[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niebył Nickiem LeBeck, wyrzutkiem społecznym.Był kimś, kogo nie rozumiał, kogo jeszcze nieznał, ale kim zawsze chciał być.Grał zapamiętane skądś melodie, nadając im własne interpretacje.Ten sam utwór rozlegałsię w rytmie to bluesa, to boogie - woogie, to jazzu.Kiedy przerwał, wsłuchując się z uśmiechem w przebrzmiałe dzwięki, Zack położył mudłoń na ramieniu i przywołał go na ziemię.- Gdzie się tego nauczyłeś? - spytał zdziwiony.- Nie wiedziałem, że umiesz grać.- Po prostu wygłupiałem się.- Nick wytarł spocone ręce o uda.- No, niezłe to było jak na wygłupianie.- To nic specjalnego - odparł Nick ostrożnie, próbując odgadnąć znaczenie słów Zacka.Zack uśmiechał się od ucha do ucha.- Człowieku! Dla kogoś, kto nie umie zagrać nawet gamy, to było wspaniałe.- W głosieZacka pobrzmiewała duma.- Cudowne.Naprawdę wspaniałe. Nick był wzruszony.Słowa Zacka były równie kłopotliwe co krytyka, której się raczejspodziewał.Obecni w milczeniu wpatrywali się w niego.Czuł, jak powoli się czerwieni.- Po prostu uderzałem w klawisze.- Z talentem.- Spencer z Katią na biodrze zmierzał w kierunku pianina.- Czy kiedykolwiekmyślałeś o nauce?Nick ponuro patrzył na swoje ręce.Siedzieć ze znanym kompozytorem przy stole to jedno,ale rozmawiać z nim o muzyce.- Nie.to znaczy nie naprawdę.Od czasu do czasu przygrywam sobie, i to wszystko.- %7łeby tak grać, trzeba mieć wyczucie i ucho.- Spencer dostrzegł porozumiewawczespojrzenie Rachel, podał jej Katie i usiadł przy Nicku.- Znasz Muddy Watersa?- Trochę.Panu się podoba?- Oczywiście, - Spencer zagrał kilka akordów.- Dołączysz do mnie?- Tak - Nick położył ręce na klawiaturze i uśmiechnął się radośnie.- Niezle - zamruczała Rachel do Zacka.Zack w zamyśleniu obserwował brata.- Nigdy mi o tym nie mówił.Ani słowa.- Ujął dłoń Rachel.- Ale tobie chyba cośpowiedział.- Trochę.Dlatego zaprosiłam go do pianina.Ale nie miałam pojęcia, że jest taki dobry.- A jest, prawda? - Wzruszony, pocałował Rachel we włosy.Nick był zbyt zajęty, żebycokolwiek widzieć, zauważyło to jednak kilka innych osób.- Będę chyba musiał kupić pianino.Rachel oparła głowę na jego ramieniu.- Jesteś domyślny.Zack.Od tego czasu upłynął prawie tydzień.W końcu zdołał zgromadzić pieniądze i kupiłpianino.Z pomocą Rachel przesuwał meble, żeby zrobić dla niego miejsce.- Zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej tam.- Lekko zdyszana patrzyła na ścianę przyoknie.- Już trzy razy zmieniałaś zdanie.Niech stoi tu.- Zack wziął puszkę piwa.- Na dobre i nazłe.- Przecież nie bierzesz ślubu z głupim pianinem.Po prostuje ustawiasz.I naprawdę myślę,że.- Myśl dalej, a obleję cię piwem.A poza tym to nie jest żadne głupie pianino.- Uniósł jejbrodę wskazującym palcem i pocałował w usta.- Facet mnie zapewnił, że za te pieniądze jestnajlepsze na świecie. - Nie zaczynaj.- Objęła go za szyję.- Nick nie potrzebuje fortepianu.- Chciałbym mu kupić coś lepszego.- Kiedy je w końcu przywiozą?- Powinni być dwadzieścia minut temu.- Zaczął niecierpliwie krążyć po pokoju.- A niechto! Tyle miałem kłopotu, żeby pozbyć się Nicka na parę godzin.- Uspokój się - powiedziała wzruszona i rozbawiona.- Z tymi orzeszkami do piwa to niezłypomysł.- Ale się pienił.- Zack z uśmiechem opadł na kanapę.- Dziesięć minut powtarzał mi, że niebędzie się zajmował żadnymi opóznionymi dostawami, bo płacę mu za mycie naczyń.- Chyba ci przebaczy, gdy wróci.- Hej, wy tam! - usłyszeli z dołu głos Rio.- Przywiezli jakieś fajne pianino! Zobaczcie.Rachel z przyjemnością obserwowała Zacka.Przez cały czas, kiedy instrument wnoszono,ustawiano i wreszcie strojono, kręcił się koło niego jak kwoka przy kurczętach.Pózniejprzecierał politurę, otwierał i zamykał wieko.- Naprawdę ładne.- Rio skrzyżował wielkie ręce na piersi.- Fajnie będzie gotować przymuzyce.Dobrze zrobiłeś, stary.Nick teraz będzie kimś.Zobaczysz.- Uśmiechnął się doRachel.- Kiedy przyprowadzisz tu swoją mamę, żebyśmy mogli pogadać o jedzeniu?- Wkrótce - obiecała Rachel.- Przyniesie stary ukraiński przepis.- Dobrze.A ja zdradzę jej sekret mojego sosu barbecue.To musi być wspaniała kobieta.-Rio zmierzał w kierunku drzwi, kiedy na schodach usłyszeli kroki Nicka.- Gdzie się takspieszysz, chłopcze, jakby się paliło?- Cholerne orzeszki! - zawołał ze złością Nick i wpadł do pokoju.- Słuchaj, Zack! Jeślijeszcze raz.- urwał i stanął jak wryty.- Przykro mi, że się tyle nalatałeś.- Zack nerwowo włożył ręce do kieszeni.- Chciałem sięciebie pozbyć, dopóki nie wtargamy tego na górę.No jak?- Co to? Wypożyczyłeś je? - wykrztusił Nick.- Kupiłem.Ponieważ czuł, że ręce same wyciągają mu się do klawiatury, schował je do kieszeni.Rachel westchnęła.Wyglądali jak dwa zabłąkane psy, które nie wiedzą, czy zaprzyjaznić się,czy walczyć.- Nie powinieneś był tego robić.- Pod wpływem napięcia głos Nicka zabrzmiał ostro.- Dlaczego nie? - spytał Zack tym samym tonem.- To moje pieniądze.I pomyślałem sobie, że byłoby miło mieć trochę muzyki w domu.Więc chcesz spróbować czy nie?Nick poczuł, że musi wyjść.Palił go jakiś dziwny ból w środku, piekło gardło.- Zapomniałem o czymś - mruknął i sztywno opuścił pokój.- A to co ma znaczyć? - wybuchnął Zack.Chwycił puszkę z piwem, a potem ją odstawił,żeby nie rzucić jej o ścianę.- Jeżeli ten mały skur.- Uspokój się - powiedziała Rachel.- Ależ się dobraliście! On nie umie powiedziećdziękuję, a ty jesteś zbyt głupi, żeby widzieć, jak bardzo mu się spodobało.Omal się nierozpłakał.- Opowiadasz bzdury.Gdyby mógł, to by mi je rzucił w twarz.- Idiota.Spełniłeś jego marzenie.Chyba po raz pierwszy ktoś go zrozumiał, odgadł, czegonaprawdę chce.Nie umiał sobie z tym poradzić, Zack.Ty też byś nie umiał.- Słuchaj, ja.- urwał i zaklął, bo nagle dojrzał w tym sens.- Co ja mam teraz zrobić?- Nic.- Objęła jego twarz dłońmi i pocałowała go.- Zupełnie nic.Porozmawiam z nim,dobrze?Odwróciła się w kierunku drzwi.- Rachel, potrzebuję cię.- Była zdziwiona, kiedy Zack wziął jej ręce i pocałował.- Chyba ztym też nie umiem sobie poradzić.- Radzisz sobie.- Coś drgnęło w jej sercu.- Chyba nie rozumiesz.Naprawdę cię potrzebuję.- Przecież tu jestem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum