[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Panie kongresmenie - zaczął Ed - kto jeszcze ma dostęp do pana kart kredytowych?- Margaret, oczywiście.No i moja \ona, chocia\ ona ma swoje własne.- A dzieci?Morgan znieruchomiał na to pytanie, ale odpowiedział.- Moje dzieci nie mają potrzeby u\ywać kart kredytowych.Moja córka ma zaledwiepiętnaście lat, a syn kończy w tym roku szkołę przygotowawczą St.Jamesa.Obydwojedostają kieszonkowe, a większe wydatki muszą być uzgadniane z nami.Najwyrazniejsprzedawca w kwiaciarni pomylił się notując numer. - Bardzo mo\liwe - mruknął Ed.Ale wątpił, by sprzedawca pomylił te\ nazwisko.-Byłoby dobrze, gdyby mógł nam pan powiedzieć, gdzie był pana syn wieczorem dziesiątegokwietnia.- Wypraszam to sobie - nie zwa\ając na grypę, Morgan usiadł prosto na kanapie.- Panie kongresmenie, mamy dwa zabójstwa - Ben zamknął księgę.- W tej sprawie niemo\emy pozwolić sobie na zbytnią delikatność.- Zdajecie sobie z pewnością sprawę, \e nie muszę odpowiadać na \adne pytania.Takczy inaczej, aby zamknąć tę sprawę, odpowiem.- Będziemy bardzo wdzięczni - powiedział Ben łagodnie.- A więc gdzie był pana syn?- Miał randkę.- Morgan sięgnął po sok i nalał pełną szklankę.- Spotyka się z córkąsenatora Fieldinga, Julią.Wydaje mi się, \e tego wieczoru poszli do Centrum Kennedy'ego.Michael był w domu przed jedenastą.Miał następnego dnia szkołę.- A wczorajszego wieczoru? - spytał Ben.- Wczoraj Michael był cały wieczór w domu.Graliśmy w szachy, skończyliśmy podziesiątej.Ed zanotował oba alibi.- Czy jeszcze ktoś z pana pracowników zna numery pana kart kredytowych?- Nie.- Zarówno cierpliwość Morgana, jak i chęć do współpracy były ju\ nawyczerpaniu.- To całkiem proste, ktoś się pomylił.A teraz proszę mi wybaczyć, nie mam ju\nic do powiedzenia.- Dziękujemy, \e poświęcił nam pan czas.- Ed podniósł się i schował swój notes.Ju\zdecydował, \e gdy wróci na posterunek, zaaplikuje sobie dodatkową witaminę C.- Gdybyprzyszedł panu do głowy jakiś inny powód, dla którego te kwiaty mogły być opłacone panakartą, to proszę dać nam znać.Margaret była bardzo szczęśliwa widząc, jak wychodzą.Gdy drzwi zamknęły się zanimi z głuchym odgłosem, Ben wło\ył ręce do kieszeni.- Coś mi mówi, \e facet jest czysty.- Tak.Aatwo mo\na zbadać to zbieranie funduszy, ale byłbym najpierw zasprawdzeniem córki senatora.- Zgadzam się.Ruszyli do samochodu.Ku niezadowoleniu Bena, Ed zajął miejsce za kierownicą.- Wiesz, coś, co powiedziała Tess, nie daje mi spokoju.- Co?- To, \e mo\na podnieść słuchawkę i wszystko zamówić.Ile razy sam tak robię. - Co zamawiasz, pizzę czy pornografię? - spytał Ben, który te\ się nad tymzastanawiał.- Cement.Dostarczono mi trochę w zeszłym miesiącu, ale musiałem podać facetowinumer karty kredytowej, zanim go przysłali.Ile razy podawałeś komuś przez telefon numerswojej karty kredytowej? Wystarczy tylko numer i nazwisko, nie potrzeba samej karty,dowodu ani podpisu.- Tak.- Ben westchnął cicho i usiadł obok Eda.- To zawę\a krąg podejrzanych do jakichś kilkuset tysięcy.- Ed ruszył sprzedpodmiejskiego domu kongresmena.- Pozostaje jeszcze nadzieja, \e ten jego syn wystawiłcórkę senatora do wiatru i nie poszedł na spotkanie. ROZDZIAA 10Mary Beth Morrison była urodzoną matką.Zanim skończyła sześć lat, miała ju\kolekcję lalek - niemowląt, które wymagały regularnego karmienia, przewijania iprzebierania.Niektóre z nich chodziły, niektóre mówiły.Mary jednak, tak samo jak pozostałe,lubiła swoją szmacianą lalkę z oczami z guzików i naderwaną ręką.W przeciwieństwie do innych dzieci nigdy nie wymigiwała się od prac domowych,które wyznaczali jej rodzice.Uwielbiała pranie i sprzątanie.Miała maleńkich rozmiarówdeskę do prasowania, miniaturową kuchenkę i własny serwis do herbaty.Zanim skończyładziesięć lat, potrafiła robić lepsze wypieki ni\ jej matka.Jej jedyną prawdziwą ambicją było mieć dom i własną rodzinę, którą mogłaby sięzajmować.W marzeniach nigdy nie przewidywała słu\bowych konferencji ani teczek.Chciała mieć tylko dom ogrodzony białym płotem z palików i dziecinny wózek.Mary Beth wierzyła mocno, \e człowiek powinien robić w \yciu to, co najlepiejpotrafi.Jej siostra miała inne aspiracje i pracowała obecnie w wielkiej firmie prawniczej wChicago.Mary Beth była z niej dumna.Podziwiała piękne stroje siostry, jej szczerezaanga\owanie w pracę oraz mę\czyzn, którzy przewijali się przez jej \ycie.Mary Beth niemiała w sobie odrobiny zazdrości.Zbierała zamówienia, piekła ciasteczka na sprzeda\ iwalczyła aktywnie o równą płacę dla kobiet, chocia\ nigdy nie nale\ała do tych, którychuwa\ało się za siłę roboczą.W wieku dziewiętnastu lat wyszła za mą\ za swoją miłość z dzieciństwa, chłopaka,którego wybrała, gdy razem chodzili do podstawówki.On sam nigdy nie miałby \adnejszansy.Mary Beth dbała o niego, była cierpliwa, rozumiała go i wspierała.Nie zwyrachowania, tylko z autentycznym oddaniem.Zakochała się w Harrym Morrisonie w dniu,gdy dwóch łobuzów powaliło go na boisku i stracił przedni ząb.Po dwudziestu pięciu latachprzyjazni, dwunastu mał\eństwa i czwórce dzieci nadal była w nim zakochana.Jej \ycie obracało się prawie wyłącznie wokół domu i rodziny.Wiele osób, włączającsiostrę, uwa\ało, i\ jej świat jest zbyt ograniczony.Mary Beth uśmiechała się tylko i piekłanastępne ciasto.Była szczęśliwa, a to, co robiła, było naprawdę znakomite.Miała to, co byłodla niej największą nagrodą: miłość mę\a i dzieci.Nie potrzebowała aprobaty siostry aninikogo innego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum