[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wśród przybyłych nad %7łełtugę obieżyświatów i poszukiwaczy złota zapanowało prawopięści, prawo silniejszego.Mnożyły się zabójstwa, kradzieże, rabunki  trwała walka obogactwo, a wraz z nią wzrastało zdziczenie.Jesienią 1883 roku zgromadzeni nad %7łełtugą poszukiwacze złota postanowilizaprowadzić porządek, aby bez lęku można się było poświęcić wymywaniu złota z piaskuzłotonośnej rzeczki.Zorganizowali własne urzędy, utworzyli sąd, ustanowili swoje prawa,tworząc w ten sposób jakby państwo  %7łełtugińską Republikę.Wybrali spośród siebieprezydenta  a był nim poszukiwacz złota Karl Fasse, Niemiec czy też Włoch.Następcą jegozostał Rosjanin, poszukiwacz złota, były adwokat z Błagowieszczeńska  P.P.Prokunin.A gdy wkrótce okazało się, że zarówno Fasse, jak i Prokunin czerpią nielegalne zyski zeswych urzędów, na nowego prezydenta wybrano Stanisława Bełzaka, młodego syna inżynieraz Irkucka, a na jego zastępcę  Karola Szulca, z pochodzenia Niemca.Dowódcą miejscowejmilicji został niejaki Franciszek Boulain.Każdy z tych nowych zarządców %7łełtugińskiejRepubliki nie miał więcej niż dwadzieścia pięć lat, złotodajne miejsce ściągało bowiemprzede wszystkim ludzi młodych, skłonnych do awanturniczego trybu życia.Według oświadczenia gazet irkuckich, tomskich i władywostockich  %7łełtugińskąRepublika była organizmem państwowym zdolnym do istnienia.Władza, która powstała nad%7łełtugą, umiejętnie i z dużym autorytetem utrzymywała porządek.Ludność terenówzłotonośnych podzielono według ilości zimowisk na pięć stref.W każdej strefie wybieranodwóch  starszych podlegających prezydentowi, posiadających pełnię władzy na swoimterenie.Według ustawodawstwa wprowadzonego w %7łełtugińskiej Republice winninajróżniejszych przestępstw podlegali surowym karom, poczynając od wygnania z terenówRepubliki, a kończąc na karach cielesnych  od 100 do 500 rózeg.Za zabójstwo karanośmiercią.Osobom wybranym do sprawowania władzy płacono pensje z funduszówpochodzących z podatków ściąganych od właścicieli lokali rozrywkowych i kupców.Z tychfunduszów finansowany był także szpital, którym zarządzał lekarz.Trzy lata istniała %7łełtugińska Republika.W ciągu tego czasu wymyto około 500 pudów23złota.W 1886 roku przybył nad %7łełtugę oddział chińskich żołnierzy, który zawładnął osadą,rozpędził poszukiwaczy złota i powołał wojenny sąd polowy.Rosjanie i cudzoziemcymieszkający nad %7łełtugą zostali wygnani, a Chińczyków, którzy nie zdążyli uciec, skazano na23 Pud  miara wagi = około 16 kg. nieludzką chłostę.Wielu z nich ścięto.Wedle ówczesnego zwyczaju, głowy pomordowanychwbito na wysokie tyki i ustawiono wzdłuż Amuru celem odstraszenia poszukiwaczy złota odpowrotu nad %7łełtugę.Uciekinierzy z %7łełtugińskiej Republiki opowiadali potem, że gdy Chińczycy napadli namiasteczko poszukiwaczy złota, trzej zarządcy  prezydent Bełzak, wiceprezydent Szulc ikomendant milicji Boulain  zrabowali 25 pudów złota, przeznaczonych na utrzymanieadministracji i szpitala w republice, załadowali wszystko na łódz i pod osłoną nocy spłynęli%7łełtugą do Amuru, a potem puścili się w dół wielkiej rzeki.Co się stało z nimi i ichbogactwem  tego, niestety, nikt nie wiedział.Ludzie ograbieni ze swego majątku musieli zdobywać żywność żebrząc po drogach,kradnąc i rabując.Dwie osady  Ignaszyno i Pokrowka  których mieszkańcy dorobili sięwielkich majątków, dostarczając żywność poszukiwaczom złota i prowadząc dla nich lokalerozrywkowe, zamarły.Ludziom zdemoralizowanym łatwymi zarobkami nie chciało się jużjąć dawnej, ciężkiej pracy.Pola zamieniły się w ugoryTak więc nareszcie dowiedziałem się, dlaczego Bełzak kazał się niekiedy nazywaćprezydentem.Kiedy wraz z Szulcem i Boulainem uciekał z biegiem Amuru, wtedy być możeznowu napadli na nich Chińczycy.W tej sytuacji ukryli ciężkie wory ze złotem w Ałbazinie izabrawszy ze sobą prawdopodobnie tyle złota, ile każdy mógł unieść, pieszo ruszyli w głąblądu.Tu musiało dojść do jakiejś bójki z włóczęgami.Szulc został ranny i nie mógł dalejuciekać.Zostawili go więc umierającego na skałach i uciekli ze swoim i jego złotem.Pojakimś czasie Bełzak zdołał dotrzeć do Polski i stał się tutaj zamożnym człowiekiem, Boulainzaś, jak można sądzić z jego listów, przepił w Moskwie cały swój majątek.Tymczasem Szulc,wylizawszy się z ran, rozpoczął poszukiwania swoich dawnych przyjaciół.Szukał nie tylkozłota, ale przede wszystkim zemsty.Prawdopodobnie nie potrafił odnalezć skarbu, którywspólnie ukryli w Ałbazinie; może był już chory i pamięć miał zaćmioną? Odnalazł jednakBoulaina, a ten dał mu adres Bełzaka i tak trafił do Kamionek.O pierwszej w nocy, leżąc w łóżku i czytając książkę Szunkowa, natknąłem się wreszciena nazwisko Czernichowskiego.Będący w służbie w Ilimsku N.Czernichowski w latachpięćdziesiątych sam był  gończym za bandą zbiegów, kierujących się doDaurii.W grupie tej, którą bezskutecznie starał się on zatrzymać, bylichłopi, ich dzieci oraz najemnicy okresowi, zbuntowani za przyczyną podgowornej gramotki 24 W kilkanaście lat pózniej Czernichowski jeszczeraz poszedł tą drogą, ale już jako przewodnik podobnej bandy, po24 Podgoworna gramotka (roś.)  podburzająca ulotka. rozprawie z Obuchowem.Czy Dubiecki znał ten fakt z życia Czernichowskiego? Jakże nie pasuje on do sylwetkiNicefora, nakreślonej przez szacownego historyka.Czernichowski-Europejczyk,  świadomyswej wyższości  ścigający ludzi, którzy zbuntowali się i wyrwali spod jarzma ucisku.Dzień następny był ostatnim dniem mego pobytu w Moskwie.Padał deszcz, tak jakwczoraj.Do południa kompletowałem notatki, na obiad wybrałem się z Siergiejem dorestauracji  Pekin.Zamówiliśmy sałatkę z meduz, bulion z jaskółczymi gniazdami, jakieśprzedziwne danie z pędów młodego bambusa i zieloną mocną herbatę.Smakowała mi tylkoherbata i bulion z jaskółczymi gniazdami.Sałatkę z meduz zaledwie dziobnąłem, próbowałemżuć pędy młodego bambusa.Od stołu wstałem głodny.W hotelowym biurze podróży załatwiłem ostatnie formalności związane z wyjazdem naDaleki Wschód, zapisałem się na listę pasażerów samolotu TU-104 lecącego doChabarowska.Przed wieczorem deszcz przestał padać, ale na Moskwę opadła mgła.Na rzece przedhotelem cichutko buczał statek, po ulicach wlokły się autobusy oślepione białą, bezkształtnąwatą.Poszedłem na spacer po Twerskim Bulwarze aż do pomnika Puszkina.Potem naglezdecydowałem się: wsiadłem w taksówkę i zajechałem przed brzydki, dwupiętrowy dom,gdzie w mieszkaniu sztabs-lekarza urodził się autor Zbrodni i kary.Obok znajduje się pięknydziewiętnastowieczny budynek, ongiś szpital dla biednych, w którym lekarzem był ojciecDostojewskiego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

p") ?>