[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Obudziłem się nagle na gwałtowne mego pudła wstrząśnięcie i uczułem, że było do góry ciągnione, a potem w powietrze unoszone z niewypowiedzianą szybkością.Pierwsze wstrząśnięcie omal mnie nie zrzuciło z mego wiszącego łóżka, ale potem bardzo lekko ciągniony byłem.Krzyczałem ze wszystkich sił, ale nadaremno.Wyjrzawszy przez okno, same tylko widziałem 45obłoki, a nad głową słyszałem szum straszny jakby machania skrzydeł.Naówczas zacząłem poznawać, w jak niebezpiecznym znajdowałem się stanie, i domyślać się, że orzeł trzymał w dziobie sznur od pudła mego, chcąc je upuścić na jaką skałę, jak żółwia w skorupie, i tym sposobem stłukłszy, trupa mego wyciągnąć i pożreć, gdyż ptak ten taką ma roztropność i węch, że może z bardzo daleka postrzec swój łup, choćby nawet lepiej był ukryty aniżeli ja pod deskami, które nie były grubsze nad dwa cale.Po niejakim czasie usłyszałem, że bicie skrzydeł znacznie się powiększyło, i poczułem, że się moje pudło w tę i ową stronę miota jak szyld podczas wielkiego wiatru.Usłyszałem, iż niosący mnie orzeł dostał kilka gwałtownych uderzeń (bo niechybnie orzeł mnie niósł), potem nagle poczułem, żem leciał prosto na dółprzez dobrą minutę, al e z taką szybkością, żem nie mógł złapać oddechu.Spadanie moje zakończyło się strasznym wstrząśnieniem, które mi większy szum w uszach sprawiło niż spadające wody Niagary.Potem pozostawałem w ciemnościach przez drugą minutę, na koniec pudło moje zaczęło się do góry podnosić, tak żem zobaczył światłość przez okienko górne.Poznałem naówczas, iż wpadłem w morze.Moje pudło z powodu ciężaru mego ciała i rzeczy, które w nim były, oraz blach metalowych użytych do wzmocnienia czterech rogów od góry i od dołu, zanurzało się na pięć stóp w wodzie.Zdawało mi się wtenczas i jeszcze teraz jestem tego mniemania, że orzeł, który mnie porwał, musiał zostać napadnięty przez dwa albo trzy inne orły, chcące mu wydrzeć jego połów, i upuścił mnie, aby się lepiej bronić.Blachy żelazne bardzo grube i mocne, u spodu pudła mego przykute, utrzymywał y je w równowadze i zapobiegły rozbiciu.Fugi jego były mocne i ścisłe, drzwi zaś nie otwierały się na zawiasach, ale wysuwały się w górę i najmniejsze tylko ilości wody przepuszczały.Wylazłem z hamaka nie bez wielkich trudności i otworzyłem wierzchni otwór pudła dla wpuszczenia świeżego powietrza, bo mi niezmiernie było duszno.O, jak natenczas pragnąłem, aby kochana Glumdaiclitch mogła mnie poratować, od której tym nagłym przypadkiem tak bardzo zostałem oddalony.Myśląc zaś, w jakim ona smutku z powodu straty mojej i z nieukontentowania Królowej zostaje, rzetelnie mówię, że pośród nieszczęśliwości moich niewypowiedzianie nad nią ubolewałem.Pewny jestem, iż mało komu w podróży trafiło się doznać tak opłakanego stanu, gdyż co moment oczekiwać mogłem, że pudło moje się rozleci albo je pierwszy wiatr wywróci, albo pierwszy wał na dnie pogrąży.Dosyć, żeby się jedna szyba w oknie stłukła, już po mnie.Okna moje utrzymywały tylko pręty żelazne, którymi dla przypadków zdarzających się w podróży mocno i gęsto z zewnątrz były okute.Postrzegłem, że przez niektóre małe szpary cisnęła się woda.Starałem się pozatykać je jak najlepiej.Niestety, nie miałem dość sil do podniesienia dachu mojego pudła, co byłbym niewątpliwie zrobił, woląc raczej na wierzchu siedzieć, gdzie przynajmniej mógłbym się utrzymać parę godzin dłużej, niż pozostawać w zamknięciu jak w kajucie okrętowej.Gdybym nawet przez kilka dni mógłuchodzić tym niebezpieczeństwom, jeszcze okropniejsza śmierć mnie czekała z głodu i pragnienia.Cztery godziny znajdowałem się w tym nie do wyobrażenia okropnym stanie, każdy moment uważając za ostatni w moim życiu, a nawet chwilami życząc sobie tego.Jak już opisywałem, na jednej ścianie mojego pudła były przymocowane dwie klamry dla przewleczenia skórzanego pasa, którym opasywali się moi opiekunowie, gdy brali mnie na konną przechadzkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum