[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Teraz?- Teraz.- To słowo padło zbyt ciężko.Trzeba je było złagodzić.- Uważał Suliena -powiedział Cadfael, zwracając się do Donaty - przez krótki czas za swego syna.Nie wycofujeojcowskiej życzliwości.Będzie rad cię zobaczyć i dowiedzieć się - mówił z emfazą, patrzącznowu w twarz młodzieńca - że u ciebie wszystko dobrze.Niczego bardziej nie pragniemy.-Cokolwiek nastąpi, to przynajmniej było prawdą.Czy mogą mieć nadzieję, że dostaną izachowają to, czego pragną, to rzecz inna.- Czy mogę prosić o godzinę zwłoki? - spytał Sulien.- Muszę odprowadzić Pernel dodomu.Powinienem to chyba zrobić najpierw.- Te słowa były przeznaczone dla Cadfaela, który wiedział, jak je rozumieć:  Może minąć wiele czasu, zanim wrócę z opactwa, lepiej zamknąćniedokończone sprawy.- Nie ma takiej potrzeby - oświadczyła Donata.- Pernel zostanie ze mną na noc, jeślibędzie tak miła.Poślę chłopaka do Withington, żeby zawiadomić jej ojca, że jest tu ze mnąbezpieczna.Nie miewam zbyt wielu młodych gości, więc nie mogę sobie pozwolić na zbytszybkie rozstanie się z nią.Ty jedz z bratem Cadfaelem, a my mile spędzimy razem czas dotwego powrotu.To wywołało błysk czujności w twarzach Suliena i Pernel.Wymienili krótkiespojrzenia i Pernel powiedziała bez namysłu:- Bardzo bym chciała, jeśli naprawdę pozwalasz mi zostać.Jest tam Gunnilda do opiekinad dziećmi, a moja matka z pewnością da sobie radę beze mnie przez jeden dzień.Cadfael zastanawiał się, czy to możliwe, że Donata nawet w tak ciężkim stanie myślałao swoim młodszym synu i serdecznie witała pierwsze oznaki jego zainteresowaniaodpowiednią młodą kobietą.Matka o silnym charakterze, oswojona już z własną powolnąśmiercią, może również chcieć zamknąć niedokończone sprawy.Zdał sobie sprawę, że to go w niej najbardziej przerażało.Ten niszczący wróg, którypobielił jej włosy i skurczył ją do skóry i kości, wciąż jeszcze jej nie postarzył.Wyglądałaraczej jak zabłąkana młoda dziewczyna, zwiędła, wychudzona i wygłodzona w swoichkwietniowych dniach, kiedy pąk powinien się rozwijać.Przy promiennej Pernel była jakzdmuchnięta smuga dymu, jak duch dziecka.W tej komnacie jednak nadal dominowała.- Idę więc do stajni - powiedział Sulien prawie tak lekko, jakby miał na myśliprzejażdżkę po lesie dla zaczerpnięcia powietrza.Pochylił się, by pocałować zapadniętypoliczek matki, ona zaś podniosła dłoń i dotknęła jego twarzy.Odczuł to jak muśnięcieuschniętego liścia.Nie pożegnał się z nią ani z Pernel.To mogłoby się przemienić w cośzdradziecko złowieszczego.Ruszył żwawo przez hall.Cadfael pożegnał się najmilej, jakpotrafił, i pośpieszył dołączyć do niego przy stajniach.Dosiedli koni na podwórzu i wyjechali ramię w ramię, nie mówiąc ani słowa, dopóki niezagłębili się w paśmie lasu.- Na pewno już to słyszeliście - powiedział Cadfael.- Hugo wrócił dziś ze swoimzaciągiem.Bez strat!- Tak, słyszeliśmy.Wyczułem - odrzekł Sulien z gorzkim uśmiechem - czyj to głosmnie woła.Dobrze jednak zrobiliście, pozwalając opatowi go zastąpić.Dokąd naprawdęjedziemy? Do opactwa czy do zamku?- Do opactwa.To przynajmniej była prawda.Powiedz mi, ile ona wie? - Moja matka? Nic.Nic o morderstwie, nic o Gunnildzie ani o Brytryku, ani o czyśćcuRualda.Ona nie wie nawet, że wasz pług wyorał ciało kobiety na naszej dawnej ziemi.Eudonigdy nie wspomniał o tym ani słowem, ani nikt inny.Widziałeś ją - powiedział po prostuSulien.- Nikt z nas nie pozwoli dorzucić jeszcze jednej troski, choćby małej, do jej brzemienia.Dziękuję, że jesteś tej samej myśli.- Jeśli to może być przedłużone - odrzekł Cadfael - to będzie.Prawdę mówiąc jednak,nie jestem pewny, czy oddajecie jej przysługę.Czy nie myśleliście, że może być silniejsza odwas wszystkich? I że w końcu, co gorsza, ona będzie musiała się dowiedzieć?Sulien jechał przez chwilę obok z podniesioną głową i wzrokiem utkwionym gdzieś wdali, a jego profil, wyraznie widoczny na tle nieba z ciężkimi chmurami, był blady i zacięty jaknieruchoma maska.Jeszcze jeden stoik, mający w sobie wiele z matki.- Czego najbardziej żałuję - powiedział w końcu z namysłem - to zbliżenia do Pernel.Nie miałem prawa.Hugo Beringar znalazłby w końcu Gunnildę, a ona ujawniłaby się,usłyszawszy, że to potrzebne, bez mojego wtrącania się.A teraz, sam widzisz, ile narobiłemszkody.- Myślę - odpowiedział Cadfael - że ta pani gra tu równie ważną rolę jak ty.I wątpię, bytego żałowała.Sulien wjechał z pluskiem w bród przed swoim towarzyszem.Jego zdecydowany głosdoleciał uszu Cadfaela:- Można coś zrobić, żeby naprawić to, co uczyniliśmy.A co do mojej matki, tak,rozważałem taki koniec.Nawet się na to przygotowałem. Rozdział dwunastyPo nieszporach zebrali się we czterech w rozmównicy opata, odcięci od świata zazamkniętymi okiennicami i drzwiami.Musieli czekać na Hugona.Miał przegląd garnizonu,zaciężnych zwolnionych z feudalnej posługi, którym musiał zapłacić i odesłać do rodzin, ikilku rannych, którymi trzeba było się zająć.Dopiero potem mógł sztywno zsiąść z konia nadziedzińcu własnego domu, uścisnąć żonę i syna, zdjąć brudny strój podróżny i odetchnąć przystole.Dalsze badanie niepewnego świadka mogło poczekać godzinę czy dwie bez szkody.Po nieszporach jednak przyszedł, odprężony i odświeżony, ale czujny.Zdjął płaszczprzy drzwiach i pokłonił się opatowi.Radulfus zamknął drzwi i zapadła cisza, krótka, aległęboka.Sulien siedział cichy i niemy na ławie opartej o wykładaną drewnem ścianę.Cadfaelwycofał się do kąta przy zamkniętym oknie.- Muszę ci podziękować, ojcze - zaczął Hugo - za udostępnienie tego miejsca.Byłobymi przykro nachodzić rodzinę w Longnerze, a wiem, że ta sprawa interesuje i ciebie.- Ufam, że wszystkich nas interesuje prawda i sprawiedliwość - odrzekł opat.- Niemogę też zrzucać całej odpowiedzialności na syna, który odszedł w świat.Jak Sulien wie.Prowadz sprawę, Hugonie, wedle uznania.Wskazał miejsce Hugonowi obok siebie, za stołem uprzątniętym teraz z pergaminów ispraw codziennych.Hugo przyjął zaproszenie i usiadł z westchnieniem.Wciąż był obolały odsiodła, a jego skaleczenia były świeżo zaleczone, ale przyprowadził swą kompanię z Moczaróww nienaruszonym stanie, co stanowiło wystarczające osiągnięcie.Miał teraz wyjawić, cojeszcze ze sobą przywiózł, a ci trzej mieli się tego dowiedzieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum