[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Parsknęła śmiechem.Krótkim, urywanym, pozbawionym wesołości.- Jakim cudem? Pan również nie może czuwać nad nią na okrągło, przez całądobę.Myśli pan, że nie wiem, co się dzieje z dzieciakami, które zdradzajądealerów? Spójrzmy prawdzie w oczy.Jestem sędzią, na miłość boską! Widziałamjuż niejedno, widziałam okropne rzeczy! - Odetchnęła głęboko.- Nie.Dziękujębardzo za wyrozumiałość, za pozostawienie mojej córki na wolności, ale nie.Onanie może wam pomóc.Bardzo mi przykro.Przez chwilę przetrawiał jej słowa.Jego wzrok stwardniał.- Pani wybór.- Wstał i ruszył do wyjścia.Na progu obejrzał się przez ramię.- Ale proszę pamiętać: dla każdego klienta mam tylko jeden miły gest.Wyszedł z pokoju.Drzwi zamknęły się za nim z cichym trzaskiem.Rozdział dziewiątyGrace czuła się jak juczny wielbłąd, kiedy pchnęła ramieniem tylne drzwi iweszła do kuchni.W jednej ręce dzwigała trzy plastikowe reklamówki pełnezakupów oraz torebkę, w drugiej aktówkę i przytrzymywane dwoma palcamiwieszaki z odebraną z pralni odzieżą w ochronnych workach, które przerzuciłasobie przez ramię.Worki ustawicznie ześlizgiwały się niżej, a ona musiała sięprzechylać coraz bardziej na lewy bok; gdyby nie to, świeżo wyprane ubranieznalazłoby się niebawem na podłodze. - Cześć, ciociu Grace! - powitał ją piskliwy głos, kiedy zrzuciła wreszcietorby z zakupami, torebkę i aktówkę na biały owalny stolik, przy którymzazwyczaj jadała z córką.Z westchnieniem ulgi wyprostowała się i powiesiłarzeczy z pralni na zabytkowym wieszaku stojącym pod ścianą.- Cześć, Courtney.Kręcąc ramionami, aby pozbyć się skurczu, konsekwencji dzwiganiapakunków w tak niewygodnej pozycji, Grace uśmiechnęła się do czteroletniejsiostrzenicy, uczesanej w koński ogon, w różowym ubranku z dzianiny.Następniepowiodła wzrokiem po swej uroczej staroświeckiej kuchni i zobaczyła siostrę;siedziała na jednym z ustawionych przy barku taboretów, pogrążona w rozmowie zPat Marcel, kobietą, która przychodziła tu raz w tygodniu sprzątać.- Cześć, Jackie.Cześć, Pat.- Nareszcie w domu - zawołała Jackie, przerywając rozmowę z Pat, którazazwyczaj wychodziła o czwartej; za dzisiejsze dwie dodatkowe godziny miaładostać ekstra wynagrodzenie.Grace poprosiła ją, aby zaczekała na jej powrót zsądu, tak aby Jessica nie musiała siedzieć w domu sama.Kiedy nad ranemopuszczały szpital, Jess czuła się już znacznie lepiej, między innymi dziękiodpowiedniej dawce insuliny.Nie poszła jednak do szkoły i otrzymała polecenie,aby dobrze się wyspać.- Cześć, ciociu Grace!Paul, jej sześcioletni siostrzeniec - wysoki, chudy, o rudawych włosach iupstrzonej piegami twarzy - przemknął obok niej, ślizgając się w samychskarpetach po lśniącym parkiecie.Miał sporą dziurę na kolanie dżinsów, a szerokiuśmiech od ucha do ucha odsłaniał lukę w miejscu, gdzie jeszcze parę dni temutkwił jeden z jego przednich zębów.- Cześć, Paul.On zgubił ząb - poinformowała siostrę Grace, jakby tamtasama tego nie wiedziała.Wyjęła zakupy z reklamówek i wraz z torebką umieściła na blacie wyłożonym białymi kafelkami.Powierzyła zakupy zwinnym dłoniomPat, sama zaś wyjęła z torebki książeczkę czekową i długopis.- Tak, dziś rano.Wypadł mu, kiedy szykowaliśmy się do wyjścia.Cóż tobyło za zamieszanie! Na pewno nie spotkałaś się jeszcze nigdy z czymś takim.Leciała mu krew - powiedziała z naciskiem Jackie i sięgnęła po białe pudełko zcelofanowym okienkiem, przez które można było dojrzeć pół tuzina jagodzianek.Położyła pudełko na blacie, otworzyła je i poczęstowała się ciastkiem.- A terazPaul jest cały w nerwach, bo wieczorem ma przyjść czarodziej od zębów.Ale,skoro już jesteśmy przy takich sprawach.słyszałam, że miałaś w nocy przykreprzejścia.Cukrzyca u Jess znowu szaleje?Grace, wypisująca czek dla Pat, kiwnęła głową.Szczegóły tego wydarzenianie były przeznaczone dla uszu Pat.Grace nie wiedziała nawet, czy powinnaopowiedzieć o wszystkim siostrze.Głos wewnętrzny doradzał zachowanie tejkłopotliwej, niepokojącej prawdy dla siebie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum