[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ach, on! Myślałam, że mówisz o kim innym.Po południu miałam dwóch gości, pan Gilby był tymdrugim. Powiedział mi, że kupił nie zżęte jeszcze zboże  ciągnęła Celia, nie zwracając uwagi na mojekłamstwo. Powiedział, że zamierzasz ominąć rynek.RLT Wstałam zza biurka i uśmiechnęłam się.Wiedziałam, że mój wzrok nie ma w sobie nic z ciepła, Celiazaś przybrała kamienny wyraz twarzy. Doprawdy, Celio, podnosisz tu niełatwą kwestię dotyczącą interesów.Zarządzanie Wideacre toskomplikowana sprawa.Dotychczas nie przejawiałaś większego zainteresowania tymi rzeczami.Za pózno, byteraz mieszać się do moich sposobów gospodarowania. Masz słuszność, wymawiając mi, że niewiele wiem  odezwała się.Oddychała szybciej, a twarz iszyja pokryły się od razu rumieńcem. Uważam za wielki błąd, iż damy z wyższych sfer nie poznająwarunków życia biedoty.Całe życie mieszkam przecież na wsi, a nic o tym nie wiem, tu masz słuszność.Próbowałam przerwać, lecz nie dała sobie odebrać głosu. %7łyłam w raju dla głupców.Wydawałam pieniądze, nie zastanawiając się nawet, skąd pochodzą albokto je zarobił.Przerwała.Podeszłam do dzwonka, chcąc niby polecić przyniesienie herbaty. Wychowano mnie tak, bym myślała jak dziecko  podjęła Celia, zwracając się na wpół do samejsiebie. Dziecko je, lecz nie rozumie, że ktoś ugotował mu posiłek, ktoś przetarł zupkę, nałożył do miseczki ipodał.Wydawałam pieniądze Wideacre, nie zdając sobie nawet sprawy, że te pieniądze pochodzą z pracybiedoty. Niezupełnie  zaprzeczyłam. Możesz porozmawiać z Harrym o teoriach ekonomii politycznej,lecz pamiętaj, my jesteśmy farmerami, nie kupcami czy przedsiębiorcami.Nasze bogactwo ma zródło w ziemi,w jej żyzności, w naturze.Celia niecierpliwym gestem odegnała ten argument i położyła dłoń na kartotece. Wiesz, że to nieprawda, Beatrice.Co miesiąc kładziesz tu pieniądze.Płacimy, bo jesteśmywłaścicielami ziemi.Ziemia pozostawiona samej sobie zarosłaby chwastami i polnymi kwiatami, inwestujemyw nią jak w każdy interes, jak kupiec, i płacimy ludziom, aby obrabiali ziemię dla nas, tak samo jak właścicielkopalni płaci górnikom.Stałam w milczeniu.Celia bardzo się zmieniła od czasów, gdy była nieśmiałą dziewczyną patrzącą nażniwiarzy i czerwieniącą się od jednego spojrzenia Harry'ego.Nic nie mówiłam, lecz czułam wzbierającyniepokój. Właściciel kopalni płaci im zaledwie ułamek tego, co rzeczywiście zarabiają  Celia mówiła wolno,jak gdyby głośno myśląc. Potem sprzedaje urobek z zyskiem.Cały zysk zatrzymuje dla siebie.Oto dlaczegoon jest bogaty, a górnicy biedni. Nie  stwierdziłam. Nie rozumiesz mechanizmów rządzących światem interesu.Właścicielkopalni musi kupować narzędzia oraz spłacać zaciągnięte kredyty.Musi też odzyskać to, co zainwestował, atakże zarobić coś za swój wkład pracy.Otwarty wzrok Celii spoczął na mej twarzy.Zdumiewające  uśmiechnęła się, jak gdybym z niejżartowała. Och, Beatrice, cóż za nonsens!  oznajmiła, niemal wybuchając śmiechem. To właśnie mówiHarry! To mówią książki Harry'ego! Sądziłam, że spośród wszystkich ludzi wy najlepiej orientujecie się, cóż toza nonsens! Ludzie, którzy piszą o konieczności zysku, należą do bogaczy.Chcą tylko uprawomocnić swojeRLT postępowanie.Oto dlaczego setki autorów piszą tysiące książek usiłując wyjaśnić, dlaczego niektórzy ludziegłodują, a niektórzy stają się coraz bogatsi.Muszą pisać takie książki, bo nie mogą zaakceptować prostej,widocznej gołym okiem odpowiedzi: nie ma uprawomocnienia dla zysku.Poruszyłam się niespokojnie.Celia również wyjrzała przez okno. Czemu człowiek, który inwestuje pieniądze, ma mieć zapewniony zysk, człowiek zaś, któryinwestuje swoją pracę, a nawet życie, nie ma nawet zagwarantowanego zarobku?  spytała. I dlaczegoczłowiek, który inwestuje pieniądze, zarabia o wiele więcej dzięki temu kapitałowi niż człowiek, który pracuje,dając z siebie wszystko, przez cały dzień? Gdyby otrzymywali równe wynagrodzenie, to po spłaceniu kredytówi zakupie nowych narzędzi górnicy żyliby w takich samych domach i jedli to samo co właściciel kopalni.A takprzecież nie jest.%7łyją jak zwierzęta w brudzie i w nędzy i przymierają głodem, podczas gdy właściciele żyjąjak książęta w domach stojących z dala od ohydnych kopalń.Skinęłam głową z emfazą. Opowiadano mi, że panują tam straszne warunki.I jakież zepsucie moralne!Na tę zmianę taktyki z mojej strony brązowe oczy Celii rozbłysły. Warunki równie złe jak tutaj  oświadczyła beznamiętnym tonem. Robotnicy pracują przez całydzień i zarabiają poniżej szylinga.Ja nie pracuję w ogóle, a mam kieszonkowe w wysokości dwustu funtówkwartalnie.Nie ryzykuję utraty kapitału, nie wymieniam urządzeń.Dostaję płacę za to tylko, że należę dowyższych sfer, do środowiska bogaczy.W tym nie ma sprawiedliwości, Beatrice.Ani logiki.To nawet nie jestprzyjemny sposób życia.Opadłam na fotel, fotel dziedzica i przysunęłam do siebie dokumenty.Zapomniałam, że kiedyśuważałam zmiany w świecie za niezbędne [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum