[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- O! To Pan Samochodzik.Najmocniej przepraszam.Agdzie Fredzio?- Już śpi - skłamałem.- Miał bardzo pracowity dzień.- Wiedziałam - pani Irena westchnęła.- Ta praca go zabije.W tej sytuacji my teżidziemy spać.Obie panie wynajęły pokój, a ja pomogłem im wnieść ciężkie walizy.Potemzmęczony usiadłem na łóżku.Zadzwonił mój telefon.To był Paweł.Przekazałem munajnowsze wieści.- Batura wykiwa Kobyłkę - stwierdził Paweł.- Zobaczymy - mruknąłem.- Mam pomysł, jak pozbyć się ich obu - dodałem pochwili.Paweł słuchał mnie z uwagą.- Wedle rozkazu! - zawołał na koniec naszej rozmowy.- Zajmę się  Kamieniembankiera. ROZDZIAA JEDENASTYWYPALAM FAJK Z DUSZ SOKOAA "  SREBRNA DOLINA " COCZARNA CHCE WYCIGN Z WALDKA? " DEBATA NA MOZCIE "IDZIEMY DO  JASKINI DOBOSZAPodziękowałem panu Tomaszowi za wskazówki i rozłączyłem się.Wracając do bazyponownie spotkałem Duszę Sokoła.Siedział na pniu drzewa i ćmił fajkę.- Dobre czy złe wieści? - pytał wskazując ręką mój telefon komórkowy.- Każda wiadomość, nawet zła może zamienić się w dobrą - powiedziałemprzysiadając się do niego.- Właśnie los dał mi szansę.- Niezbadane są ścieżki, którymi kroczy wola Manitou - Indianin spojrzał ku niebu.Dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu wsłuchani w szelest liści poruszanychłagodnymi powiewami wiatru.Nad nami gwiazdy błyskały jak tysiące oszalałych dyskotek.W bazie zapanowała cisza.Skończyła się dyskoteka.Dusza Sokoła wypuścił z ust kłąb dymui spojrzał w moją stronę.- Niewiele bladych twarzy potrafi docenić tę ciszę - stwierdził.- Zgodzisz się wypalićze mną fajkę? - spytał.- Tak po indiańsku? - byłem zaskoczony.- Tak po indiańsku wypalimy pózniej, jeśli zechcesz uczestniczyć w prawdziwymindiańskim rytuale - mówił Dusza Sokoła.- Teraz po prostu zapalimy, a ty zrobisz to tak, jakczujesz.Dusza Sokoła wystukał z cybucha resztki tytoniu i starannie wklepał je w ziemię.Zmaleńkiego kapciucha wyjął kolejną garstkę ziela i starannie je zapalił.Wydmuchał dym wcztery strony świata, a potem ku niebu i ku ziemi.Powtórzyłem jego ruchy.Dusza Sokołaspojrzał na mnie i pomimo mroku poczułem jego świdrujące spojrzenie.- Kiedy zgubisz drogę do mrocznej tajemnicy, to znajdz mnie - powiedział wstając.- Jaką tajemnicę masz na myśli?! - zawołałem za nim.- Tę, która cię gnębi.Trzymasz ją na sercu - usłyszałem.Odruchowo klepnąłem się w okolice serca i poczułem w kieszeni bluzy mapę zeznakiem Tryzuba.Zszedłem do obozu.Zauważyłem, że na maszt u harcerzy wróciła ich flaga.Waldek nie spał i sprawiał wrażenie, jakby czekał na mnie.- Jak było? - spytałem go szykując się do snu.- Fajnie - odpowiedział.- Tańczyłeś z dziewczynami?- Pewnie, i to z trzema - pochwalił się.Uśmiechnąłem i natychmiast zasnąłem.Wydawało mi się, że spałem zaledwie kilkaminut, gdy obudziło mnie szarpanie za ramię.- Pobudka! - krzyczał mi nad uchem Maciek.- Idziemy!Ktoś stukał w drzwi mojego pokoju.Przetarłem oczy.- To ja - usłyszałem głos Alfreda.Otworzyłem mu drzwi.- Wie pan, kto przyjechał? - Kobyłka był podekscytowany.- Twoja mama z Alinką.- Skąd pan wie?- Wczoraj wieczorem, wyglądając przez okno widziałem je, jak wysiadały zsamochodu na parkingu.Nie chciałem cię budzić, więc zszedłem pomóc im z bagażami.Na wspomnienie wczorajszego wieczoru Kobyłka lekko się zaczerwienił i spojrzał wbok, na okno.- Zaraz przyjdę na śniadanie - powiedziałem znikając w łazience.W restauracji  Tarnicy Kobyłka i obie panie już śniadali, jak to się dawniej mówiło.To słowo najlepiej chyba określa to, co widziałem: stół zastawiony talerzami, półmiskami,filiżankami.Pani Irena wmuszała w Alfreda kolejne potrawy, czemu z obojętną minąprzyglądała się Alinka.Jej uwagę bardziej przyciągała obecność dwóch dobrze zbudowanychmłodzieńców, którzy jedli przy stoliku obok.- Dzień dobry! - przywitałem się z paniami.- Czemu zawdzięczamy zaszczytodwiedzin obu pań?- Martwiłam się o Fredzia - odpowiedziała mi pani Irena.- Alinka też była ciekawapracy Fredzia.Przecież Fredzio to prawie jak szpieg.- W naszej pracy liczy się głównie siła intelektu - wtrąciłem nieśmiało.- Mój papa mówi to samo - rzekła Alinka spoglądając na napięte mięśnie klatekpiersiowych młodzieńców ubranych w obcisłe koszulki.- Z Alinką będziemy latać helikopterem - pochwaliła się pani Irena.- Papa lubi latać - Alinka mówiła żując kawałek chleba.- Ma swój helikopter i będziemy oglądać jego nowe nabytki w jakiejś dolinie.- A wy co planujecie? - dopytywała się pani Irena.- Dziś Alfred zaprowadzi mnie do  Jaskini Dobosza - oznajmiłem.Niechętnie założyłem chłodne ubranie i wyszedłem na dwór.W powietrzu unosiła sięgęsta mgła.Część naszych namiotów była już zwinięta.Gustlik, Biały i Mały nieśli z kuchnikosze z prowiantem.Potem Maciek rozdzielił pomiędzy wszystkich nasze zapasy żywności,jakie mieliśmy wziąć ze sobą oraz patelnie i dwa czajniki.- Skończyły się wczasy, gdy ktoś wam przygotowuje i pod nos podaje papu -przemówił Maciek.- Od tej pory jesteśmy zdani tylko na siebie.Po kwadransie byliśmy już na dobrze nam znanej drodze do brodu na Bereznicy.Banderas mijając harcerski obóz zasalutował harcerzowi pilnującemu flagi.- Jak to zrobiłeś? - zagadnąłem go, gdy już byliśmy w lesie.- Co? - Banderas udawał niewiniątko.- Jak ukradłeś tę flagę?- Czarna odwróciła uwagę wartownika, Biały zaniósł do łazienki ręcznik, a ja poprostu byłem cichy i szybki - zaśmiał się.- Czemu oddałeś zdobycz?- Pokazaliśmy, kto jest lepszy w uczciwej walce i odechciało mi się dalej bawić się zharcerzami.Flagę umieściłem na miejscu bardzo dyskretnie, żeby nikt nie widział [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum