[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zobaczył twarz młodej matki, która le\ała na górze - te same piegi, rude włosy, białe zęby izielone oczy.Dobry Bo\e, zupełnie tak jakby ktoś zdjął jej głowę z szyi i nasadził ją na tostworzenie, wysokie niczym tyczka do fasoli! Jednak to niemo\liwe, \eby te dwie byłyblizniaczkami! On sam mierzył pięć stóp i dziesięć cali, ale to stworzenie było wy\sze odniego o dobrą stopę! Nie miała na sobie nic poza długą, białą koszulą, podobnie jakdziewczyna na strychu, a jej długie, jasne nogi ciągnęły się w nieskończoność.Pewnie siostry.Na pewno.- Hej! - odezwała się.Wpatrywała się w niego, a potem podeszła bli\ej, na bosaka,choć Mary Jane usiłowała ją powstrzymać.- Wracaj na swoje miejsce i siadaj - powiedziała.- Prąd zaraz wróci.- Jesteś mę\czyzną - powiedziała wysoka, młoda kobieta, która tak naprawdę byłajeszcze dziewczynką.Na pewno nie była starsza od nastoletniej matki na strychu czy od MaryJane.Stała na wprost doktora i wpatrywała się w niego spod zmarszczonych, rudych brwi;miała ogromne zielone oczy i długie, zakręcone rzęsy.- Jesteś mę\czyzną, prawda?377 - Przecie\ mówiłam ci, \e to pan doktor - odparła Mary Jane.- Przyjechał, \ebywypełnić akt urodzenia dziecka.Doktorze, to jest Morrigan, ciotka noworodka.Morrigan, todoktor Jack.Usiądz, Morrigan! Pozwól doktorowi zrobić, co do niego nale\y! Chodzmy, doktorze.- Nie bądz tak egzaltowana, Mary Jane - odparła dziewczyna z szerokim uśmiechem.Mówiła dokładnie tak samo jak nastoletnia matka z góry.Miała ten sam głos dobrzeurodzonej panienki.- Musi mi pan wybaczyć, doktorze Jack.Moje maniery nie są jeszczetakie, jak powinny być.Cały czas jestem jeszcze ciut nieoszlifowana, ale próbuję przyswoićtrochę więcej informacji, ni\ Bóg przeznaczył dla kogoś mojego pokroju.Z drugiej stronymamy tak wiele problemów do rozwiązania, na przykład z tym aktem urodzenia.Mamy goju\, prawda, Mary Jane? Czy to właśnie chciałaś mi powiedzieć, kiedy ci tak niegrzecznieprzerwałam? A co z chrztem dziecka? Zdaje się, \e prawo spadkowe w naszej rodzinie jasnomówi, i\ dziecko musi zostać ochrzczone w wierze katolickiej.W rzeczy samej wydaje misię, \e w tych dokumentach prawnych, do których dopiero co zyskałam dostęp i pobie\nieprzeczytałam, jest napisane, \e chrzest jest właściwie wa\niejszy od prawnej rejestracji.- O czym ty mówisz? - spytał doktor Jack.- Gdzieś ty była szczepiona, na Boga, uRCA Victora?Wybuchnęła perlistym śmiechem, klasnęła głośno w dłonie, a jej włosy zafalowały ispłynęły z ramion, kiedy potrząsnęła głową.- Doktorze, o czym pan mówi?! - odparła.- Ile pan ma lat? Jest pan niezlezbudowany.Chwileczkę, szacuję, \e ma pan jakieś sześćdziesiąt siedem lat.Mam rację?Mogę zobaczyć pańskie okulary?Zerwała mu je z nosa, zanim zdą\ył zaprotestować, i spojrzała przez nie na doktora.Osłupiał; miał sześćdziesiąt osiem lat.Dziewczyna stała się rozmazaną, pachnącą smugąprzed jego odsłoniętymi oczyma.- Och, to jest świetne, popatrzcie tylko - dodała.Szybko i dokładnie nasadziła muokulary z powrotem na nos.Miała krągłe policzki i pełne usteczka, najdoskonalsze, jakiekiedykolwiek widział.- Tak, one wszystko odrobinkę powiększają, nieprawda\? I pomyśleć,\e to tylko jeden z wielu popularnych, u\ywanych na co dzień wynalazków, z którymi sięzetknę w ciągu pierwszych godzin \ycia.Okulary, klipsy, NEC MultiSync, 5D monitorkomputerowy.Wydaje się, \e pózniej, kiedy będę miała czas zastanowić się nad wszystkim,co się wydarzyło, zdołam dostrzec pewną poezję w liście tych przedmiotów, z którymi sięspotkałam najpierw.Zwłaszcza jeśli zało\ymy, \e nic w \yciu nie dzieje się przypadkowo,\e wszystko tylko wydaje się przypadkowe z ró\nych punktów widzenia, ale kiedy na koniec378 lepiej dostroimy nasze narzędzia obserwacyjne, zrozumiemy, \e nawet wynalazki, któremo\na spotkać na dwóch piętrach porzuconego i rozwalającego się domu, łączą się i oddającechy jego mieszkańców znacznie dokładniej, ni\ mo\na by się domyślać.I co pan na to?Tym razem to on wybuchnął śmiechem.Klepnął się po nodze.- Skarbie, nie mam pojęcia, co o tym myśleć, ale podoba mi się sposób, w jaki topowiedziałaś! - oświadczył.- Jak masz na imię? Morrigan, po tobie nazwały dziecko, tak?Nie mów mi, \e i ty jesteś Mayfair!- Och, oczywiście, \e tak.Jestem Morrigan Mayfair! - odparła, wyrzucając ramiona wgórę, niczym dziewczyna z dru\yny dopingującej.Coś się rozjarzyło, rozległo się ciche buczenie i znów rozbłysło światło.Komputer wpokoju za nimi zaczął wydawać swoje buczące jękliwe odgłosy.- Proszę! No i mamy! - odezwała się rudowłosa.- Wracamy na linię z Mayfair iMayfair.Przynajmniej dopóki Matka Natura nie uzna za wskazane znowu nas upokorzyć, bezwzględu na to, jak jesteśmy wyposa\eni, skonfigurowani, zaprogramowani i zainstalowani.Innymi słowy, dopóki znowu nie walnie piorun!Podbiegła do swego krzesełka, opadła na nie i zaczęła znowu pisać, jak gdybyzupełnie zapomniała, \e doktor wcią\ tam stoi.- Mary Jane, idz ju\, to dziecko jest głodne! - zawołała babcia ze strychu.Mary Jane pociągnęła go za rękaw.- Nie, poczekaj chwilę - odrzekł.Jednak zaraz zdał sobie sprawę, \e ta zdumiewającamłoda kobieta była ju\ dla niego całkowicie, kompletnie stracona; dokładnie w tej samejchwili zauwa\ył, \e jest naga pod długą koszulą, a światło lampki ujawnia jej piersi, płaskibrzuch i nagie uda.Nie wyglądało te\, \eby miała na sobie jakieś majteczki.I te długie, bosestopy! Czy pisanie na komputerze na bosaka podczas burzy jest bezpieczne? Rude włosyspływały a\ do siedzenia krzesła.Babcia znowu zawołała z góry:- Mary Jane, musisz odwiezć to dziecko przed piątą!- Ju\ idę, idę! Doktorze Jacku, proszę za mną!- Pa, doktorze Jacku! - zawołała tyczkowata piękność i pomachała mu lewą ręką, anina chwilę nie odrywając wzroku od monitora komputera.Mary Jane przebiegła obok niego i wskoczyła do łodzi.- Idzie pan, czy nie? - spytała.- Odcumowuję.Mam sprawy do załatwienia.Chce pantu zostać?379 - Gdzie zamierzasz zabrać to dziecko przed piątą? - za\ądał odpowiedzi; wróciła mujasność myślenia, lecz zupełnie nie rozumiał, o co mogło chodzić staruszce.- Chyba niezamierzasz ponownie wiezć tego dziecka do ochrzczenia?- Pospiesz się, Mary Jane!- Cumę rzuć! - wrzasnęła Mary Jane i zaczęła odpychać się tyczką od stopni schodów.- Poczekaj!Skoczył, wylądował z chlupotem w łajbie, która zakołysała się i obiła najpierw ościanę, a potem o balustradę.- Dobrze ju\, dobrze.Tylko zwolnij, okay? Wysadz mnie na przystani, nie wyrzucającpo drodze wśród bagien.Mo\esz to dla mnie zrobić?Klik - klik - klik.Na szczęście deszcz nieco zel\ał.Nawet blade słońce zaczęło przeświecać przezcię\kie, sine chmury i zalśniło na kroplach wody!- A teraz, doktorze.proszę.to dla pana - powiedziała Mary Jane, kiedy wsiadł ju\do samochodu.Podała mu grubą kopertę pełną banknotów, a gdy przejechała po nichkciukiem, dostrzegł, \e to same dwudziestodolarówki.Było tego z tysiąc kawałków.Zatrzasnęła drzwi i obiegła samochód dokoła.- Nie, to znacznie za du\o, Mary Jane - mruknął, lecz jednocześnie myślał ju\ o WeedEaterze, nowej kosiarce i elektrycznych no\ycach do \ywopłotu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum