[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ma się dobrze  skłamała.Wprawdzie czasami do niej dzwoni, lecz kosztuje to kupę pieniędzy.Pocztę donajbliższego miasta, gdzie jest lotnisko, co dwa tygodnie wozi ze wsi wóz zaprzężony wdługowłose kucyki, lecz jeśli któryś z nich złamie sobie na lodzie nogę, przeciąga się to o caledwa następne tygodnie, a przez dziesięć miesięcy w roku panuje tam sroga zima. Doprawdy?  zdziwił się. Tak.Wczoraj po całym mieście szukałam dla Hablunda ciepłych rękawic z jednympalcem, ale nie mieli jego rozmiaru.Ma łapy jak niedzwiedz.Mariane zauważyła, że jej rozmówca rzucił okiem na własne dłonie.Miał takie delikatneręce z długimi palcami i nabrzmiałymi żyłami.Kiedyś zdawało się jej, że wyglądająszlachetnie, jak u młodego pianisty, ale teraz miała wrażenie, że świadczą o zniewieściałościtego człowieka. Szukałam także jakiejś dobrej maszynki do golenia.Broda mu rośnie tak szybko i zarostma taki twardy, że wszystkie żyletki bardzo prędko się mu łamią.W dodatku wszystkie te,które zabrał ze sobą, już porozdawał. Porozdawał? Porozdawał, bo podobno sam naczelnik nie może niczego mieć na własność. To Hablund jest naczelnikiem? Czymś w tym rodzaju.Podobno sami go wybrali i mianowali, chociaż w ogóle o to niezabiegał.Współpracownik męża roześmiał się i Mariane poczuła ulgę.Jak gdyby Hablundowi groziło coś strasznego, a ona go przed tym czymś uratowała.Niczego nie musi się wstydzić.Współpracownik męża był rozbawiony.Mariane zastanawiała się, jak stąd wyjść, by nie wyglądało to na ucieczkę.Gdyby terazchciał tutaj powalić ją na ziemię, nie czułaby się zaskoczona.Tak samo jak tym, jak na niąpatrzył.Chciała tylko na chwileczkę zapomnieć, że jest sama.Chwyciła torebkę i raznymkrokiem ruszyła do drzwi.Nie były zamknięte. Ty dziwko!  zdawało się jej, że wołał zanią, gdy zbiegała po schodach, ale na to z pewnością by sobie nie pozwolił.Czego się spodziewała? Ze będzie zrywać z niej tę jej staropanieńską podniszczonąsukienkę? %7łe mężczyzni to zwierzęta, gotowe do skoku, kiedy tylko zwabią kobietę domieszkania? Był pewien, że pragnęła go tak samo jak on jej, ale to zakończenie wizyty jakośspecjalnie go nie rozzłościło.Mariane wahała się, a potem pomyślała, że Lora z pewnością powiedziałaby jej, żekobieta zamężna nie traci czasu na takie rzeczy.W miarę jak upływały dni, uświadamiała sobie, że jest sama w inny sposób niż przedtem.Przedtem  czuć się samą znaczyło, że nie ma z kim rozmawiać i nikogo nie interesuje, jaksię jej wiedzie.Obecnie  czuć się samą znaczyło dodatkowo, że nie tylko wszystko jej jedno,czy wygląda schludnie, ale że obojętne są jej własne piersi, obojętne są rozpaczliwe myśli omacierzyństwie, obgryzione paznokcie, jej czułość, która wspinała się gdzieś i więdła,wszystko to było jej obojętne.Wszystko to miało bowiem sens, kiedy był tu ktoś drugi.Choćby jedynie w myślach i nieosiągalny, ale jako obraz, z powodu którego kobieta sama osiebie dba.Babrze się w kobiecości, a potem z mężczyzną zamieni to na opiekę i uznanie.Nielubił tych jej broszurek o emancypacji, Małego doradcy kobiety dwudziestego wieku i innychtakich, ale ponieważ na Mariane nie miało to raczej żadnego praktycznego wpływu,zachowywał swe uwagi dla siebie.Była to jej rozrywka, która wcale nie zakłócałaistniejącego porządku rzeczy.Bo Mariane przyjemnie było wiedzieć, gdzie jest jej miejsce, aHablund potrafił to docenić.Od czasu gdy ostatni raz odwiedziła tego współpracownika męża i była pewna, że więcejnigdy się z nim nie spotka, z Mariane zaczęło być coraz gorzej.Matka i ojciec mieszkalidaleko, rodzeństwa nie miała, a Lora miała własną rodzinę i mało czasu.Początkowo Hablund był dla Mariane dniem pracy, po którym mogła odetchnąć i zatopićsię w marzeniach o swoim własnym życiu z nim i z dziećmi, z innym mężczyzną i z dziećmilub o upiększaniu czekającego na Hablunda mieszkania, a pozostałego czasu było tak mało,że łatwo było go zabić książką albo gazetą.Pięć miesięcy po swym wyjezdzie Hablund stałsię jedynym, co nadawało dniu Mariane jakiś sens, choć jednocześnie coraz słabiej wierzyław jego rzeczywisty powrót.Pragnienie dociekania i dowiadywania się coraz więcej stawałosię nawykiem, a potem rutyną, ratującą Mariane Doran w mieszkaniu przy ulicy Hansenaprzed ostatecznym załamaniem.Już nie tylko śledziła, co się w ZSRR dzieje, ale rozpoczynała dzień od lektury wszystkichkopenhaskich gazet, systematycznie szukała wszelkich wiadomości dotyczących Rosji i naniewielkich fiszkach robiła sobie wypisy.Z jednej z szaf ubraniowych usunęła całą odzież iurządziła kartotekę.Pod A na przykład Aleksander II, Amu-daria, Archangielsk, pod B Bajkalsko-Amurska Magistrala, białogwardziści, bolszewizm, pod C  Charyń.Czarne pudłobyło pełne zupełnie niepotrzebnych jej informacji.Manfred, mąż Lory, przez kogośznajomego załatwił Mariane codzienne obiady w stołówce Wydziału Filozoficznego.Wyobrażała sobie, że a nuż spotka tam specjalistów, którzy będą mogli jej pomóc.Ulegającpresji rodziców, którzy chcieli, żeby przede wszystkim zarabiała pieniądze i znalazłasolidnego kandydata na męża, nigdy nie studiowała i zapukać gdzieś, ot tak sobie, do drzwiobcego człowieka z tytułem naukowym, nigdy by się nie odważyła.Po obiedzie i krótkim spacerze chodziła do bibliotek, w poniedziałek i wtorek do głównejkopenhaskiej, w środę i w czwartek do uniwersyteckiej, a w piątek do jakiejś innej lub snuła się po mieście i kupowała książki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum