[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.AJessalyn Letty należała wyłącznie do niego.Odczekał, aż się całkowicie opanuje.Zdobył się nawet na uśmiech.- Szczęście, że przypadkiem wspomniałeś o pannie Letty, Mack.Bo widzisz.możezechciałbyś przy tej okazji złożyć mi gratulacje.Niedawno, właśnie w tymtygodniu, poprosiłem Jessalyn, aby uczyniła mi ten honor i została moją żoną.Kruchy kieliszek z porto zachrzęścił w dłoni McCady'ego.Ciemne, rubinowe winozaczęło mu ściekać z palców; wyglądało jak krew.Clarence podniósł się trochę, podając kuzynowi chusteczkę.- Dobry Boże, człowieku, sam nie wiesz, jaką masz siłę w ręce.McCady wziął skrawek delikatnie wyhaftowanego płótna.- I co? Przystała na twoją propozycję?Clarence wygodnie usiadł i wsunął trzy palce do małej kieszonki na zegarek.Dotknął dwóch złotych suwerenów, które nosił przy sobie na szczęście.- Naturalnie.Oboje zawsze żyliśmy myślą, że kiedyś nadejdzie taki dzień.Ustaliliśmy datę ślubu na pierwszy tydzień czerwca, ale mówiąc szczerze - pochyliłsię i uśmiechnął porozumiewawczo - nie sądzę, abym mógł tak długo czekać.189 McCady przeszył go spojrzeniem na wylot.Naraz w saloniku zrobiło się jakośposępnie i groznie.Clarence zrozumiał, że posunął się nieco za daleko.Bądz cobądz wówczas, przed pięciu laty, Mack także bardzo jej pragnął.- Będziesz dla niej dobry, Clarey? - zapytał McCady.- Przecież.przecież ja ją kocham - odparł Clarence poruszony.Ciemne oczy McCady'ego zdradzały skrajne emocje.- Tylko nie opowiadaj mi, że ją kochasz.Miłość jest uczuciem dla głupców, ładnymsłowem na oznaczenie żądzy.Mówisz o miłości, a chodzi o to, że masz ochotę sięparzyć.Obchodzi mnie tylko, jak ją traktujesz.Bo gdybyś ją kiedykolwiek skrzyw-dził, Clarey, zabiję cię.- Jeżeli ktoś ją skrzywdzi, to prawdopodobnie będziesz to ty! - wypalił Clarence inatychmiast się zaczerwienił.- Zabiję cię - powtórzył McCady.Clarence spoglądał w oczy, które już pewnie nie mogły błyszczeć bardziej dziko.Kark i uszy zaczęły go palić.Uciekł spojrzeniem w bok, odchrząknął.- Rozumiem, że decyzja komitetu jest dla ciebie sporym rozczarowaniem -powiedział po chwili, pragnąc naraz odciągnąć uwagę McCady'ego od Jessalyn.-Ale w końcu chodzi teraz tylko o utrzymanie aktywów do czasu, gdy twoja lokomo-tywa wygra konkurs.Przez twarz jego kuzyna coś przemknęło.Naraz Clarence odniósł nieprzyjemnewrażenie, że McCady śmieje się z niego.Clarence jeszcze raz odchrząknął.- Ponieważ zasiadam w tej komisji, jakakolwiek transakcja finansowa dokonanapomiędzy nami będzie stwarzała pozory zmowy.Ktoś inny mógłby się w tymdoszukiwać próby przekupstwa.- Przez chwilę studiował czubek własnego buta.-Mam sporo biernego kapitału, aż kusi, żeby zainwestować w coś wartościowego.Szkoda, że nie istnieje żaden sposób na takie pokierowanie moimi sprawami, byjednocześnie zaradzić drobnym niedogodnościom, z którymi się borykasz.-Podniósł głowę.- Mimo wszystko, Mack, nawet jak na kuzynów jesteśmy sobiewyjątkowo bliscy.W pewnym sensie jesteś dla mnie niczym brat.Clarence przyglądał się badawczo twarzy mężczyzny siedzą-199 cego naprzeciwko niego.Powiedz to - pomyślał - spójrz na mnie i przyznaj, żemógłbym być twoim bratem.McCady zerknął na niego tym swoim posępnym wzrokiem, ale nic nie powiedział.Clarence podniósł się.Wyciągnął zegarek, wcielając się w rolę ważnego człowieka,który ma do załatwienia wiele bardzo ważnych spraw.Wydawało mu się, żepowinien odczuwać triumf.Dlatego nie mógł zrozumieć, dlaczego wszystko, coczuje, to pustka.W drzwiach przystanął i jeszcze raz spojrzał na mężczyznę, który w zadumiewpatrywał się w ogień.Poczuł coś jak ukłucie na widok tego ostrego, a zarazemeleganckiego profilu, sterczących hardo kości policzkowych, posępnej krzywiznywyraznie zarysowanych ust.Drogiej i zarazem znienawidzonej twarzy kuzyna.brata.Oczywiście McCady znalazł kilka nieszczęsnych ofiar chętnych do zainwestowaniaw jego głupie marzenie, ale ogrom długu obciążał wyłącznie jego.Tylko jeden bankodważył się zaryzykować pożyczenie pieniędzy jego świeżo opierzonej Kompanii.Gdzieś pod koniec czerwca McCady Trewlany, dwunasty hrabia Caerhays,przyjdzie do Londyńskiego Banku Postępu Mechaniki.Będzie trzymał w rękukapelusz i błagał o przesunięcie terminu płatności odsetek należnych od skryptówdłużnych do czasu, gdy konkurs zostanie rozstrzygnięty.Lecz nie otrzyma zgody.Clarence wiedział o tym najlepiej.Poza nim tylko niewielu ludzi zdawało sobie ztego sprawę, właściwie tylko dwóch, ale.Londyński Bank Postępu Mechaniki należał do Clarence'a Tiltwella.XIVRakieta przecięła niebo i rozbłysła nad głowami gapiów niczym eksplodującagwiazda.Połyskujące niebieskie ogniki opadły deszczem, wydobywając z mrokukształt drzewa.Chociaż noc nie była chłodna, Jessalyn zadrżała, otulając sięstarannie płaszczem.191 - Co, zimno panience?Odwróciła głowę, potem głośno westchnęła.- Ach, to ty, Topper.Jakoś nie mogę sobie poradzić z tym wszystkim.Dobry Boże.gdyby babcia się dowiedziała, na pewno nigdy by mi nie wybaczyła.- A niby kto jej powie? - Młody dżokej stał z założonymi rękami, oparty o pieńwiązu.- Kuliste lampiony zwisały z gałęzi, rzucając różowe światło na jegopoliczki.- Przecież nikt nie pozna, kim panienka jest w tym odzieniu.Równiedobrze mogłaby panienka być królową Saby.Jest nam potrzebna forsa -zaznaczył.Jessalyn drgnęła, kiedy z rzymskiej świecy wystrzeliły z hukiem wiązki płomieni.W ogrodach Vauxhall zrobiło się nagle jasno jak na łące w samo południe [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum