[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mogę was zapewnić, że nikt się o tym nie dowie, nie będziecie występować oficjalnie, ani teraz, ani w ogóle nigdy.Możecie się oczywiście nie zgodzić i nawet namawiać was nie mam prawa, ale nie będę ukrywał, że bardzo nam zależy.- Mnie pan me musi agitować - przerwałam dość ponuro.- Ja bym się zgodziła dla samej draki, to on protestuje, bo głupi.Nie zdaje sobie sprawy, że w świetle prawa wyglądamy niewyraźnie.Albo się zrehabilitujemy, albo będą nas włóczyć po sądach.Żaden sędzia nie uwierzy, że daliśmy się tak otumanić, i każdy będzie wietrzył to nasze idiotyczne ciągnięcie zysków z nierządu.Tego, chciałam powiedzieć, z przestępstwa.- Przecież napisałem, że oddaję!- Oddajesz, bo się wykryło.Sędzia ci powie, że jakby się nie wykryło, tobyś nie oddał, i możesz się wypchać swoją dobrą wolą!Mąż w mgnieniu oka wykonał sobie koafiurę a la strach na wróble.- Urlop.- zajęczał głucho.Kapitan zamachał uspokajająco obiema rękami.- Po pierwsze to będzie kwestia paru dni, dwóch, trzech.A po drugie ma pani rację tylko częściowo.Co wy sobie wyobrażacie, że my nie wiemy, kogo o co posądzać? Jeszcze raz podkreślam, że możecie się nie zgodzić!- Zgadzamy się - powiedział mąż ponuro.- Trudno, niech to szlag trafi, zrobię z siebie idiotę jeszcze raz.Zdusiłam w sobie prywatne problemy, poprzysięgliśmy wierność MO do grobowej deski, po czym omówiliśmy szczegóły.Kapitan dziwnie mało interesował się naszym honorarium, bez protestu przyjął list do siebie i jeszcze raz ostrzegł, że narażamy się na niebezpieczeństwo.- I niech wam nie przyjdzie przypadkiem do głowy kontaktować się ze sobą - dodał.- Wy się w ogóle nie znacie jako wy!- No, to chyba jasne - mruknął mąż,.- No pewnie - przyświadczyłam z urazą.- Za co nas pan ma, za półgłówków?Kapitan popatrzył jakoś dziwnie, zdławił cisnącą mu się wyraźnie na usta odpowiedź i zakończył wizytę.Zaczęłam odczuwać zdenerwowanie nieco odmienne od dotychczasowego.Pozbycie się osobowości Basieńki otwierało przede mną nowe perspektywy, w których dawały się dostrzec elementy miło emocjonujące i denerwowałabym się nawet z przyjemnością, gdyby nie ta ostatnia kłoda, zwalona na drodze ku czarownym przeżyciom.Na myśl, że czeka mnie pogawędka z pełnym podejrzeń panem Palanowskim i, co gorsza, niewątpliwie wizyta u niego w domu, nie doznawałam przyjemności absolutnie żadnej.Nie mieliśmy nic do roboty.Mąż, zgodnie z umową, zwolnił pomocnika, przyozdobiwszy do końca belę tafty.Prywatny wzór dla niego skończyłam, przez roztargnienie zaczęłam nawet następny, za Basieńkę, i nie chciało mi się go już kontynuować.Poświęcaliśmy czas wysuwaniu rozmaitych przypuszczeń i rozważaniu sytuacji.- Ciekawa jestem, jak zamierzasz to wynieść z tej zbójeckiej jaskini - zauważyłam krytycznie, pomagając mu zapakować gruby rulon.- Nie powiesz przecież Maciejakowi, że odwaliłam dla ciebie prywatną robotę i chyba mu tego nie zostawisz?- Już to przemyślałem.Jak tylko zadzwoni i umówi się ze mną, od razu dzwonię do kumpla, że przyjdzie tam taki brodaty, czarny jełop i przyniesie rysunek.I podrzucę mu po drodze.Nie pozna mnie, nie ma obawy.- Czarny jełop to ty? - upewniłam się.- Jasne, że ja - przyświadczył mąż i nagle zdenerwował się.- Nie żaden ja, tylko Maciejak! Znaczy ja, ale jako on.Ja jestem blondyn!Mignęło mi w głowie, że z tymi blondynami przyjdzie chyba w końcu zwariować i natychmiast uświadomiłam sobie jeszcze jedną zgryzotę.Jeżeli przemieni? się z powrotem w siebie, na spacer pójdzie dzisiaj prawdziwa Basieńka.Efekty mogą być katastrofalne i bezwzględnie należy im zapobiec.- Słuchaj, musimy sobie ustalić jakieś hasło - powiedziałam posępnie, pełna złowieszczych przeczuć.- Po co hasło? - zaniepokoił się mąż.- W razie gdybyśmy musieli znów ich udawać.Może zaistnieć sytuacja, że zaangażują tylko jedno z nas.Możemy nie odróżnić nas od nich.- No i co?- Jak to co, niby jak ty to sobie wyobrażasz, przychodzisz, zamiast mnie siedzi prawdziwa Basieńka, odzywasz się do niej jak do mnie i co? Wszystko się wykrywa! Uważasz, że złożą nam powinszowania?Mąż przeraził się śmiertelnie.- O rany Boga, faktycznie! Utłuką nas bez chwili namysłu! Co za cholerne bagno, co mi do łba strzeliło, żeby się w to wrąbać! Musimy się jakoś zabezpieczyć.Co proponujesz?- No właśnie hasło.Coś naturalnego.- Znaczy co? Wejdę i powiem: "W Grenadzie zaraza, odzew!" Tak?- Głupiś, przecież mówię, że coś naturalnego! Czekaj.Już wiem! Nic nie gadać, tylko bębnić palcami po szybie.Wchodzisz do pokoju, czy tam gdziekolwiek, wątpliwa ja tam siedzę, podchodzisz do okna i bębnisz sobie, wyglądając.O, tak!.Zaprezentowałam czynność, mąż popukał w szybę obok.- Może być - zgodził się.- A ty co? To samo?- Nie.Nie bądźmy monotonni, Zdejmę pantofel i wytrząsnę sobie z niego kamyczek.- Skąd weźmiesz kamyczek?- Zidiociałeś do reszty czy co? Będę udawała, że wytrząsam kamyczek!.Wszystko wskazywało na to, że dłuższe oczekiwanie doprowadzi nas do stanu całkowitego upadku umysłowego.Nie sposób było przewidzieć, co nastąpi i kiedy.Mąż wysunął okropne przypuszczenie, że nasi mocodawcy zmylili pogonie, uciekli już dokądkolwiek przez zieloną granice, wystawili nas rufą do wiatru, nie zgłoszą się w ogóle i zostaniemy tak, przykuci do siebie na resztę życia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum