[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Rozdział szesnastyOlbrzymi pająk zobaczył ich i wrzasnął.Odpowiedział mu świergoczący, bezmyślnykrzyk Jaheiry.Abdel niemal sam nie wrzasnął, gdyż strach pełzał mu pod skórą w dół, ażskurczyły mu się jądra.Spojrzał na Jaheirę i prawie nie wrzasnął po raz drugi.Kobieta traciłazmysły.Ettercapy  porośnięte kępkami sierści humanoidy  wybrały tę chwilę na atak, a możewrzask olbrzymiego pająka był dla nich rozkazem.Kiedy wypełzły z zarośli, Abdel szybkowysunął z pochwy miecz i natarł na nie z grymasem determinacji, który zawsze pojawiał się uniego w podobnych chwilach.To wytrąciło ettercapy z równowagi i pierwszy, który byłnajbliżej, musiał atakować sam.Istoty były niższe od Abdela, choć wyższe od Jaheiry i Xana.Nie poruszały się szybciejniż zwykli ludzie, ale ich chude, pająkowate kończyny wywijały dziko i sprawiały, żewyglądały na szybsze.Ten, który atakował Abdela, otworzył usta z kłami i Abdel niemal niezakrztusił się wonią jego jadu.Ciął mieczem, lecz odrobinę za wysoko i ostrze odcięłostworowi tylko czubek jego długiego, szpiczastego ucha.Ettercap zawył, ale kontynuował atak.Abdel usłyszał, że Xan walczy z drugim, którywyskoczył z zarośli tuż przed nim.Wrzecionowata ręka o długich, zakończonych ostrymipazurami palcach trafiła Abdela w lewe ramię, upuszczając nieco krwi i przekleństw z ustnajemnika.I w tym momencie Abdel przestał myśleć o otaczającym go świecie, nawetzapomniał o Jaheirze, którą ostatnio widział sparaliżowaną ze strachu.Odciął ettercapowi rękę i stwór z piskiem wycofał się, a jego miejsce zajęły dwa inne.Abdel przebił jednemu oko, podczas gdy drugi próbował chlasnąć go w prawą nogę swymiostrymi jak igła pazurami.Abdel chrząknął i kopnął stwora lewą nogą wprost w jego obwisłąpierś.Od siły uderzenia zarośnięta klatka stwora zapadła się, ettercap zipnął z płuc całymswoim smrodem i upadł na kolana.Abdel uniósł miecz i opuścił na prawy bark klęczącegopotwora.Ettercap nawet nie zajęczał, ale Abdel wiedział, że musiał trafić w tętnicę.Krewtrysnęła fontanną, pulsując gwałtownie, a potem coraz wolniej wraz z każdym coraz słabszym uderzeniem serca.Stwór przyłożył rękę do rany, jego szare oczy wywróciły się i runął naziemię.Abdel poczuł ostry ból w lewym barku i odskoczył w tył  akurat w dobrym momencie.Jedyny cały stwór drapnął go po raz drugi, ale nie zdążył go ugryzć swymi jadowitymi kłami.Abdel pchnął mocno oburącz i ostrze zagłębiło się w ciele ettercapa, roztrzaskując mukręgosłup i z wyraznym chlupnięciem wyszło plecami.Zanim stwór zwalił się na ziemię,Abdel lewą nogą zepchnął go z ostrza swego miecza.W tym momencie rozległ się za nimkrzyk i Abdel odwrócił się.Jaheira wołała Khalida i Abdel drgnął zarówno na dzwięk imienia, które wołała, jak iśmiertelnie niebezpiecznej sytuacji, w której się znajdowała.Rzucała się zaplątana w czymśw rodzaju pajęczej sieci, zrobionej z grubych, solidnych nici.Sieć ciągnęły po ziemi dwaettercapy, od jednego gniazda malutkich pająków przez następne.Jaheira dyszała, by złapaćoddech i znowu krzyczeć.Abdel postąpił naprzód, ignorując Xana walczącego o życie i wpadł w pułapkę.Kostkaprzylgnęła mu do lepkiej, grubej liny.Abdel potknął się i wywinął fikołka, dostrzegającjednocześnie, jak po linie biegnie w jego stronę ettercap.Najemnik podjął próbę przecięcialiny, która przylepiła mu się do kostki, wziął zamach, jednak zbyt szeroki, gdyż bał się uciąćsobie nogę, i zamiast trafić w linę, trafił nadbiegającego ettercapa w jego pękaty brzuch.Nićwychodziła właśnie z podbrzusza stwora, a kiedy z rozpłatanego brzucha trysnęła krew, nićstraciła swoje przylepne właściwości, a stwór z piskiem zdechł.Krew wymieszana z lepkąsubstancją pajęczynowatą chlusnęła z rany potwora na nogi Abdela i najemnikowi udało sięniemal całkowicie uwolnić stopę z nici, nim spadła na niego z góry cała sieć  z nicigrubszych i jeszcze bardziej lepkich.Jego prawe ramię przylgnęło przylepione do boku, więczaryzykował przerzucenie swego miecza do lewej dłoni.Kiedy go chwycił, przekręcił się naplecy i zasłonił mieczem twarz.Olbrzymi pająk, którego wcześniej zobaczyli siedzącego w środku swej gigantycznejpajęczyny, zmierzał teraz szybko po swych niciach do pobliskiego drzewa, wprost na Abdela,z jego otwartych szczęk sączył się jad. Tormie, chroń mnie!  zawołał Abdel i ciął mieczem z lewa na prawo.Pająk zatrzymałsię na chwilę, a Abdel przeturlał się na bok, starając się wyrwać z sieci.Poczuł bolesneszarpnięcie za włosy, wokół szyi owinęła mu się lepka nić sieci.Teraz był jak mucha,smakowity kąsek dla ośmionożnego drapieżcy, i jak mucha szarpał się w desperackiej próbieuwolnienia, grzęznąc w sieci coraz bardziej. Uspokój się  powiedział pająk.Abdel wzdrygnął się na dzwięk jego słów.Jakby ktoś przejechał szkłem po stali.Włosystanęły mu dęba, nie tylko z powodu zgrzytliwego dzwięku, ale i przerażenia, że taki stwórpotrafi w ogóle mówić. Nie ruszaj się, człowieku i daj, aby Kriiya mogła cię wyssać.Kriiya osuszy cię do cna. Abdel krzyknął i rzucił się naprzód.Wykonał fintę i pająk dał się nabrać, uskakując wbok.Abdel nakarmił potwora ostrzem swego miecza, wpychając mu ostrze prosto w rozwartypysk.Miecz zagłębił się na całą stopę, nim napotkał opór.Krew i trucizna chlusnęły z pyskaumierającego potwora.Jego konwulsje były tak silne, że Abdel prawie stracił chwyt narękojeści pałasza.Nogi potwora ugięły się pod nim z głośnym trzaskiem, który zagłuszyłkrzyk Jaheiry tak, iż Abdel jedynie pomyślał, że wołała:  Tato! , ale nie był pewny.Potwór spadał wprost na niego, więc Abdel, zamykając oczy i usta przed śmiertelnątrucizną, szarpnął się i odturlał, a potwór  ważący lekko tonę  zwalił się z konaru drzewa naziemię.Jego odwłok pękł, wylewając fale śluzu, trucizny i kwasów żołądkowych syczącychna pajęczynie i roślinności ściółki. Jaheira!  krzyknął Abdel, ale nie otrzymał odpowiedzi.Leżąc na ziemi prawie nic niewidział, spróbował więc wstać, ale nie udało mu się.Wciąż był zaplątany w lepkie, grube nicipajęczyny i miał ograniczoną swobodę ruchów.Wciąż jednak trzymał w lewej dłoniociekający posoką miecz i po krótkich zmaganiach i kilku cięciach udało mu się usiąść.Słyszał, że Xan walczy, oddychał ciężko, ale spokojnie.Kiedy Abdel w końcu dojrzał Xana,natychmiast docenił jego umiejętności w posługiwaniu się mieczem.Jakkolwiek podróżowalirazem już od jakiegoś czasu, Abdel nie miał zbyt wiele okazji widzieć go w akcji.Zwykle,kiedy Xan walczył, Abdel również walczył, a kiedy walczył, rzadko się rozglądał.Miecz elfawirował przed nim w oślepiającym tańcu i dla Abdela zdawał się być niczym jakaś magicznatarcza.Ale nie było w tym żadnej magii, elf był po prostu bardzo dobry.Na ziemi u stóp elfa leżały już dwa martwe ettercapy, a Xan zawzięcie męczył ostatniego.Stwór broczył już z tuzina ran i w jego oczach było widać wyrazną desperację, ale niewahanie.Walczył uparcie i Abdel, nie ośmielając się krzyczeć dla zachęty, by nie rozpraszaćelfa, tylko patrzył z nadzieją na zwycięstwo Xana.Niedługo pózniej Xan wykonał dwaszybkie celne cięcia i stwór, zachłystując się własną krwią, padł. Xan!  zawołał Abdel [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum