[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Przed chwilą powiedział pan, że jest genialna!- Bo jest - przyznał Eramuth.- Ale ty nie potrzebujesz geniusza.Potrzebujesz mnie.- Potrzebuję jednego i drugiego - upierała się Tahiri.- A skoro to mnie grozi kara śmierci,będę nalegać.- Moja droga - westchnął Eramuth, wbijając wzrok w stół.- Uwierz, że to ja mam plan.- Czy zasypianie w sądzie jest częścią twojego planu? - odparowała Tahiri.- Wiem, że trudno w to uwierzyć.- Eramuth - przerwała mu.- Byłam kiedyś Jedi.Jak pan myśli, jestem naiwna?- Najwyrazniej nie bardzo.Jesteś pewna, że taka jest twoja decyzja? - zapytał prawnik, niepodnosząc głowy.Tahiri spojrzała na Leię, Hana i Lando, którzy właśnie przepychali się obok reporterów naswoje zarezerwowane miejsca.Niektórzy musieli czekać pół nocy w kolejce, żeby dostać miejsca wpierwszym rzędzie.Kiedy cała trójka zachęcająco pokiwała głowami, była Jedi westchnęła i skinęłagłową.- Przykro mi, że tak wyszło, Eramuth - powiedziała.- Ale nie zostawił mi pan wyboru.- Cóż, rzeczywiście chciałem uniknąć tej rozmowy - przyznał stary Bothanin.Niespodziewanie położył rękę na jej dłoni, a ból, który zobaczyła w jego oczach, zaskoczył Tahiri.-Ale nie martw się.To nie pierwszy raz, kiedy atrakcyjna młoda kobieta rani moje uczucia.- Eramuth, ja po prostu myślę, że proces pana zmęczył - powiedziała.- A ja potrzebuję panaw najlepszej formie.- Rozumiem, moja droga - powiedział prawnik, wstając.- I, jak mówisz, to o twoje życietoczy się gra.Podszedł do woznego i poprosił o dodatkowe krzesło, a potem ruszył w stronę barierki iosobiście otworzył bramkę, żeby wpuścić Sardonne.Prawniczka szybko zdjęła płaszcz i podała gomałżeństwu Solo.Kilka następnych niezręcznych minut spędziła, czekając na krzesło.Udało jej sięwyglądać na pewną siebie i nieprzejętą powszechną uwagą, mimo że oczy całej widowni były wniej utkwione.Ale Tahiri nie zwiodła, bo aura Mocy Sardonne płonęła podekscytowaniem.Zresztączemu nie? Nieważne, czy wygra, czy przegra.Sam udział w procesie morderczyni GiladaPellaeona sprawi, że jej nazwisko stanie się powszechnie znane.Ledwo dodatkowe krzesło dotarło, a już do sali weszła sędzia Zudan.Włączyła wysoki,przeszywający dzwonek, żeby nakazać zebranym spokój.Kok miała zawiązany jeszcze wyżej niż zwykle, przez co jej gadzie rysy wyglądały na ostrzejsze.Natychmiast spojrzała na SardonneSardon, siedzącą przy końcu stołu obrony.- Widzę, że mamy dziś nową twarz za stołem obrony - powiedziała.- Proszę przedstawić sięsądowi.- Oczywiście, Wysoki Sądzie.- Adwokatka wstała.- Sardonne Sardon, obrońca oskarżonej.- Dziękuję - powiedziała Zudan i odwróciła się do Eramutha.- Cieszę się, że przemyślał panmoją radę i jednak wziął asystentkę.- W zasadzie, Wysoki Sądzie - Eramuth wstał - mecenas Sardon nie jest moją asystentką.Przejmie dziś obronę mojej klientki.Ja odstępuję od sprawy.W gruncie rzeczy Tahiri nie powinna być zaskoczona.Widziała przecież ból w oczachEramutha, kiedy nalegała, żeby przyjął pomoc Sardon.Ale jednak ją to zdziwiło.Odstąpienie odsprawy tuż po ogłoszeniu takiego zamiaru było co najmniej nieprofesjonalne, a była Jedispodziewała się po Eramucie więcej.Najwyrazniej podobnie myśleli inni obecni w sali.Całe pomieszczenie wypełnił gwarzdumionych głosów.Nie ucichł, póki sędzia Zudan nie wcisnęła palca w guzik dzwonka na swoimpulpicie i nie przytrzymała go tam.Kiedy w końcu zapadła cisza, Falleenka zgromiła wzrokiemwidownię i udzieliła wszystkim upomnienia za zakłócanie posiedzenia jej sądu.Wreszcie znówspojrzała na Eramutha.- A jaki jest powód, dla którego prosi pan o pozwolenie na rezygnację?Eramuth znów wstał.Wyglądał jeszcze starzej i bardziej nerwowo niż przez ostatnich kilkadni.- Jestem pewien, że Wysoki Sąd wie o zamachu na mojego bratanka, admirała NekaBwua tu.- Oczywiście - skinęła głową Zudan.- Podobnie jak cała cywilizowana galaktyka.- Dziękuję, Wysoki Sądzie.- Eramuth skinął głową, jakby przyjmując kondolencje, którychZudan wcale nie złożyła, a potem dodał: - Tak długo, jak pozostaje on w śpiączce, ciąży na mnieobowiązek trwania u jego boku, więc.- Przepraszam, panie mecenasie - powiedziała Zudan, unosząc dłoń, żeby go uciszyć.- Czypański bratanek nie jest aby w śpiączce już od trzech tygodni?- Owszem, jest.- I dopiero teraz uznał pan, że ta sytuacja uniemożliwia panu zapewnienie swojej klientceodpowiedniej obrony?- Dopiero niedawno to zauważyłem, Wysoki Sądzie.- Eramuth wzruszył ramionami.- Rozumiem.- Zwężone oczy Zudan dowodziły, że Falleenka rozumie, że prawnik jąokłamuje.Odwróciła się do Sardonne.- A pani, mecenas Sardon? Czy jest pani gotowa przejąćobronę?Lorrdianka wstała, a jej starannie kontrolowany wyraz twarzy nie zdradzał ani śladuzaskoczenia i niepokoju, które Sardonne, zdaniem Tahiri, musiała właśnie odczuwać.- Nie w chwili obecnej, Wysoki Sądzie - powiedziała prawniczka.- Ale jeśli wolno miprosić o czterodniową przerwę na przygotowanie.- Wolno pani prosić - przerwała jej Zudan i przeniosła wzrok na Eramutha.- MecenasieBwua tu, odmawiam pańskiej prośbie o odstąpienie.- Ależ Wysoki Sądzie! - Bothanin gniewnie stulił uszy.- Mój bratanek.- Podjęłam decyzję, panie mecenasie.- Zudan rozkazała woznemu wprowadzićprzysięgłych, po czym nachyliła się nad pulpitem, żeby zgromić spojrzeniem zebranych za stołemobrony.- Nie wiem, co próbujecie osiągnąć w ten sposób, ale gwarantuję, że na mojej sali rozprawtakie zachowanie nie przyniesie niczego dobrego.Czy to jasne?- Tak, Wysoki Sądzie.- Sardonne odpowiedziała pierwsza.- Mecenasie Bwua tu? - zapytała Zudan.- Wysoki Sądzie, zapewniam, że.- Potraktuję to jako zgodę, panie mecenasie.- Zudan spojrzała na Tahiri.- A oskarżona?- Tak, Wysoki Sądzie.- Tahiri opadła na fotel, zastanawiając się, jak przebiegnie ten dzień w sądzie.Na razie zapowiadał się zle.- Rozumiem całkowicie.ROZDZIAA 16Tego dnia Wielki Plac Rozrywki wyglądał raczej jak tłoczny bazar niż pylisty skwer, naktórym urządzano tradycyjne wyścigi i zapasy.Zebrało się tutaj kilka tysięcy obszarpanychOctusan - wszyscy oni pomrukiwali, nucili, tupali i przygotowywali się do następnego marszu przezcentrum Arari.Madhi Vaandt nie umiałaby powiedzieć, kto dowodzi całą inicjatywą, bo wszędziejak okiem sięgnąć widać było starszych osobników wygłaszających mowy, wydających instrukcje,a także czuwających nad naprawą i wymianą tablic i transparentów zniszczonych przezMandalorian podczas ostatniej demonstracji.Około pięćdziesięciu Octusan, obnoszących z dumą rany po strzałach z blastera, ustawiło sięna odległym krańcu placu, prawie dokładnie naprzeciwko warsztatu naprawczego droidów, wktórym ukrywała się Madhi i jej zespół.Z tego, co reporterka widziała ze swojego punktuobserwacyjnego - czyli pogrążonego w mroku magazynu na pierwszym piętrze - ta demonstracjazapowiadała się na największą do tej pory.Wszystko wskazywało na to, że represje, jakie dotknęłyniewolników podczas ostatniego marszu, tylko ich zahartowały i zwiększyły ich determinację [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum