[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zza okularów błysnęło zaciekawione spojrzenie szefa.Zośka wstrzymała oddech.- To - uderzyłem pięścią w pokład - że straż ma sens tylko w jednym wypadku!- Jakim? - chórem szepnęło rodzeństwo.- %7łe na dnie Mikołajskiego wciąż jeszcze spoczywa część skarbu Hasan-beja!- Brawo, Pawełku! - klasnął w dłonie szef.- Ale przecież dług.- zaczęła Zosia i uderzyła się dłonią w czoło.- Boże, jaka janiemądra.Widocznie wystarczyła część ukrytych przez przodka Azbijewicza klejnotów, bygo spłacić!- Hurra! - krzyknął Jacek.- Co zostało z Tatarzyna, będzie nasze! Czy mogę zawyć?- Uułłaaa!.- nie czekał nawet na pozwolenie.Radość ogarnęła  Krasulę , a lękpobliskie jachty.- Zasuwamy na  Trolla ! - chłopak już był na kei.- A Batura na policję - powiedział cicho pan Tomasz i Jacek był z powrotem.- No tak.A więc jak?- Zostaw to mnie! - uśmiechnąłem się tajemniczo.- I zabierz się wreszcie za okonie,bo mi tak kiszki marsza grają, że zagłuszają myśli! - podniosłem głos.- Ze swej strony zadobrze oskrobane ryby obiecuję ci, że jeśli Batura nie pośpieszy się, to drewienko już jutroniczego nie będzie wskazywać.- Od czego pan zacznie robotę? - zatarł ręce chłopak.- Od wyjęcia finki z pochwy.- Aż tak ostro pan idzie? - posłyszałem niepokój w jego głosie.- Przecież miałem ci pomóc skrobać okonie. ROZDZIAA DZIESITYPODWODNE SPOTKANIE ZE SKARBEM HASAN-BEJA " W ZWIETLEREFLEKTORA " SKARB CZY SPADEK PO OJCU " KTO JESTZAODZIEJEM " CZY%7łBY OSTATECZNA KLSKA? " SKARB ZNWZNIKA " PRZESYAKA OD WSPLNIKA " SPRAWIEDLIWOZ PONASZEJ STRONIENabrałem pełne płuca powietrza i, starając się nawet nie plusnąć płetwą, zanurzyłemsię pod wodę.Ciemność.Zwiatło nabrzeżnych latarń nie przenikało mętnej toni.Zresztąmaskę włożyłem tylko po to, by osłonić oczy i nozdrza przed brudną wodą JezioraMikołajskiego.Z wyciągniętymi przed siebie rękoma płynąłem wolno w wyznaczonym przedzanurzeniem kierunku.Jeszcze jeden ruch płetw i poczułem na prawej dłoni delikatnemuśnięcie.Zacisnąłem palce.Cieniutka żyłka.Przesunąłem rękę wzdłuż niej, w dół.Namacałem koniec linki.Spłynąłem na dno i zanurzyłem dłonie w mule.Skrzynka owiniętaw folię i przewiązana na krzyż linką.Mimo chłodu wody poczułem opływającą ciało falęgorąca.Skarb Hasan-beja!Sięgnąłem do pochwy przymocowanej, zwyczajem płetwonurków, na łydce, bywyciągnąć nóż i przeciąć węzeł.W tym momencie linka wyrwała mi się z ręki i pomknęła ku powierzchni, ciągnąc zasobą drogocenną skrzynkę.Jednocześnie światło reflektora przebiło mrok zmętniałej wody.Byłem widoczny jak na dłoni! Ostry skręt w prawo, ku głębinie! Reflektor nie wypuszczałmnie z wiązki światła.Mogłem mu uciec.Miałem jeszcze w płucach wystarczający zapaspowietrza, by dalekim łukiem schować się gdzieś między zacumowane jachty.Ale dosyć!Wiedziałem, kto bawi się w straszenie mnie reflektorem, a on wiedział, że to ja jestem podwodą i dlaczego wybrałem tak dziwną porę i cuchnącą wodę na nurkowanie!Wypłynąłem na powierzchnię.Oślepiające światło kłuło w oczy, a w uszy triumfalny śmiech:- No proszę! Malutki Pan Samochodzik, uczeń pana Tomasza, złodziejem! Pawełku,zawiodłem się na tobie!Halogenowe światło zgasło.Mogłem zobaczyć wygodnie rozpartego na burcie  Trolla Jerzego Baturę.Czule głaskał ociekający wodą pakunek.Wdrapałem się na pomost i ściągając po drodze maskę ruszyłem w jego stronę.Głośniejszy śmiech przeciwnika uświadomił mi, jak śmiesznie wyglądam: pognębiony,ociekający brudną wodą i na dodatek człapiący płetwami.Z wściekłością dwoma kopnięciamizrzuciłem je w wodę.- Bez nerwów, drogi Pawle! Złość piękności szkodzi! A może ręcznik? Jeszcze sięprzeziębisz.- zakpił Jerzy, ale na wszelki wypadek zsunął skrzynkę w głąb kokpitu, pozazasięg mego skoku.Zmiać się jednak nie przestawał! Ileż on ma tych uśmiechów na każdą okazję! Wpołudnie uśmiech przyjaciela zwierząt, cieszącego się z uwolnienia biednego kucyka; w nocyśmiech sympatyka, o ile nie kuzyna, rekinów czy orek.Nagle teatralnym gestem chwycił się za głowę:- My tu się witamy, witamy, a tam naszych przyjaciół zżerają żywcem komary! PannoZosiu, panie Tomaszu i panie Jacku! Prosimy do nas!Skierował światło reflektora na pobliskie krzaki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum