[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Inaczej mówiąc, zawszesię wydarzało, ale zawsze się wydarzało dopiero od dwóch minut ++ +- Naprawdę nie znoszę podróży w czasie - westchnął dziekan.- Porwany? - zapytał Myślak, idąc przez halę.+ + + Przyczyna nieznana.Przestrzeń fazowa zawiera obecnie pro-tohistorie, w których pojawia się ponownie po upływie ułamka jednejsekundy, oraz inne, w których nie pojawia się już nigdy.Należy przy-wrócić klarowność temu węzłowi + + +- I dopiero teraz nam o tym mówisz? - wtrącił dziekan.+ + + To się zdarzyło przed chwilą + + +- Zaraz.kiedy przedtem sprawdzałeś tę.historię, to się nie zdarzyło!+ + + Istotnie.Ale to było wtedy wtedy, a to jest wtedy teraz.Coś sięzmieniło.Przypuszczalnie wskutek naszych działań.A skoro się zdarzyło,zawsze się zdarzyło z punktu widzenia obserwatora na Kuli + + +- To jak sztuka teatralna, dziekanie - wyjaśnił Myślak.- Postaciewidzą tylko akt, w którym występują.Nie widzą zmian dekoracji, bo to niejest częścią sztuki.+ + + Mimo że błędna w wielu ważnych aspektach, jest to bardzodobra analogia + + + napisał HEX.- Nie wiesz, gdzie mógł się podziać? - spytał Ridcully.++ + Nie + + +- No to nie siedz tak! Znajdz go!212 KAAMSTWA DLA DARWINA* * *Rincewind pojawi! się nad trawnikiem i przetoczył fachowo, spadającna ziemię.Inni magowie, nie tak doświadczeni w starciach z niestałościąświata, jęczeli, leżąc na trawie, albo zataczali się niepewnie.- To przechodzi - uspokajał ich, przestępując nad leżącymi.- Z po-czątku możecie trochę wymiotować.Inne skutki szybkich międzywy-miarowych podróży w czasie to chwilowa utrata pamięci, dzwonieniew uszach, zaparcia, biegunka, skoki temperatury, poczucie zagubienia,oszołomienie, chorobliwy lęk przed stopami, dezorientacja, krwotokiz nosa, ból uszu, burczenie śledziony, świstuny i chwilowa utrata pa-mięci.- Chyba zaraz się.coś.takie coś z kończeniem życia - wymamrotałmłody mag, czołgając się po wilgotnej trawie.Niedaleko inny mag zdjął but i wrzeszczał na palce u nóg.Rincewind westchnął i chwycił starszego maga, który rozglądał siędookoła z miną zagubionej owieczki.Ociekał wodą, gdyż najwyrazniejwylądował w fontannie.- Jest pan kierownikiem żab pochyłych? - zapytał Rincewind.Mag zamrugał niepewnie.- Ja.nie wiem - powiedział.- A jestem?- Może profesorem obrotów? - podpowiedział Rincewind.- Kiedyśzapisywałem swoje imię na kartce papieru, zanim wyruszyłem.To za-wsze pomaga.Wygląda pan jak profesor obrotów.- Wyglądam?Najwyrazniej był to ciężki przypadek.- Poszukamy pańskiego szpiczastego kapelusza i gorącego kakao,dobrze? Zaraz poczu.Bagaż wylądował z głuchym stuknięciem, podniósł się na nóżkachi odbiegł.Prawdopodobny profesor obrotów wytrzeszczył oczy.- To? Och, to tylko Bagaż - wyjaśnił Rincewind.Profesor stał nie-ruchomo.- Wie pan, myśląca grusza.- Rincewind przyglądał mu sięniespokojnie.- To bardzo sprytne drewno.Nie można już znalezć bardzosprytnego drewna, nie w tych stronach.- I się porusza? - spytał profesor.- O tak.Wszędzie.- Nie znam żadnych roślin, które by się poruszały!- Naprawdę? Zazdroszczę panu.- Rincewind mocniej chwycił roz-mówcę.- Chodzmy, wypije pan coś ciepłego i wtedy.- Muszę je dokładnie zbadać! Oczywiście, wiem o tak zwanej mu-chołówceame.213 NAUKA ZWIATA DYSKU- Proszę, nie! - błagał Rincewind, odciągając go do tyłu.- Nie możepan botanizować Bagażu!Oszołomiony profesor rozejrzał się dookoła z desperacją przecho-dzącą w gniew.- Kim pan jest, mój panie? Co to za miejsce? Dlaczego wszyscy ci ludzie noszą szpiczaste kapelusze? Czy to Oksford? Co się ze mną działo?Dreszcze przebiegły Rincewindowi po plecach.Całkiem prawdo-podobne, że na całym Niewidocznym Uniwersytecie on jeden czytałbiuletyny Myślaka dostarczane przez ponurego woznego - opłacało sięwiedzieć, przed czym, być może, trzeba będzie uciekać.Do jednegoz nich dołączony był portret człowieka, który wyglądał, jakby ewoluowałcałkiem samodzielnie - wrażenie wywołane burzą owłosienia na twarzy.Ten człowiek nie był tamtym człowiekiem.Jeszcze nie.Ale Rincewindwidział, że kiedyś będzie.- Ehm.- powiedział.- Chyba powinien pan iść ze mną i poznaćkilka osób.* * *Magowie uznali, że pan Darwin przyjął wszystko całkiem spokojnie- po początkowych i w pełni zrozumiałych krzykach.Pomogło, że powiedzieli mu mnóstwo kłamstw.Nikt nie chciałbysię dowiedzieć, że pochodzi z wszechświata stworzonego przypadkiem,na dodatek przez dziekana.To by tylko wzbudziło uczucie niechęci.Kiedy człowiek słyszy, że spotyka się ze swoim stwórcą, spodziewa sięczegoś więcej.Myślak i HEX rozwiązali ten problem.Historia świata Kuli oferowałaprzecież liczne możliwości.- Nie poczułem uderzenia pioruna - zdziwił się Darwin, rozglądającsię po sali klubowej.- Ach, na pewno pan nie poczuł - zgodził się Myślak.- Cała siłaprzerzuciła pana tutaj.- Inny świat.- Darwin przyjrzał się magom.- A wy jesteście.praktykami czarów?- Może jeszcze trochę sherry? - zaproponował kierownik studiównieokreślonych.Kieliszek w dłoni gościa napełnił się znowu.- Stwarzacie sherry? - spytał osłupiały Darwin.- Ależ nie.To robią winogrona, słońce i tak dalej - uspokoił go Ridcul-ly.- Mój kolega przeniósł ją tylko z tej karafki, o tam.Prosta sztuczka.- Wszyscy ją opanowaliśmy - wtrącił z sympatią dziekan.214 KAAMSTWA DLA DARWINA- Magia to zasadniczo tylko przenoszenie różnych rzeczy z miejscana miejsce - dodał Ridcully.Ale Darwin patrzył poza niego.Do pokoju, podpierając się rękami,wszedł bibliotekarz.Miał na sobie starą zieloną szatę, którą wkładałna specjalne okazje albo po kąpieli.Usiadł w fotelu i wystawił przedsiebie kieliszek, który napełnił się natychmiast, a po chwili wpadł do nie-go banan.- To Pongo pongol - Darwin wskazał go drżącym palcem.- Naczelny!- Brawo dla tego gościa! - zawołał Ridcully.- Byłby pan zdumiony,jak wielu ludzi określa go niewłaściwie.To nasz bibliotekarz, i to zna-komity.A teraz, panie Darwin, jest pewna delikatna kwestia.- To następna wizja, prawda? - upewnił się Darwin.- Wszystko przezmoje zdrowie, wiem.Za ciężko pracowałem.- Stuknął palcem w poręczkrzesła.- Ale to drewno wydaje się solidne.Sherry całkiem przyzwoita.Jednak magia, muszę panów zapewnić, nie istnieje!Kieliszek znów się napełnił z cichym bulgotem.- Jedną chwileczkę, drogi panie, jeśli można - odezwał się Myślak.- Powiedział pan: następna wizja?Darwin oparł głowę na dłoniach.- Myślałem, że to objawienie -jęknął.- Myślałem, że sam Bóg pojawił się przede mną i wytłumaczył swe plany.To było takie rozsądne.Zdegradowałem Go do statusu Pierwszej Przyczyny, ale teraz widzę,że jest immanentny w swych kreacjach, bezustannie nadając wszystkiemu kierunek i sens.Albo.- Podniósł głowę i zamrugał.- Tak mi sięwydawało.Magowie stali nieruchomo.Wreszcie, bardzo powoli, odezwał sięRidcully.- Boskie objawienie, tak? A kiedy dokładnie nastąpiło?- Tak jakoś trochę po śniadaniu - jęknął Darwin.- Deszcz padał,a potem zobaczyłem na oknie dziwnego chrząszcza.Pokój wypełnił sięchrząszczami.Znieruchomiał z otwartymi ustami, gdy otoczyła go niebieska po-świata.Ridcully opuścił rękę.- Coś podobnego.Co pan na to, panie Stibbons?Myślak kreślił coś desperacko w notatniku.- Nie mam pojęcia - przyznał.- HEX o tym nie wspominał!Nadrektor wyszczerzył zęby w groznym uśmiechu kogoś, kto wyczuwa, że wreszcie zaczęła się rozgrywka.- Wyspa Mono, pamiętacie? - rzekł.Darwin ciągle wpatrywał siętępo w pustkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum