[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy ten po kilku ruchach stwardniał, nałożyła prezerwatywę ikontynuowała ustami.Markowski przytrzymywał jej głowę, chwilamitak brutalnie, że dławiła się członkiem.Potem rzucił ją na łóżko iściągnął jej majtki.Pozwolił, by przez dobrą chwilę bawiła się piersiamii masowała w kroku, szeroko rozkładając nogi, a kiedy się napatrzył,ostro w nią wszedł.Krzyknęła.Objęła go nogami i ruchami bioder wychodziła munaprzeciw.Jęczała coraz głośniej, by w końcu doprowadzić go doszczytowania.Ciężko dysząc, przewrócił się na plecy i sięgnął do kurtkipo papierosy.Podał jej i zapalili.- Komik mówi, że mieszkałaś z Izą.- Tak, zniknęła.- Nie żyje.Dostała kulkę. Sandra uniosła się na łokciu, jej oczy rozszerzyły się ze strachu iżalu.- Co za skurwysyn jej to zrobił?- Nie wiemy, dopiero co ją zidentyfikowaliśmy, zresztą będziepotrzebna jeszcze oficjalna identyfikacja; skoro z nią mieszkałaś,poprosimy ciebie.Kiedy widziałaś ją ostatni raz?- 5 marca.Wyszła gdzieś koło osiemnastej i więcej się nie pokazała.Kojarzę datę, bo piątego mam imieniny i Iza dała mi w prezenciepluszowego miśka.Następnego dnia powiedziałam Komikowi, że chybacoś się stało.Zadecydował, że odczekamy dwa dni i jeśli się nie pokaże,sami zaczniemy jej szukać.Zabronił zgłaszać na policję, powiedział, żenie chce, żebyście mu się kręcili po firmie.- A gdzie wyszła?- Powiedziała tylko, że jest z kimś umówiona.- Miała jakichś wrogów, zaplątała się w coś ostatnio? Jacyś klienci,o których Komik nie wiedział?Sandra opadła z powrotem na poduszki, wydmuchnęła dym.- Dwóch.Jeden to ksiądz, więc normalka.Oni panicznie boją sięujawnienia, dla większości w grę wchodzą tylko prywatne wizyty bezochroniarza, ale dziewczyny na to idą, bo księżulki są niegrozne.Alfonsinawet jak wiedzą, specjalnie się nie czepiają, często traktują to jakobonus dla dziewczyn, bo zdają sobie sprawę, że jak taki księżulo macykora, to w życiu nie wejdzie do agencji. - Wiesz, jak się nazywa ten ksiądz albo z jakiej jest parafii?- Nie.- A ten drugi klient?- Nic o nim nie wiem, Iza nie chciała nic powiedzieć.Markowski rozważył te informacje.Mógł to być jakiś trop:dziewczyna na przykład spotykała się ze zboczeńcem, który szczodrzepłacił za zaspokajanie swoich perwersji, i zaniedbała środkibezpieczeństwa.- Będziemy musieli przeszukać wasze mieszkanie.Wynieś, co masztrefnego, z piwnicy też, ale rzeczy Izy nie ruszaj.- Dobra, dziękuję.- Czy te podziękowania mogłyby przybrać jakąś bardziej konkretnąformę? - policjant położył rękę dziewczyny na oklapłym członku.27 marca, piątekTen poranek zapowiadał pochmurny i chłodny dzień.W powietrzuzalegała mgła, a zimno zmusiło Lepkę do zawrócenia do domu iwłożenia cieplejszej kurtki.Wilgoć unieruchomiła malucha.Mimorozpaczliwych prób nie chciał zapalić.Aspirant widział już oczamiwyobrazni, jak dostaje burę za spóznienie: na taksówkę nie było go stać,a tramwajem by nie zdążył.Ktoś zapukał w szybę.- Co, panie sąsiedzie, nie chce zaskoczyć?Lepka wysiadł z samochodu. - Akumulator mam słaby.- A świece kiedy ostatnio pan zmieniał?Mina aspiranta świadczyła o tym, że dość dawno.- Popchnę - zaofiarował się sąsiad - może zaskoczy.Wypchnęli auto na prostą drogę, Lepka z boku, kręcąc kierownicą,sąsiad z tyłu, opierając ręce na pokrywie silnika; kiedy nieco rozpędzilisamochód, Lepka wskoczył i spróbował jeszcze raz zapalić - zaskoczyło!- Dziękuję bardzo.- Nie ma sprawy.Jak byłem młody, sam tym szmelcem jezdziłem iinni mnie pchali.Trzeba się zrewanżować.W komisariacie, wchodząc do pokoju Markowskiego, zderzył się wdrzwiach z Senikiem, który również szedł do inspektora.- Co ustaliłeś w dyskotekach? - zaczął bez powitania inspektor.Aspirant zmartwiał.- Je.jeszcze nie by.y.łem, dziś planowałem.- wyjąkał.- Kiedy, kurwa, dziś?- No zaraz.Markowski poderwał się rozzłoszczony z krzesła.- Czego was w tych pierdolonych szkółkach uczą?! A co terazustalisz? Nie obiło ci się o uszy, że dyskoteki są otwarte w nocy, a nierano?!Aspirant nie wiedział, co odpowiedzieć.Spojrzał bezradnie naSenika, ale ten ani myślał bronić go przed uzasadnioną reprymendą. - Dlaczego nie poszedłeś wczoraj wieczorem?- No bo.bo było już po.po pracy.Markowski zbliżył się do niego na tyle blisko, że Lepka poczułnieświeży oddech, i wycedził:- Posłuchaj, smarkaczu - złość inspektora przerodziła się w takąwściekłość, że, co paradoksalne, przestał krzyczeć; Lepka nie wiedział,co gorsze, krzyk czy te cedzone słowa.- Posłuchaj, nie siedzisz na srajstołku w urzędzie.Praca jest skończona, jak wszystko zrobione; chceszpracować do siedemnastej, wypierdalaj z policji.Markowski usiadł z powrotem na krześle.- W takim razie ustalisz wszystko o tych dwóch zabitych kobietach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

hp include("menu4/16.php") ?>