[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.|Tutaj postanowiła zająć się wszystkim sama.- Wygląda jak z bajki.- Poruszył się niespokojnie, zdziwiony własnymi wrażeniami.Nie przepadał za swoimi bajkami- Wiesz, co mam na myśli.- Tak.Na końcu dróżki stał lśniący niebieski pick-up, ale nigdzienie było śladu samochodu, którym Grace mogłaby przyjechaćdo swego wiejskiego domu, ani też zakurzonego wynajętegosamochodu świadczącego o obecności Bailey.Właśnie pojechały do sklepu, powiedziała sobie MJ.Zarazwrócą.Nie mogła uwierzyć, że odbyli tak daleką podróż, odszukalidom, a nie odnalezli Grace i Bailey.Gdy tylko Jack zatrzymał samochód przy pick-upie, wyskoczyła, chcąc biec w stronę domu.- Poczekaj.- Chwycił ją za ramię i przytrzymał.- Najpierwschowajmy sól ziemi.- Delikatnie rozgiął jej palce, wyjął ka- SCHWYTANA GWIAZDA 169mień.Kiedy już włożył go do kieszeni, wziął ją za rękę.- Mówiłaś, że pick-upa zostawia tutaj.- Tak.Przyjeżdża mercedesem ze składanym dachem, albomałym beemerem.- Twoja przyjaciółka ma trzy bryki?- Grace na ogół ma wszystkiego więcej niż jedną sztukę.Twierdzi, że nie wie, na co będzie miała nastrój w danej chwili.- Są tu jeszcze jakieś drzwi?- Tak, jedne z kuchni, a drugie z boku domu.- Wskazała naprawo, usiłowała nie zwracać uwagi na ciężar gniotący jej piersi.- Prowadzą na małe patio i w las.- Najpierw rozejrzymy się wokół domu.Była tam ogrodowa szopa, w której znajdowały się porządnieułożone narzędzia: kosiarka, grabie i łopaty.Pomiędzy trawnikami umieszczono kamienne płytki, które porastał sprężystymech.I znów kwiaty - kwietniki w rozkwicie i zieleń zarastająca ciemną ścianę, a w tle skała porośnięta bluszczem.Nad jaskrawoczerwonym karmnikiem krążył koliber, którego opalizujące skrzydła tworzyły w powietrzu mglistą różnobarwną plamę.Kiedy się zbliżyli, wystrzelił w niebo jak pocisk,a do ich uszu dobiegł trzepot skrzydeł.Jack nie dostrzegł wybitych okien czy innych śladów włamania, kiedy obeszli tyły domu, przeszli ogród ziołowy pełen zapachu rozmaiynu i mięty.Miedziane dzwonki wisiały cicho przytylnych drzwiach.Nie poruszył się żaden liść.- To okropne.- Potarła gęsią skórkę na ramieniu.- Podkradać się w ten sposób.- Przyczajmy się jeszcze przez chwilę.Przeszli na drugą stronę domu z niewielkim patiem.Stał tamszklany stolik, wyściełana leżanka, kolejne kwiaty w betono- 170 SCHWYTANA GWIAZDAwych kwietnikach i glinianych donicach.Tuż obok domu spostrzegli mały staw z młodymi ozdobnymi trawami.- To coś nowego.- MJ przystanęła, żeby mu się przyjrzeć.- Wtedy go nie było.Ale mówiła o nim.Wygląda na świeżozrobiony.- Powiedziałbym, że twoja przyjaciółka w tym tygodniu była ogrodnikiem.Jak myślisz, jest gdzieś jakaś roślina albo kwiat,który umknął jej uwagi?- Prawdopodobnie nie.- MJ uśmiechnęła się blado i takwrócili do frontowych drzwi.- Chcę wejść do środka, Jack.Muszę tam wejść.- Rzućmy okiem.- Jednym susem przeskoczył schody werandy i sprawdził, czy frontowe drzwi są zamknięte.- Czy onama jakieś schowanko na klucz?- Nie.- Mimo przykrego gorąca gęsia skórka na jej ramionach nie znikała.Tu jest zbyt spokojnie.Stanowczo zbyt spokojnie.- Kiedyś trzymała zapasowy klucz do swego domu nadPotomakiem w doniczce z kwiatami przy drzwiach, ale jej kuzynka Melissa znalazła go i rozgościła się w nim, kiedy Gracewyjechała do Mediolanu.To ją naprawdę wkurzyło.Przykucnął, przyjrzał się zamkom.- Dobre zamki.Aatwiej byłoby stłuc szybę.- Nie stłuczesz żadnej z jej szyb.Westchnął i wyprostował się.- Bałem się, że to powiesz.Dobrze, zadamy sobie trochętrudu.Jack poszedł do samochodu, otworzył bagażnik.W środku było pełno narzędzi, ubrań, książek, starych czasopism, słoików, papierów i wszelkich możliwych szpargałów.Grzebał, dopóki nie znalazł tego, czego szukał. SCHWYTANA GWIAZDA ft 171- Czy jest tu system alarmowy?- Nie.Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.- MJ oglądała uważnie zawartość skórzanego worka.- Co zamierzaszzrobić?- Spróbuję się włamać.To może trochę potrwać, dawno tegonie robiłem.- Zatarł ręce, z ochotą przyjmując wyzwanie.-Może tymczasem obejdziesz dom jeszcze raz.Na wszelki wypadek.Może znajdziesz jakieś nie domknięte okno.- Jeśli zamknęła jedno okno, zamknęła wszystkie.Ale niechci będzie.Ponownie przeszła wokół domu, zatrzymując się przy każdym oknie, szarpiąc, zaglądając do środka przez szyby.Zanimzatoczyła koło, Jack pracował już przy drugim zamku.Zaintrygowana patrzyła, jak umiejętnie go otwiera.Było tuchłodniej niż w mieście, ale i tak gorąco nie do zniesienia.Potprzesiąkał mu przez podkoszulek, lśnił na szyi.- Możesz mnie nauczyć, jak to się robi? - spytała.- Słucham? - Wytarł dłonie o dżinsy, mocniej chwycił swójwytrych.- Zrobione.Zimny prysznic - mruknął.- Zimne piwo.Ucałuję stopy twojej przyjaciółki, jeśli ma jedno i drugie.- Grace nie pija piwa.- MJ już wchodziła do środka, wyprzedzając Jacka.Wnętrze było przytulne, bardzo czyste, ale dom wyglądał na zamieszkany [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum