[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chester zerknął w stronę, z której dobiegał głos Cala, i oświadczył z mocą:- Mam nadzieję, że to nie stacja, bo j a nie dam się już więcej złapać.- Ruszył powolinaprzód.- Nie, Chester - powstrzymał go raptownie Will.- Poczekaj jeszcze chwileczkę.Chcęci coś powiedzieć.Chester przystanął i spojrzał na przyjaciela zmęczonymi, podkrążonymi oczami.Willprzesuwał nerwowo w dłoni świetlną kulę.W jej blasku wyraznie widać było emocjemalujące się na osmalonej twarzy chłopca. 62WYJZCIE Z CIENIA- Dobrze wiem, co chcesz powiedzieć - stwierdził Chester.- To nie twoja wina.- Właśnie, że tak! - wybuchnął Will.- To jest moja wina.Nie chciałem wciągnąć cięw to wszystko.Ty masz prawdziwą rodzinę, ale ja.ja nie mam do kogo wrócić.Nie mam nic do stracenia.Chester próbował odpowiedzieć, wyciągnął do przodu dłoń.Will jednak mówiłdalej, coraz mniej składnie, próbując wyartykułować żal i emocje, które kłębiły się wjego głowie od kilku miesięcy:- Nie powinienem był cię w to wciągać.nigdy.Tylko mi pomagałeś.- Posłuchaj.- zaczął Chester, ponieważ chciał uspokoić przyjaciela.- Mój tata naprawi to wszystko, pomoże nam, ale jeśli go nie znajdziemy.Ja.- Will.- Chester próbował ponownie przerwać potok słów kolegi, potem jednaknagle zamilkł, pozwalając mu dokończyć.- Nie wiem, co zrobimy ani co się z nami stanie.Być może już nigdy.Być możezginiemy.- Daj spokój - powiedział cicho Chester, kiedy głos Willa zmienił się w szept.- %7ładenz nas nie wiedział, że sprawy tak się ułożą, a poza tym.- na twarzy Chestera pojawiłsię nieoczekiwanie szeroki uśmiech -.gorzej już chyba być nie może? - Chłopiecklepnął Willa w ramię, nieświadomie uderzając dokładnie w miejsce zmasakrowaneprzez psa Styksów w Wiecznym Mieście.- Dzięki, Chester - jęknął Will, zaciskając mocno zęby, by powstrzymać okrzyk bólu.Przedramieniem wytarł łzy napływające do oczu.- Pospieszcie się! - wrzasnął ponownie Cal.- Znalazłem drogę.Chodzcie!- Co on wyprawia? - spytał Chester.63TUNELE.GABIEJWill próbował pozbierać myśli i wziąć się w garść.- Zawsze to robi, biega gdzieś samopas - odparł, zwracając głowę ku miejscu, wktórym w ciemnościach krył się jego brat, i przewracając wymownie oczami. - Naprawdę? Nie przypomina ci to kogoś? - spytał z przekąsem Chester, unoszącbrwi.Nieco speszony Will skinął głową.- Tak.trochę.- Udało mu się odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech Chestera, choćbyła to ostatnia rzecz, na którą miał w tej chwili ochotę.Przyjaciele dogonili w końcu Cala, który dosłownie trząsł się z podniecenia i paplałcoś o świetle.- Mówiłem wam! Patrzcie tam! - Cal podskakiwał w miejscu z radości, wskazując nawielki przełaz, odchodzący od głównego tunelu.Will zajrzał ostrożnie do wnętrzakorytarza i dojrzał delikatny niebieski blask, migoczący niepewnie, jakby jego zródłoznajdowało się w sporej odległości.- Trzymajcie się mnie! - rozkazał Cal i nie czekając na reakcję Willa ani Chestera, wszalonym tempie popędził w głąb korytarza.Will próbował krzyczeć za nim, lecz Cal ani myślał się zatrzymać.- Za kogo on się uważa?! - żachnął się Chester, spoglądając na Willa, który tylkowzruszył ramionami.Ruszyli śladem chłopca.- Nie mogę uwierzyć, że rozkazuje mijakiś cholerny smarkacz - zrzędził Chester pod nosem.Koledzy zauważyli, że temperatura podniosła się gwałtownie, aż obaj zaczęli ciężkodyszeć.Powietrze było tak suche i palące, że pot znikał z ich skóry niemalnatychmiast po tym, jak się pojawił.- Kurde, jak tu gorąco.Jak w Hiszpanii, albo co.- narzekał Chester, rozpinająckoszulę i drapiąc się po piersiach.64WYJZCIE Z CIENIA- Cóż, jeśli wierzyć geologom, w miarę jak zbliżamy się do jądra Ziemi, temperaturapowinna wzrastać o jeden stopień na każde dwadzieścia metrów w dół - wyjaśniłWill.- I co to oznacza?- Ze do tej pory powinny zostać z nas tylko skwarki.Will i Chester podążali za Calem, zastanawiając się, w jakie kłopoty wpakują się tym razem.Tymczasem światło wciąż przybierało na sile.Wydawało się, że pulsuje,oblewając niebieskim blaskiem poszarpane ściany tunelu, to znów przygasając takbardzo, że wyglądało jak niebieskawa mgiełka ukryta gdzieś w mroku.Koledzy dogonili Cala w momencie, gdy ten dotarł do końca korytarza, i razemwyszli na zewnątrz.Przed nimi otworzyła się ogromna przestrzeń.W samym środku z ziemi wypływał pojedynczy płomień wysokości około dwóchmetrów.Kiedy wpatrywali się w niego, ogień zaczął się nagle rozrastać z głośnymsykiem.Błękitny płomień wydłużył się czterokrotnie, strzelając w górę, aż dosięgałokrągłego otworu w sklepieniu.%7łar bijący od ognia był nie do wytrzymania, tak żechłopcy musieli się cofnąć i zakryć twarze rękami.- Co to jest? - spytał Will.Jednak pozostali chłopcy milczeli.Oczarowani pięknem płomienia, wpatrywali się wniego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum