[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Piotrw tym czasie zagadnął chłopów.- Przy orce to panowie pewnie różne starocie znajdują? - zapytał.Chłopi zerknęli po sobie.- No - przyznał jeden, ten z cwańszym wyrazem twarzy.- Pewnie na bagnach?- Różnie.- Złoto tam było? - Piotr starał się udawać swojaka. Na słowo  złoto rolnicy od razu nabrali podejrzeń.- Znajdowali panowie pamiątki z wojny? - wtrąciłem się.- Cmentarz tu taki duży, żepewnie walki o wieś prowadzili.- Gdzie tam, na bagnach się bili, prawie pół roku - odpowiedział ten cwany.- Złote ruble ktoś znajdował? - pytałem.- Może ktoś raz jedną  świnkę wyciągnął.- A jest tu w okolicy jakaś górka nad jeziorem, gdzie by jakieś starocie znajdowano,garnki.- Garnków i innych takich glinianych to dużo znalezli archeolodzy na bagnach -wtrącił jeden z rolników.- Pan do nich pójdziesz, to ci wszystko pokażą.- Tylko w tym roku jeszcze nie przyjechali - dopowiedział drugi.- Aadna górka jestnad jeziorem, tam gdzie te świerki.Widzisz pan?Piotr skinął głową, że tak.- Skręcisz pan w szutrówkę w prawo i dojdziesz do tej górki, a ile tam staroci leży -zapewniał tubylec.Dyskretnie wylaliśmy wodę na trawnik i zwróciliśmy butelki barmanowi.Potemposzliśmy kierując się wskazówkami rolnika.Najpierw nad jeziorem natrafiliśmy na dwaprostopadłe do linii jeziora rowy przeciwczołgowe.Im bliżej byliśmy pagórka, tym lepiejwidziałem starocie, o których mówili rolnicy.Najpierw przy starej żwirowni natrafiliśmy najednoosobowy, betonowy schron, masowo produkowany przez Niemców w ostatnich latachwojny i zwany  garnczkiem Kocha , od nazwiska ostatniego nazistowskiego gauleiteraprowincji Prusy Wschodnie, który obiecywał Adolfowi Hitlerowi obronę przed armiąradziecką do ostatniego naboju.W tym miejscu droga rozwidlała się i prawa odnogakierowała się ku Pieklickim Bagnom, a lewa ku wzgórzu.Poszliśmy nią, by wkrótce wejść wogromny krąg okopów, co jakiś czas poutykanych owymi  garnczkami.Naszą uwagęprzykuły ruiny bunkra po prawej stronie, który tonął w stosie śmieci, kolejne dwa były napastwiskach odgrodzonych solidnymi, poniemieckimi drutami kolczastymi.Minęliśmy głazskryty w skarpie przy drodze i zaczęliśmy wchodzić pod górkę.Na nasz widok ruszyłostamtąd stado krów.Bydło rozpędziło się do galopu, a my szukaliśmy ratunku na poboczudrogi.- To rzeczywiście wygląda jak grodzisko - Piotr ocenił wzniesienie, gdy przebiegło jużstadko krów.- Patrz, jak wyróżnia się z krajobrazu, jaki ma regularny kształt.Miałem chyba lepszy wzrok od przyjaciela i widziałem coś, co mogło już wkrótcezmartwić naukowca. - Jeżeli tam było grodzisko, to jesteśmy spóznieni - stwierdziłem.- Dlaczego, dlaczego? - Piotr dziwił się i wytężał wzrok.Wkrótce zobaczył to, co ja już dawno dostrzegłem.Szczyt górki był w dwóchmiejscach przecięty głęboki szczelinami.Ta bliżej drogi była zajęta przez długi nakilkadziesiąt metrów schron piechoty mogący pomieścić nawet stu żołnierzy.Wchodziło siędo niego przez dwoje drzwi, które były połączone długim korytarzem.Z niego prowadziłydrzwi do półkoliście sklepionych pomieszczeń koszarowych niegdyś wyłożonychprzeciwodłamkową warstwą z blachy falistej.Po wojnie zniszczono obiekt podkładającładunki wybuchowe w korytarzu, co spowodowało zawalenie się dwóch pomieszczeń iwypchnięcie kloców betonu stanowiących zewnętrzną ścianę schronu.Reszta obiektu byławkopana w stok.Kilkanaście metrów dalej był podobnie zniszczony jednokomorowy schrondla drużyny wartowniczej.- Przy pracach budowlanych mogli wykopać lub zniszczyć wszystkie ślady -powiedziałem.- Kiedy budowano takie obiekty? - zapytał Piotr.- To konstrukcja na pewno z okresu pierwszej wojny światowej - oceniłem.- Niesądzę, żeby powstała w okresie walk jesienią 1914 roku, więc schrony wybudowano po 1915roku.Zauważ, że wszystkie w tej grupie są połączone rowami łącznikowymi, które mogłypowstać również pod koniec drugiej wojny światowej, kiedy zbudowano nadbrzeżnypierścień obronny.Popatrz - wyjąłem mapę - znajdujemy się w najwęższym miejscu jezioraBuwełno.Dlatego Niemcy tu postawili fortyfikacje.Zatroskany Piotr kopał czubkiem buta piach zryty krowimi kopytami.Nad nami wpień sosny uderzał dzięcioł.- Idziemy - zadecydował po chwili.Jeszcze obejrzeliśmy zrujnowane wnętrze dużego schronu i spacerkiem wróciliśmy doobozu.Było już ciemno.- Jak rekonesans? - nagle padło z mroku pytanie.Jak należało się spodziewać, to Kakadu sterroryzowała część harcerzy i zmusiła ich,by razem z nią czekali na nasz powrót.Reszta druhów wspólnie z Galindami siedziała wświetlicy pensjonatu i oglądała mecz polskiej reprezentacji.- Słabo, znalezliśmy tylko niemieckie bunkry - odparł Piotr.Odpowiedz ta wywołała żywą reakcję harcerzy, którzy wywiedzieli się, gdzie ichnależy szukać.Zmęczeni po marszu postanowiliśmy jeszcze chwilę posiedzieć na miękkichfotelach w świetlicy i w spokoju obejrzeć mecz.Po pierwszej połowie meczu poszedłem do kuchni, gdzie rządziła Krysia.- Dobry wieczór - przywitałem ją.- Zrobiłabyś mi glomzdy?- Dużo chcesz?- Oj dużo, na przyjęcie dla kilkunastu osób.Czarne oczy Krysi zalśniły.- Idziesz jutro do Franza? - domyśliła się.- Tak - przyznałem się.- Czemu chcesz, żebym zrobiła ci ser?- Starzy Mazurzy chwalili twoje talenty kulinarne.- Przyjaciele taty? - roześmiała się.- Za grosz nie znają się na gotowaniu.- O nie, twój tata świetnie wędzi ryby, a pan Henryk przygotował świetnegoszczupaka.Krysia śmiała się w głos.- Mazurzy umieją łowić ryby, bo co zrobią, jak ich baba z domu wyrzuci? Najpierwwraca taki z targu z pieniędzmi, zajeżdża do karczmy i wydaje pieniądze.Potem cały dzieńsiedzi nad jeziorem i ryby łowi, że niby je kupił, albo wraca do domu tylko po to, żeby zabraćciepłą kapotę i czymś musi się żywić, jak śpi w polu.Też roześmiałem się z tego tłumaczenia.W tym momencie do kuchni weszłaMarpezja.Zobaczyła nas roześmianych i z naburmuszoną miną wyszła.Krysia dostrzegłamoją minę i nieco zmartwiła się.- Będziesz przepraszał, to będzie lepsza dla ciebie - powiedziała cicho.- Jakzazdrosna, to znaczy, że kocha.Gorzej, jak zechce się mścić, zranić cię.Zrobi to tak, żebyciebie i ją bolało.Uznałem, że na razie nie ma sensu gonić za Marpezją i z Krysią przygotowałemtwaróg.Najpierw pokruszyliśmy dwie kilogramowe kostki.Potem Krysia dodała gęstej,ręcznie urobionej śmietany [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum