[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Wróciłem.Instynktownie osłoniła dzieci i skierowała wzrok na Joego.Widziałazmiany w jego wyglądzie.Twarz miał bardziej pociągłą, ciało chudsze,umięśnione.Kość policzkową pod prawym okiem szpeciła szeroka, białablizna.Ale spojrzenie pozostało takie jak dawniej.Drapieżne, bezlitosne.- Pójdę z tobą, Joe.Devin żył, oddychał, lecz na skroni, gdzie drasnęła go kula, zbierałasię krew.Potrzebował pomocy.Cassie wiedziała, że może uratować i jego,i dzieci tylko w jeden sposób: oddając siebie w ręce Joego.- Słyszysz? Pójdę z tobą.Tylko błagam, nie skrzywdz dzieci.- Zrobię z gówniarzami, co mi się podoba.A ty, suko, milcz.-Popatrzył na Devina.- Cholera, powinienem był lepiej wycelować.-Roześmiawszy się, potarł brodę.- Mam drobny problem z okiem, ale zbliska na pewno nie spudłuję.201RS Cassie miała wrażenie, że śni.Przeniknął ją straszliwy ziąb.Już razto wszystko widziała.Ale wtedy rannym był młody żołnierz, a zdjętastrachem kobieta nie potrafiła go uratować.- Nie! - Własnym ciałem zakryła ciało Devina.- On jest ranny! - Zdając sobie sprawę z bezużyteczności tych słów,gorączkowo zastanawiała się, jak powstrzymać Joego przed oddaniemkolejnego strzału.- Jeśli go stukniesz i policja cię złapie, resztę życia spędzisz zakratkami.Kary za zabicie gliniarza są bardzo surowe.Nie warto, Joe.Przecież powiedziałam, że z tobą pójdę.- Wstawaj, Cassie, bo przestrzelę cię na wylot.A potem zabiję.-Uśmiechając się, skierował rewolwer na Connora.- Zostaw moje dzieci!Rzuciła się na Joego niczym kobieta opętana; z taką furią, że niemalprzewróciła go na ziemię.Walił ją na oślep, lecz nie potrafił się od niejuwolnić.A potem z dzikim wrzaskiem Connor skoczył mu na plecy izaczął okładać go pięściami.Joe strząsnął chłopca, jakby ten był muchą.- Nauczę cię manier, ty gnoju.- Zanim huknął kolbą w głowędziecka, w oddali rozległo się wycie syren.- Wrócę po ciebie - wycedził.Zaciskając ramię wokół szyi Cassie, wycelował rewolwer w jejskroń.Jedyną drogą ucieczki był las.- Zabiję ją! - krzyknął głośno, tak by niewidzialny wróg go usłyszał.- Jeśli ktokolwiek za nami pójdzie, zabiję ją!Depcząc po kwiatach, ruszył w stronę drzew.Kucnąwszy na ziemi,Emma ścisnęła Devina za rękę.202RS - Obudz się.Proszę, obudz się.Connor przyczołgał się do siostry.Zza domu wybiegł Rafe z jakimśpolicjantem.- Dolin postrzelił szeryfa i zabrał naszą mamę! Rafe kucnąłzatroskany nad bratem.- Na szczęście to tylko draśnięcie.- Wyciągnął z kieszeni chustkę iprzytknął do rany.- Chyba odzyskuje przytomność - dodał cicho iodetchnął z ulgą, kiedy Devin poruszył się.- Connor, leć do domu i dzwońpo karetkę.Szybciutko.- Nie.- mruknął Devin, unosząc powieki i odsuwając rękę zchustką.- Nic mi nie jest.Cassie.- Leż, idioto! On cię postrzelił.Rafe jednak nie zdołał powstrzymać brata.Devin podniósł się izachwiał.Na moment zrobiło mu się ciemno przed oczami.Zakląłsiarczyście.- Dokąd ją zabrał?- Do lasu.- Connor przygryzł wargę.- Groził mamie.Próbowałemgo zatrzymać, ale mi się nie udało.- Zaopiekuj się siostrą - polecił chłopcu Devin, po czym zwrócił siędo swojego zastępcy: - Donnie, po pierwsze, niech paru ludzi patroluje tenteren.Po drugie, zawiadom Jareda, niech wraca do domu.Diabli wiedzą,dokąd Dolin pójdzie.Po trzecie, pilnuj dzieciaków.- Idę z tobą - oznajmił Rafe.- Dobrze.- Devin wyciągnął broń.- Ale pod warunkiem, że draniazostawisz mnie.203RS Kiedy oddalili się od Devina i dzieci, Cassie zaczęła się opierać,usiłując spowolnić Joego.Już nigdy więcej nie będzie milczącą, bezwolnąofiarą.Drapała, gryzła, kopała.- Zapomniałaś, kto jest szefem? Sądziłaś, że możesz mnie wsadzić zakratki i robić, co zechcesz? - Przeklinając pod nosem, Joe wetknąłrewolwer za pasek spodni, żeby mieć dwie wolne ręce.- Zaraz ciprzypomnę, kto rządzi w tej rodzinie.- Znajdą cię.Złapią i zamkną na wiele lat [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum