[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zrezygnował z Kościoła, mojadroga, ale jest katolikiem od stóp do głów.- Tim rozparł się w fotelu, bardzo z siebiezadowolony.- Analiza w sześćdziesiąt sekund to moja specjalność.- Wierzę.- Wyciągnęła dokumenty z teczki.- Mam nadzieję, \e i w tymprzypadku tak samo ci się powiedzie.Przedyskutowałam to ju\ z kapitanemHarrisem.To właśnie jest poprawiony raport.Znajdziesz tu równie\ zapisy moich rozmów telefonicznych.Byłabym ci wdzięczna, gdybyś dokonał cudu.- Zobaczymy, co się da zrobić.- Dzięki, \e mnie wysłuchałeś.- Drobiazg.- Wstał, aby ją odprowadzić do drzwi.- Tess, gdybyś kiedykolwiek miałajeszcze zmory nocne, zadzwoń.Nigdy nie zaszkodzi poprosić o pomoc.- Czy\ ja ju\ tego gdzieś wcześniej nie słyszałam?Logan przyglądał się, jak niknie w perspektywie korytarza, i zamknął drzwi.Obserwował, jak wychodzi z budynku.Niebezpiecznie było iść za nią, ale wiedział, \enie ma ju\ czasu na ostro\ność.Zatrzymała się przy swoim samochodzie wposzukiwaniu kluczy.Głowę miała pochyloną, tak jakby w modlitwie.Pragnieniedziałania tętniło w nim, wprost rozsadzając mu głowę.Szukając po omacku, znalazłbiały jedwab w kieszeni swego płaszcza.Chłodny, miękki.Uspokajał go.Tess wło\yła kluczyki do zamka.Gdyby był szybki i wystarczająco pewny, mogłobybyć po wszystkim w ciągu kilku minut.Zaciskał co chwila palce na humerale,podczas gdy serce głucho waliło mu w gardle.Kilka starych, wysuszonych na popiółliści zaszeleściło pod jej stopami.Zauwa\ył, jak wiatr rozwiewa jej włosy wokółtwarzy.Wyglądała na zatroskaną.Wkrótce, naprawdę wkrótce, znajdzie spokój.Onewszystkie znajdą spokój.Obserwował, jak wsiada do samochodu, jak zamyka drzwi i po chwili usłyszał dzwięksilnika.Obłok spalin wydostał się z rury wydechowej.Samochód zatoczył delikatnie łukpo parkingu, po czym wyjechał na drogę.Poczekał, a\ wóz policyjny ruszy za nią, i dopiero wtedy udał się do swojegosamochodu.Ona pojedzie teraz do biura, a on będzie się przygotowywał.Jego chwilajeszcze nie nadeszła.Wcią\ miał czas na modlitwę za nią.I za siebie.Tess odło\yła słuchawkę, oparła się w fotelu i zamknęła oczy.Joey Higgins.Jakmiała leczyć chłopca, jeśli nie mogła z nim porozmawiać? Jego matka podjęładecyzję.Joey ju\ nie pił, więc według niej był zdrowy i nie potrzebował pomocypsychiatry.Była to przykra i zupełnie bezowocna rozmowa.Tess miała jeszcze jedenatut.Musiała go dobrze wykorzystać. - Wciskając interkom, połączyła się z sekretarką.- Kate, ile mam czasu do następnego spotkania?- Dziesięć minut.- W porządku.Połącz mnie z Donaldem Monroe.- Proszę bardzo.Czekając na połączenie, Tess przeglądała dokumenty Joeya.Ich ostatnia sesja.Pamiętała ka\de słowo z tego spotkania:- Zmierć nie jest taka straszna.- Dlaczego tak mówisz, Joey?- Bo nie jest.Ludzie zawsze umierają.Pani te\ umrze.Zmierć jest nieunikniona, ale to nie jest odpowiedz.Nawet bardzo starzy ludzie,nawet bardzo chorzy kurczowo trzymają się \ycia, poniewa\ \ycie to najwy\szawartość.- Ludzie mówią, \e kiedy ktoś umiera, to odnajduje spokój.- Tak, i większość z nas wierzy, \e \ycie tu się nie kończy.Ale ka\dy z nas istnieje zjakiegoś powodu.Nasze \ycie jest wielkim darem, nie zawsze łatwe i z pewnością niezawsze doskonałe.Ulepszanie go, nie tylko dla siebie, ale i dla innych dookoła nas,wymaga du\o wysiłku.Co lubisz najbardziej jeść?Spojrzał na nią ze zdziwieniem.- Chyba spaghetti.- Z mięsem czy sosem mięsnym?Uśmiech na jego twarzy był ledwo dostrzegalny, ale zauwa\yła go.- Z mięsem.- Wyobraz sobie, \e nigdy nie jadłeś spaghetti z mięsem.Niebo prawdopodobnie wcią\byłoby niebieskie, Bo\e Narodzenie wcią\ byłoby raz w roku, lecz tobie brakowałobyczegoś naprawdę wspaniałego.A gdyby nie było ciebie tutaj, to znaczy nigdy byś sięnie narodził, my wcią\ mielibyśmy niebo i Bo\e Narodzenie, jednak czegośnaprawdę wspaniałego by nam brakowało.Dzwięk dzwonka sprowadził ją na ziemię.- Pan Monroe na jedynce. - Dziękuję, Kate.Pan Monroe?- Witam, doktor Court.Jakieś problemy?- Tak, panie Monroe.Sądzę, \e jest du\y problem.Jestem stanowczo przeciwnazaprzestaniu leczenia Joeya.- Zaprzestaniu? Co pani ma na myśli?- Panie Monroe, czy pan wie, \e Joey nie był na ostatniej sesji?Nastąpiła chwila ciszy, zanim usłyszała zaledwie szmer zmęczonego oddechu.- Nie.Sądzę, \e sam zdecydował się to przerwać.Porozmawiam o tym z Lois.- Panie Monroe.Ju\ rozmawiałam z pańską \oną.To ona zdecydowała wycofać Joeya zterapii.Rozumiem, \e pan nie został o tym poinformowany.- Nie, nie poinformowała mnie.- Kolejna chwila ciszy, po czym głęboki oddech.-Doktor Court, Lois chce, by Joey wrócił do normalnego \ycia, a wszystko wskazujena to, \e on czuje się znacznie lepiej.Powiedzieliśmy mu o dziecku i jego reakcjabyła wielce obiecująca.Pomo\e mi pomalować pokój dziecinny.- Miło mi to słyszeć, panie Monroe.Ja jednak uwa\am, \e daleko mu do ukończeniaterapii.Prawdę mówiąc, wcią\ wierzę, \e najbardziej pomogłaby mu ta klinika, októrej rozmawialiśmy.- Lois jest temu absolutnie przeciwna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum