[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ale pożar nie jest głównym problemem.- Zerknął na Marka.- Dowódca stra-żaków powiedział mi, że drzwi frontowe były otwarte, kiedy tuprzyjechali.Chcesz wszystko obejrzeć?Banks skinął potakująco głową.Blackstone spojrzał na Bridgesa.Wypadało zapytać go o pozwolenie, ponieważ znajdowali się na jegoterenie.- W porządku - zgodził się Bridges.- I tak chyba będziemypracowali nad tym wspólnie.Zabiorę chłopaka na komisariat.- Za co mnie aresztujecie? - oponował Mark.- Niczego nie zro-biłem!- A niby dokąd poszedłbyś o tej porze? - rzucił Banks.Mark wzruszył ramionami.Bridges spojrzał na Banksa.- Usiłowanie kradzieży z włamaniem?- Wystarczy na początek.I dopilnujcie, żeby go obejrzał jakiślekarz, dobrze? Porozmawiamy z nim jutro.- Okej - zgodził się Bridges.- Ostrożnie tam na miejscu.Lekarzjuż poszedł, ale fotograf chyba jeszcze nie skończył.Technicy kry-minalistyczni też jeszcze robią oględziny.Ledwie się dało wyciągnąćz łóżka tych leniwych gnojów.- Wygląda to raczej ponuro - uprzedził Blackstone, kiedy razemz Banksem szli po pluszowej wykładzinie korytarzem na tyły domu.Banks przypomniał sobie pogorzelisko na barkach i w przyczepieGardinera.Nie spodziewał się, że za chwilę zobaczy coś gorszego.Ajuż na pewno widok nie mógł być potworniejszy od tego, co zobaczyłwiele lat temu w tamtym wysokim i wąskim szeregowcu.- Z domu do gabinetu prowadzą tylko te jedne drzwi - ciągnąłBlackstone, przekręcając gałkę.- Jest oczywiście osobne wejście zzewnątrz, które prowadzi do małej poczekalni dla pacjentów, wwiększości prywatnych, którzy skłonni są zapłacić ekstra za staro-modny urok.Założę się, że doktor miał także wizyty domowe.Kiedy Blackstone otworzył drzwi gabinetu, oczom Banksa ukazałsię widok, który niewiele miał wspólnego ze staromodnym urokiem. Bez wątpienia przyczyną nie był pożar.Nawet mimo niewielkichśladów ognia i resztek piany rozpylonej, żeby go ugasić, było wy-raznie widać, że ściany oraz podłogę pokrywa krew, i że to krew zciała Patricka Asperna, który leżał na podłodze z rozkrzyżowanymiramionami.%7ładen lekarz nie zdołałby mu pomóc: rozerwany przódjego ciała wyglądał jak lśniący gobelin z mięśni, organów we-wnętrznych, chrząstek i kości.Banks spojrzał na Blackstone'a, który wyglądał raczej nietęgo.- Strzelba? - powiedział.- Prawie z przyłożenia? Z obydwu luf?- Właśnie tak.Garry już ją zabezpieczył i opisał.- Jezu Chryste! - mruknął pod nosem Banks.W takim małym pomieszczeniu siła wystrzału musiała być po-tężna.Nawet teraz czuł zapach prochu zmieszany z odorem spalonejgumy, spirytusu chirurgicznego oraz porozrywanego ciała.Banksmógł sobie tylko wyobrażać ogłuszający huk i fontanny krwi tętniczejoraz oderwane od kości kawałki mięśni, które osuwały się po ścia-nach, zostawiając maziste smugi.Nawet plansza do badania wzrokuspryskana była krwią, podobnie jak strzykawka do iniekcji podskór-nych na podłodze przy krześle.- Kto to zrobił? - zapytał Banks.- Zdaje się, że jego żona - odpowiedział Blackstone.- Ale jeszczenie mówi.- Frances? Gdzie ona jest?- Na komendzie.- Chłopak też znajdował się w tym pomieszczeniu? ZnaczyMark.- Tak.- Co miał do powiedzenia na swoje wytłumaczenie.- Nic.Sam widziałeś.Chyba nie wyszedł jeszcze z szoku.Bę-dziemy musieli chwilę zaczekać, zanim uda nam się cokolwiek zniego wyciągnąć.Banks milczał przez kilka chwil, rozglądając się po gabinecie.Krwawa jatka w dosłownym tych słów znaczeniu.Na podłodze przy krześle lekarza dostrzegł kilka kawałków sznurka.- Co to jest? - zapytał.- Sądzimy, że chłopak był przywiązany do krzesła.- Dlaczego?- Jeszcze nie wiadomo.Ale rozciąć więzy musiała pani Aspern.- A pożar?- Nie zdążył się jeszcze rozprzestrzenić, kiedy chłopak chwyciłza gaśnicę.Sam widzisz.Wskazał na wypalony kawałek dywanu.Zlad po ogniu rozciągałsię aż do schowka na historie choroby pacjentów i śnieżnobiałego,choć osmalonego nakrycia leżanki dla pacjenta.- Kto podpalił?- Wygląda na to, że także żona.Frances Aspern.Zapewne znalazła się u kresu wytrzymałości,pomyślał Banks.Jeśli działo się to, co podejrzewał, a ona o tymwiedziała, mógł się tylko domyślać, jak silne emocje tłumiła przezwszystkie te lata, jak bardzo spaczone i niebezpieczne się one stały.Coś jednak musiało je wyzwolić.Coś pchnęło ją do działania.Możepózniej wyciągną coś od Frances albo od Marka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum