[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znalazł prawo jazdy Evy Kruger, wsunięte w przegródkę pod kartamikredytowymi.Rozłożył je i przyjrzał się kolorowej fotografii.W obiektywpatrzyła atrakcyjna kobieta z zaczesanymi gładko brązowymi włosami i pełnymiustami, w eleganckich okularach w szylkretowej oprawce, przysłaniającymi dużebursztynowe oczy.- Kto to? - zapytała Simone.- Masz taką minę, jakbyś zobaczył ducha.Ale Jonathan nie mógł odpowiedzieć.Coś silnie ściskało mu pierś, po-zbawiając tchu.Jeszcze raz spojrzał na prawo jazdy.Spod makijażu diwy iszminki dziwki patrzyła na niego Emma.Otworzył drzwi i wysiadł.Przeszedł parę kroków, zatrzymał się i oparł odrzewo.Trudno było utrzymać się na nogach, zachowywać tak, jakby niebo nie waliło mu się na głowę.Zmusił się do spojrzenia na poważną kobietęz gładką fryzurą i w modnych okularach, patrzącą śmiało w obiektyw.EvaKruger.Wystarczyło jedno spojrzenie na zdjęcie, a myśl, że Emma ma romans, wydałasię błahostką.Utrapieniem nie gorszym niż mucha dla konia.Ale to.fałszyweprawo jazdy, fałszywe nazwisko, całe podwójne życie.to była czarna dziura.Simone obeszła wóz i stanęła obok niego.- Jestem pewna, że istnieje jakieś wyjaśnienie.Zaczekaj, aż wrócimy doGenewy.Wtedy się dowiemy.- Ten zegarek kosztuje dziesięć tysięcy franków.A reszta biżuterii? Ubrania?Kosmetyki? Powiedz mi, Simone, jakie wyjaśnienie masz na myśli?Zamyśliła się.- Nie.nie mam żadnego.Spojrzał na swoją kurtkę i zobaczył zaschniętą plamę krwi.Nie wiedział, czyto jego, czy któregoś policjanta.Nieważne, widok wzbudził w nim odrazę.Zdjąłkurtkę i rzucił na maskę.Natychmiast zaatakowało go zimno.- Podasz mi sweter?Simone sięgnęła do wozu i wyjęła kaszmirowy sweter.- Proszę.Koperta wypadła z fałdów swetra na śnieg.Jonathan wymienił spojrzenie zSimone, potem podniósł kopertę.Bez podpisu, ale ciężka.Natychmiast rozpoznałzawartość.Odpowiedni ciężar, odpowiedni kształt.Rozdarł ją.Pieniądze.Mnóstwo.Banknoty tysiącfrankowe.Zwieżo wydrukowane i szeleszczące jakkalka techniczna.- Boże - szepnęła Simone, wytrzeszczając oczy.- He tego jest?- Sto - odparł po przeliczeniu pliku.- Sto czego?- Sto tysięcy franków szwajcarskich. Mam ukryte zasoby".- %7łartujesz.- Simone wybuchła piskliwym, histerycznym śmiechem, który wkażdej chwili mógł wymknąć się spod kontroli.- Teraz wiemy - powiedział Jonathan, zahipnotyzowany przez plik banknotów.- Co?- Dlaczego policjantom zależało na torbie.Wsunął banknoty do koperty i wepchnął ją do kieszeni.Ciekawe, skądwiedzieli, że przesyłka jest w Landquart i, co ważniejsze, przynajmniej dla niego,dlaczego Emma miała odebrać taką sumę. Wiatr zagrzechotał gałęziami, zrzucając grudy śniegu na ziemię.Drżąc,wciągnął sweter przez głowę.Kaszmirowy, pod szyję, otulił mu pierś i ramiona.Rękawy były siedem, osiem centymetrów za krótkie.Sweter dla innego mężczyzny. 16Widziałeś? - zapytał Alphons Marti, minister sprawiedliwości, gdy vonDaniken wszedł do jego biura.-  NIZ". Tribne de Geneve". Tage Anzeiger".-Chwycił plik wiadomości telefonicznych i zgniótł je w dłoni.- Wszystkie gazetyw kraju chcą wiedzieć, co się stało wczoraj na lotnisku.Von Daniken zdjął płaszcz i przewiesił go przez ramię.- Co im pan powiedział?Marti rzucił do kosza zmiętą kulkę.- Bez komentarza.A jak myślisz, co miałem powiedzieć?Gabinet na czwartym piętrze Bundeshaus był iście pałacowy.Wysokie sufityzdobione listkami złota i malowidło trompe d'oeil, przedstawiającewniebowzięcie Chrystusa, orientalne dywany na wyfroterowanej drewnianejpodłodze i mahoniowe biurko wielkie jak ołtarz w kaplicy św.Piotra.Poobijanydrewniany krucyfiks wiszący na ścianie świadczył, że Marti jest naprawdę tylkozwyczajnym człowiekiem.- Kiedy odlecieli? - zapytał.- Samolot wystartował zaraz po naprawie silnika - odparł von Daniken.- Posiódmej rano.Pilot podał Ateny jako port docelowy.- Kolejna kupa gówna, jakie według Amerykanów mamy przełknąć zuśmiechem.Dzięki mnie zahamowanie praktyki nielegalnego przerzucaniapodejrzanych na ziemi europejskiej stało się kamieniem węgielnym polityki tegorządu.Prędzej czy pózniej ktoś pogada z prasą, a wtedy obrzucą mnie jajkami.-Marti żałośnie pokręcił głową.- Więzień był w samolocie.Jestem o tymprzekonany.Onyx nie kłamie.Korzystając z trzystu sfazowanych anten, umieszczonych wysoko na zboczunad miastem Leuk w dolinie Rodanu, Onyx monitoruje łączność cywilną iwojskową przekazywaną przez satelity na orbicie geosynchronicznej.Specjalnieopracowany algorytm przeprowadza analizę składniową transmisji pod kątemsłów kluczowych sugerujących cenne informacje. Niektóre z tych słów brzmią:  Federalne Biuro Zledcze",  wywiad" i  wię-zień".Wczoraj o czwartej pięćdziesiąt pięć Onyx trafił na żyłę złota.- Zeszłej nocy przejrzałem przechwyconą wiadomość - podjął Marti.-Nazwiska.Plan podróży.Wszystko jest tu.- Pchnął szarą teczkę po stole.Van Daniken podniósł ją i otworzył.Wewnątrz znajdowała się fotokopiatelefaksu wysłanego z konsulatu syryjskiego w Sztokholmie do zarządu wywiaduw Damaszku, zatytułowana:  Lista pasażerów: transport więznia #767".Na liściewidniały również nazwiska pilotów oraz dwa, które brzmiały bardziej znajomo.Philip Palumbo i Walid Gassan.- Spójrz na znacznik czasu, Marcusie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum