[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Milon i ja byliśmy jednymi z najlepiej prezentujących się młodychRzymian, lecz nie dało się tego powiedzieć o stronnikach mego przyjaciela, którzy wyglądalibardziej na dzikusów.- Mój syn, szanowny Pontifex Maximus, przebywa w świątyni JowiszaKapitolińskiego, zajęty przygotowaniami do rytuałów jutrzejszego triumfu.Jestem jegomatką.Skłoniłem się.- Cały Rzym zna czcigodną patrycjuszowską matronę Aurelię.- Nie znam cię, ale wyglądasz na kogoś z gensu Cecyliuszów.Ponieważ pochodzisz zdobrego domu i jesteś senatorem, pozwolę ci wyjaśnić, jak to się stało, że znajdujesz się wtowarzystwie mojej wnuczki, która przebywała poza domem przez większą część dnia.- Pani Julia pomogła mi wykonać pewne zadanie w służbie republiki i to ono jązatrzymało.Jak widać, dołożyłem starań, by zapewnić jej właściwą eskortę w drodze dodomu.Zgraja na te słowa zgodnie wyszczerzyła zęby i zbiry ochoczo kiwnęli głowami - takiwidok mógłby nawet wystraszyć demona.- Zechciej poinformować, pani, Gajusza Juliusza, że sprawa dotyczy nie tylko jegoszlachetnej osoby, lecz także chwalebnego Pompejusza oraz wielce majętnego Krassusa.Jestem przekonany, że w pełni zaaprobuje to, czym zajmowała się dziś jego bratanica.Aurelia z lekka skinęła głową.- Dobrze, nie podejmę żadnych kroków przeciwko Julii, dopóki nie porozmawiam zmoimi synami - obydwoma.Jeśli jej reputacja została w jakikolwiek sposób narażona naszwank, dopilnuję, by cenzorzy usunęli cię z senatu za obrazę moralności. Skinęła na Julię, która rzuciła mi szybkie spojrzenie i zniknęła w głębi domu.- Sądzę, senatorze, że nie mamy sobie już nic więcej do powiedzenia - oświadczyławyniośle i sztywnym krokiem skierowała się do wnętrza domu.- Chodzmy już, Decjuszu - zawołał Milon.- Powrót nie będzie tak łatwy, na pewnoprzysłali już posiłki.Idziemy do mojego domu.Jest znacznie bliżej i jest solidniejszy.Kiedy szliśmy przez Forum, z tyłu dobiegły nas słowa:- Czy bratanica Cezara także ma być poza wszelkim podejrzeniem?Wszyscy roześmiali się głośno i wesołość trwała do chwili, gdy zaatakował nas zwartytłum, zbrojny w każdy możliwy rodzaj broni.Kilku osobników niosło pochodnie.Jeden zEtrusków ruszył na mnie z nożem w jednym i młotkiem w drugim ręku.Widziałem tylko jegospiczastą brodę, ślepia i kły.Z ogromną satysfakcją ściąłem go mieczem.Ich noże i młotynadawały się wyłącznie do uśmiercania ludzi niespodziewających się napaści.Podniosłemopuszczony na ziemię młotek i wsunąłem go sobie do tuniki.- Ten jest za Kapita - powiedziałem do Milona.- Chcę jeszcze dwóch - za Nerona i Purpureę.- Nie byli ostatecznie twoimi przyjaciółmi - zauważył szczerząc zęby.- Ale byli Rzymianami.Obcokrajowcom nie wolno zabijać Rzymian.Uważam, żePompejusz bardzo zle postąpił, wykorzystując do tego celu barbarzyńców.Z nieznacznymi stratami osobowymi dotarliśmy do posesji Milona.Zaryglowano zanami masywne wrota, a Milon polecił, by podano jedzenie i przyniesiono bandaże, i posłał nadach wartowników.Gdy już minęło podniecenie, zacząłem nagle odczuwać ból w setkachmiejsc.Pełen obaw, rozsunąłem tunikę i obejrzałem swoje niedawne cięcie.Asklepiodeszaszył je tak doskonale, że nie rozpruł się ani jeden szew, jedynie trochę krwi wysączyło się zobrzeży rany.- Decjuszu - powiedział Milon.- Posil się, napij wina i idz spać.Nie mam pojęcia, jakuda ci się przetrwać do jutrzejszego wieczoru, nawet z moją pomocą.Stawiam swojej grupiewielkie wymagania, ale nawet ja nie mogę zażądać, by wolni ludzie odmówili sobieobejrzenia triumfu tylko dlatego, by strzec skóry najbardziej szalonego spośród rzymskichsenatorów.Było to dość osobliwe stwierdzenie, lecz w trakcie pózniejszych rozmów z ludzmiMilona dowiedziałem się, że faktycznie zyskałem sobie taką reputację z powodu swejrzekomej ekscentryczności.Uważali mnie za rodzaj maskotki; w podobny sposób żołnierzewalczący w obcych stronach przygarniają egzotyczne zwierzęta i przypisują im cechyprzynoszące rzekomo szczęście.Uznałem, że postrzeganie dostojnego senatora w taki sposób świadczy o zuchwalstwie ludzi niskiego stanu; lecz warto pozostawać w dobrych stosunkachz typami tego pokroju [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum