[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kunzemu zaparło dech.Nie miałnajmniejszej wątpliwości, że Róża wypowie magiczne słowo,które zwróci mu wolność.Zamiast tego oświadczyła, żespodziewa się dziecka.Przez chwilę, długą jak nieskończoność, patrzył na niąoniemiały.Możliwość, że mogą mieć dziecko, nigdy nieprzyszła mu do głowy.Róża miała trzydzieści osiem lat, on zaśtrzydzieści dziewięć.O ile mu było wiadomo, nigdy nie była wciąży, nawet za czasów swego poprzedniego małżeństwa, cowięcej, parokrotnie czyniła aluzje na temat jakichś kobiecychnieprawidłowości, które uniemożliwiały jej macierzyństwo.- Jak, u licha, tego dokonałaś?- To nie ja.To ty! - odpowiedziała naburmuszona.Aż sięroześmiał uświadamiając sobie, w przeciwieństwie do Róży,niedorzeczność tego dialogu.Domyślił się, że dziecko ichpoczęło się po wielkanocnym balu w dowództwie wiedeńskiegogarnizonu.Bawili się aż do drugiej w nocy, a kiedy wrócili dodomu, Róża przypomniała sobie o butelce szampana, którachłodziła się w szafce z lodem od dnia ich ślubu.Obydwoje byliw niezwykle wesołym nastroju, przyjęcie okazało się znacznieprzyjemniejsze od normalnie organizowanych przez armię.Wino jeszcze bardziej wzmogło ich już dostatecznie radosnystan ducha.Kunze przypomniał sobie, że spełnili akt miłosnyod razu w salonie na wąskiej i twardej biedermajerowskiejkanapce.- Chcesz urodzić dziecko w tym wieku? - spytał żonę, nadallekko oszołomiony rewelacją.Róża z miejsca wybuchnęła płaczem.- Co przez to rozumiesz: w moim wieku? Nie mam jeszczesiedemdziesięciu lat, nawet jeśli ty nie bierzesz tego pod uwagę.- Bądz rozsądna, Różo.Kiedy to dziecko skończy dwadzieścialat, ty będziesz miała pięćdziesiąt dziewięć.- To brzmi tak, jakbyś chciał, bym się go pozbyła - rzekłasmutnym głosem.- Zgładziła je! O to ci chodzi, tak?Stracił panowanie nad sobą.- Do diabła! Ze wszystkiego robisz melodramat! Jak możeszobwiniać mnie o to, że jestem zaskoczony? Od jak dawna samao tym wiesz?- Od prawie sześciu tygodni, ale chciałam się upewnić, zanimci powiem.- Musisz pójść do lekarza.- Już byłam wczoraj.- Co ci powiedział?- %7łe jestem od przeszło dwóch miesięcy w ciąży.W końcu brutalny fakt przeniknął do jego świadomości Będąmieli dziecko.Nie tylko dziecko Róży, ale też i jego.Sama myślo tym przyprawiała go o zawrót głowy.Ich małżeńskie stosunki niewiele się polepszyły w czasie jejciąży.Jedno, co się zmieniło na lepsze, to że Róża przestała jużskarżyć się na osamotnienie, jakby uznała dziecko, które nosiław sobie, za wystarczające towarzystwo.Także jej stan dawał mugodziwą wymówkę, by stronić od łoża.Dodatkowa waga dodałajej jakby krowiej łagodności i nie uszło też uwadze Kunzego, żecoś krowiego było w ruchach Róży, jej smutnych wymownychoczach i nieposkromionym apetycie.Czuła się w pełniszczęśliwa, o czym od czasu do czasu mówiła Kunzemu, co zkolei uwolniło go od poczucia winy, że jest takim złym mężem.Rudolf Kunze, noszący imię najstarszego syna generałaHartmanna, urodził się jedenastego listopada 1910 roku.Majorwrócił właśnie do domu z sądu, kiedy zdyszana kucharkapowitała go wiadomością, że zaczął się poród.Akuszerkęwezwano znaczniej wcześnie! lekarza położnika zaśspodziewano się lada chwila.Zdaniem kucharki obecnośćlekarza była zupełną przesadą, bo nie groziły tu żadnekomplikacje, lecz Kunze upierał się przy tym, głównie zewzględu na wiek Róży.Nie czuł się szczęśliwy z powodu tego błogosławionego wydarzenia, ale nigdy nie darowałby sobie,gdyby stało się coś złego.Nic złego się nie stało.Syn ważył ponad cztery kilogramy,razem z matką zniósł wszystkie trudy porodu doskonale.Kunze spędził godziny oczekiwania w gabinecie mając przysobie Trolla.Pózniej usiłował przypomnieć sobie, czym sięwówczas zajmował [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum