik chciał ich o tym przekonać.W rzeczywistości ocalał z katastrofy.- To znaczy, że gdzieś tu jest żywy obcy z arki?- Od dawna już nie ma go na planecie.Uciekł do Wspólnoty i ukrywa się tam, knującswe niegodziwe plany.- Naprawdę? To znaczy, że nigdy go nie widziałeś?- Nigdy dotąd nie opuściłem Far Away.Jednak pewnego dnia Gwiezdny Podróżnik tuwróci, gdy jego plany wreszcie zostaną zrealizowane.Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.Chciałbym przyczynić się do jego upadku.- A jak on wygląda?- Nikt tego nie wie.Nawet Bradley Johansson nie ma pewności.Być może go widział,ale tego nie pamięta.Z chwilą wyzwolenia wiele jego dawnych myśli przepadło.- Dobra, załóżmy, że ten Gwiezdny Podróżnik ocalał z katastrofy.Co wydarzyło się potem?- Spowodował rozbłysk słońca Far Away, by zwabić tu nieostrożnych.A gdy BradleyJohansson zaczął badać tajemnice gwiazdolotu, obudził śpiącego obcego i stał się jegoniewolnikiem.Przez wiele łat trudził się na rzecz Gwiezdnego Podróżnika: starał sięrozszerzyć jego wpływy we Wspólnocie, szeptał do uszu tych, którzy mieli władzę, składałfałszywe obietnice i kształtował bieg wydarzeń.Ale Gwiezdny Podróżnik nie znał tej częściGalaktyki i obawiał się innych żyjących tu gatunków, które mogłyby pokrzyżować jegoplany.Nie wszystkie z nich są tak nieświadome i pełne pychy jak my.Obcy wysłał Bradleyana Silvergalde, rozkazując swemu niewolnikowi poznać Silfenów i zameldować mu owszystkim, czego się dowie.Ale Silfeni okazali się mądrzejsi niż ludzie i GwiezdnyPodróżnik.Dostrzegli więzy, którymi spętał umysł Bradleya, i uwolnili go.- Ach, więc to było wyzwolenie.- Tak.Wyleczyli go.Niektórzy ludzie, odzyskawszy wolność, uciekliby przedpodobną grozą, w obawie, że znowu popadną w niewolę.Bradley jednak zdawał sobiesprawę, że to właśnie byłoby naprawdę niebezpieczne.Powiedział, że do triumfu zławystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili.- Bradley Johansson tak powiedział?- Tak.Wrócił na Far Away i wyzwolił innych niewolników Gwiezdnego Podróżnika.To właśnie było siedem rodzin, które z czasem przerodziły się w klany.- Rozumiem - stwierdziła z powagą.Kazimir zerknął na nią niepewnie.Na jej twarzy malował się wyraz straszliwegosmutku.Przygnębiło go to.Tak piękna buzia powinna znać wyłącznie radość.Czyż niepoświęcił życia na obronę takich jak ona?- Nie obawiaj się.Obronimy cię przed Gwiezdnym Podróżnikiem.Nie uda mu się.Planeta zostanie pomszczona.Przechyliła lekko głowę i obrzuciła go długim, pełnym namysłu spojrzeniem.- Naprawdę w to wierzysz, tak?- Oczywiście.Z jakiegoś powodu odpowiedz wyraznie ją zakłopotała.- Sprawa, której się poświęcasz, jest bardzo szlachetna, Kazimirze, a szlachetnośćtworzy więzy, które trudno zerwać.- Gwiezdny Podróżnik nigdy nie złamie mojej wierności dla klanu i sprawy.- Szanuję to - zapewniła Justine, kładąc dłoń na jego ramieniu.Spróbował ukoić ją uśmiechem, ale nadal była smutna, a jej dotyk, choć leciutki, niezwykle rozpraszał jego uwagę.Siedziała tak bardzo blisko, a oboje byli skąpo odziani.Głowę Kazimira wypełniały cudowne, pożądliwe myśli.Uszczypnęła go delikatnie w ramię i nagle rozejrzała się wokół.- Popatrz, przestało padać.- Wyprostowała się i podeszła do wyjścia.- Znowu wyszłosłońce.Uśmiechnęła się przepięknie.Ponownie stała się aniołem.Kazimir również się podniósł.Zatrzymał się na chwilę, żeby włożyć kamizelkę, poczym wyszedł na zewnątrz i stanął za dziewczyną.Nałożyła na twarz stalową opaskę i poczułsię rozczarowany, że już nie widzi jej oczu.W blasku słońca jej biała koszulka wydawała sięniemal przezroczysta.Justine dorównywała mu wzrostem.- Naprawdę przeleciałaś nad wulkanem? - Zapytał pośpiesznie.- Ehe.- Musisz być bardzo odważna.- Chyba raczej głupia - odparła ze śmiechem.- Nie, Justine.Nie jesteś głupia.Nie ty.Nacisnęła okulary przeciwsłoneczne i opuściła je nieco, spoglądając na niego sponadnich.- Dziękuję, Kazimirze.To było słodkie.- I jak wyglądał ten lot?- Był szalony! Cudowny!Ponownie uniosła okulary i zaczęła mu opowiadać o swych przeżyciach.Kazimir słuchał z uwagą, zafascynowany życiem i światem, równie dla niego obcymijak Gwiezdny Podróżnik.Justine wiodła idealne życie.Cieszyła go myśl, że ludzie naprawdętak żyją, że udało się im wspiąć na podobny poziom.Być może pewnego dnia, gdy GwiezdnyPodróżnik zostanie pokonany, wszyscy będą mogli tak żyć.Doszedł do wniosku, że ich spotkanie było zrządzeniem losu.Tę wizję, jegoosobistego anioła, zesłano mu, by go przekonać, że postępuje słusznie, chroniąc ludzkie życie.Justine była inspiracją, jego prywatnym cudem.- Musisz być bardzo bogata - stwierdził, gdy skończyła opowieść o lądowaniu.-Możesz sobie pozwolić na taki wehikuł służący jedynie rozrywce.Wzruszyła od niechcenia ramionami.Oboje siedzieli na brzegu płynącego przezpolanę strumyczka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum