[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czuł, że musi to powiedzieć.- Byłaś ubrana w czerwoną sukienkę, zaksamitu, chociaż wtedy nie wiedziałem, że to aksamit.U góry miała koronkę.- Doug dotknął ręką klatki piersiowej.- Mama zdjęła ci czapeczkę, bo samapróbowałaś ją ściągnąć.Miałaś takie miękkie, delikatne włoski, zupełnie jakpuch, bardzo, bardzo jasne.Właściwie to byłaś prawie łysa.Callie poczuła nagle, że coś jednak ją z nim wiąże, może nie tyle z nim, Nora Roberts 149ile z małym chłopcem, którym wtedy był.Uśmiechnęła się do niego i lekkowstrząsnęła potarganą grzywą włosów.- Potem się zrehabilitowałam.- Tak.- odpowiedział niepewnym uśmiechem, przyglądając się jejwłosom.- Starałem się myśleć tylko o Zwiętym Mikołaju.Strasznie chciało misię siusiu, ale za żadne skarby świata nie zamierzałem opuścić kolejki.Bardzozależało mi na spotkaniu z Mikołajem, tyle że im bliżej podchodziłem, tymdziwniej się czułem.Wszędzie kręciły się duże, szpetne elfy.- Swoją drogą ciekawe, dlaczego dorośli nie rozumieją, że elfy sąprzerażające - zauważyła Callie.- No, właśnie.Wreszcie przyszła moja kolej i mama powiedziała,żebym podszedł i usiadł Zwiętemu Mikołajowi na kolanach.Miała mokreoczy.Nie zdawałem sobie sprawy, że po prostu się wzruszyła, sądziłem, żestało się coś złego i przeraziłem się.Ten Zwięty Mikołaj z centrumhandlowego wyglądał zupełnie inaczej, niż powinien.Był za duży.Kiedy mniepodniósł i ryknął gromkim śmiechem, przeraziłem się.Zacząłem krzyczeć,wyrywać się, w końcu spadłem z jego kolan na ziemię i rozkwasiłem sobienos.Mama chwyciła mnie na ręce, przytuliła i uspokoiła.Wydawało mi się, żeteraz już wszystko będzie dobrze - mama trzymała mnie mocno, przy niej nicmi nie groziło.Wtedy nagle krzyknęła.Spojrzałem w dół i zobaczyłem pustywózek.- Doug pociągnął duży łyk piwa.- Nie pamiętam, co działo się potem, wszystko mi się miesza, ale tamtowspomnienie pozostało bardzo wyrazne.Miał zaledwie trzy lata, pomyślała Callie.Musiał być w głębokim szokui w rezultacie nigdy nie otrząsnął się z poczucia winy.Rozumiała, co czuje,więc postanowiła pomóc mu w sposób, jaki pomógłby jej samej.Napiła siępiwa, wyciągnęła przed siebie nogi.- I co, dalej boisz się grubasów w czerwonych ubraniach? - zapytała.Doug parsknął krótkim, głośnym śmiechem.Mięśnie jego ramionwyraznie się rozluzniły.- O, tak - powiedział.Było już po północy, kiedy Dolan podkradł się na brzeg lasu i spojrzałna działkę, na której jeszcze niedawno planował wybudować osiedle.OsiedleAntietam Creek, pomyślał.Jego podarunek dla lokalnej społeczności.Wygodne, solidne, niedrogie domy.Domy dla młodych rodzin, dlaludzi, którzy chcieli mieszkać z dala od miasta, ale w wygodnych, wręczkomfortowych warunkach.Ciche, malownicze osiedle o dużych walorachestetycznych, w historycznym miejscu, tylko piętnaście minut jazdysamochodem do międzystanowej autostrady. Więzy krwi 150Sporo zapłacił za tę ziemię, tyle, że oprocentowanie kredytu mogłopochłonąć całoroczne zyski, jeżeli firma nie dotrzyma przewidzianych wumowach terminów.Wiedział też, że straci większość kontraktów, jeżeli opóznienieprzekroczy sześćdziesiąt dni.Oznaczało to konieczność zwrotu dwóch dużychzaliczek.Co za niesprawiedliwość, pomyślał.Jakim prawem ludzie, którzy nawettu nie mieszkają, wtrącają się w sprawy jego firmy?! Dlaczego mówią mu, comoże, a czego nie może zrobić z ziemią, która stanowi jego własność?!To przeklęte Towarzystwo Historyczne i Ochrony Przyrody kosztowałogo już więcej czasu i pieniędzy, niż mógł sobie pozwolić.A jednak do tej porystarał się przestrzegać zasad, grał fair.Płacił prawnikom, przemawiał nazebraniach rady miejskiej, udzielał wywiadów.Robił wszystko, co należało.Teraz nadszedł czas, aby to zmienić.Ani on sam, ani nikt inny nie miał pojęcia, czy Lana Campbell razem zeswoimi miłośnikami drzew nie zmontowała całej tej sprawy tylko po to, byzmusić go do sprzedania ziemi za niższą cenę, ze stratą.Wcale niewykluczone, że ci naukowcy, cholerni hipisi, są w zmowie ztą całą Campbell i dlatego robią wielką aferę z kupki kości.Ludzie nie mogą żyć kośćmi, ludzie potrzebują domów i on im jewybuduje.Dolan wpadł na genialny pomysł w czasie, kiedy ten mądrala Graystonebył u niego w biurze i próbował się stawiać.Wielkie znaczenie dla nauki ihistorii, akurat.Ciekawe, co powiedzą dziennikarze, gdy otrzymająinformację, że te wyjątkowo ważne kości należą głównie do jeleni, świń ikrów.Dolan zawsze trzymał w zamrażarce w garażu spory zapas świeżychgnatów dla psów.Teraz z satysfakcją zerknął na torbę, którą przytaszczył tu zzaparkowanego pół kilometra dalej samochodu.Pokaże temu Graystone'owi,kto będzie miał ostatnie słowo w tej sprawie.I oczywiście tej suce Dunbrook.Jak mógłby jej przebaczyć ten numer, który wycięła mu dwa dni temu! Wpadłana teren budowy jak piorun kulisty, sponiewierała go na oczach jego własnychpracowników, nasłała na niego szeryfa.W rezultacie musiał odpowiadać namnóstwo upokarzających pytań, on, główny filar lokalnej społeczności,zupełnie jakby był jakimś durnym nastolatkiem, który zabawia się farbą wsprayu.Nie zamierzał jej tego darować, co to, to nie.Skoro postanowiłaoskarżyć go o wandalizm, to dobrze, w porządku, już on dostarczy jejpowodów.Skoro uznali, że mogą grać z nim nie fair, to niech tam, już onpokaże im, kto jest mistrzem w tej grze.Ludzie wyśmieją tych pieprzonycharcheologów, będą ich tak wytykać palcami, że uciekną z Woodsboro jak Nora Roberts 151niepyszni, a on spokojnie wróci do przerwanej pracy.Ludzie chcą żyć teraz, teraz, a nie w przeszłości, powiedział sobieDolan, ciągnąc torbę po ziemi.Muszą wychowywać dzieci, płacić rachunki,wieszać firanki i pracować w ogródku.A co najważniejsze, muszą mieć dom,miejsce, gdzie da się wygodnie mieszkać.Dzisiaj, teraz.Wcale nie chcą myśleć o tym, jak sześć tysięcy lat temu żył człowiek -małpa.Wszystkie te bajki to zwykłe bzdury, nic więcej.Tymczasem on zatrudnia ludzi, którzy liczą, że dostaną uczciwepieniądze za uczciwą pracę, ci ludzie zaś muszą wyżywić swoje rodziny.Robięto dla naszej społeczności, pomyślał Dolan.Z gęstego mroku wyłonił się zarys stojącej na polu przyczepy.Jeden ztych głupków przebywał w środku, ale światła były pogaszone.Na pewnonaćpał się do nieprzytomności i teraz spał jak niemowlę.- I dobrze.- wymamrotał Dolan, oświetlając miniaturową latarkąwzgórki rozkopanej ziemi.Nie zamierzał się zastanawiać, czy wykopane dziury czymś się różnią,zresztą, kto by się tam w tym rozeznał.Musiał zrobić to, co zaplanował, bobank siedział mu na karku, dodatkowe załogi budowlańców, którym obiecałpracę, mogły lada chwila zacząć się dopytywać, kiedy mają zacząć, a jegowłasna żona dzień i noc zamartwiała się, że za dużo zainwestował w osiedle wAntietam Creek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum