[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mój Boże, Spen.chyba zabiliMarylin.Tak pan powiedział, ale może miał pan na myśli coś innego.Onchyba zabił Marylin? Chyba zabiłem Marylin? Czy to chciał pan powie-dzieć?- Nie - odparł Sheppard.- Oczywiście, że nie - kontynuował swój wywód Mobius.- Zważywszycharakter i rozległość pańskich obrażeń, możemy niemal z całkowitąpewnością wykluczyć, że zadał je pan sobie sam.Ktoś niezle pana sprał,ktokolwiek to jednak był, pozostawił pana przy życiu.Marylin była dośćwysportowana, prawda? Wspaniale jezdziła na nartach wodnych.Potrafiładać panu, zawodnikowi uniwersyteckiej drużyny futbolowej i gwiezdzieLRT bieżni, porządny wycisk na korcie tenisowym.Może więc to ona pana po-biła albo przynajmniej zadała panu na tyle silny cios, że wpadł pan w furię?To nie jest niemożliwe, prawda?Sheppard słuchał obojętnie.- Wówczas zostaje oczywiście kwestia rozmiaru obrażeń, których pandoznał.Pańskie obrażenia niewątpliwie były bardzo poważne, jeśli wierzyćwynikom oględzin dokonanych przez pańskiego brata.Stephen posłał panado waszego rodzinnego szpitala niemal natychmiast, w niecałą godzinę potym, jak zatelefonował pan do Spena.Zanim jeszcze na miejscu pojawili siędetektywi.Tymczasem koroner Gerber na zdjęciach, które panu wykonał,nie dopatrzył się najmniejszych objawów świadczących o pęknięciu kręgówszyjnych, prawda? Niewykluczone, że pański brat chronił dynastię Shep-pardów, podkładając jakieś stare klisze.Sheppard oczyścił fajkę, po czym wbił wzrok w podłogę.- Ale nie wyprzedzajmy faktów.Spen i Esther pojawili się prawie na-tychmiast.Znalezli pana w gabinecie, przemokniętego, zdezorientowanegooraz nagiego od pasa w górę.Powiedział pan wtedy:  Trzeba coś zrobić zMarylin" - choć przecież wcześniej sprawdzał pan jej puls.Wiedział pan, żejest martwa.Sheppard kiwnął głową, nie podniósł jednak wzroku.- Co się stało z pańską koszulką, doktorze? Czy mam rozumieć, że wszamotaninie ten człowiek albo ci ludzie zerwali ją z pana, żeby zachowaćna pamiątkę? To równie dogodna okoliczność jak pańskie usytuowanie naplaży, nie sądzi pan? Przecież ktokolwiek zatłukł Marylin na śmierć, musiałwręcz ociekać krwią.A jeśli to pan? Czy też może była to koszula, którąkilka dni pózniej znaleziono na terenie przylegającym do pańskiej posesji,rozerwaną od pasa do rękawa i pokrytą brązowymi plamami, których wła-dze nie raczyły zbadać, po prostu je ignorując?- Nie wiem.- To prawda, że nie miał pan na ciele żadnych ran, zadrapań ani innychśladów, a przecież należało oczekiwać, że miałby pan na dłoniach i rękachrany zadane przez broniącą się ofiarę, gdyby to pan zamordował Marylin.Ale znaleziono na panu cudzą krew, dużą okrągłą plamę na kolanie pań-skich spodni, która według pańskich zeznań powstała, kiedy przyklęknąłpan przy łóżku, żeby sprawdzić żonie puls.- Owszem - stwierdził Sheppard.LRT - To paskudztwo na pańskim kolanie pasowało do grupy krwi Marylin,zero Rh minus, co potwierdzałoby pańską wersję.Gdyby to pan był zabójcą,jak udałoby się panu uniknąć innych zabrudzeń? Przecież wszystko w po-mieszczeniu wręcz ociekało krwią, a na ścianie przy jej łóżku znajdował siębiały zarys sylwetki mordercy; biały, ponieważ strugi krwi z jej głowy itwarzy spadły na jego ciało.- Nie miałem na sobie jej krwi, ponieważ jej nie zabiłem - powiedziałSheppard.- Czasem nawet skłaniam się ku temu, żeby panu uwierzyć.Przedewszystkim ze względu na obrażenia, które odniosła, zwłaszcza jeden zła-many ząb, górny siekacz złamany przy korzeniu.Detektywi znalezli go wjej łóżku, podczas gdy pozostałe zostały wgniecione do jej ust.Praw-dopodobnie więc zabójca chciał zatkać dłonią jej usta, gdy ona ugryzła gotak mocno, że wyrywając rękę, wyszarpnął jeden z zębów.Musiała gougryzć do kości.Rana po takim ugryzieniu na pewno krwawiła jak cholera,zgodzi się pan ze mną, doktorze?Sheppard lekko kiwnął głową.- Zastanawiam się także, jakim cudem Stephen dotarł do pańskiegodomu tamtego ranka w niespełna kwadrans po pańskim telefonie, wy-kąpany, ogolony, w garniturze pod krawatem.Jeśli dobrze pamiętam, jedenz detektywów przejechał tę samą trasę o tej samej porze i zajęło mu todwanaście minut.Czy Stephen był pańskim wspólnikiem? Czy zatelefo-nował pan do niego w środku nocy, ogarnięty paniką po tym, jak pan pobiłMarylin na śmierć? Czy razem upozorowaliście włamanie? Wyciągającszuflady w salonie i w gabinecie, nie kradnąc ani jednej wartościowej rze-czy w całym domu? Wysypując zawartość pańskiej torby medycznej i niebiorąc z niej ani jednego lekarstwa? Zostawiając złoty zegarek Marylinspryskany krwią oraz naładowane strzelby w pańskim gabinecie, zresztą tesame, po które mógł pan z łatwością sięgnąć, zanim wybiegł pan za jejzabójcą na plażę? Nie biorąc nawet pańskiego portfela, który ponoć wypadłpodczas pierwszego ataku? Jaki włamywacz odbierze życie, a nie wezmiełupu? Nie sądzi pan, doktorze, że to gra, w której wygrywa tylko jednastrona? Czyż nie dodaje to wiarygodności świadkom, którzy zeznali, żewszystkie światła w pańskim domu były zapalone o drugiej w nocy? Tejstarszej parze, która przypadkiem przejeżdżała obok? A może prawdziwajest inna wersja, bardziej pokrętna i podstępna, metakryminalna, że się takLRT wyrażę? Może ktoś próbował tak zaaranżować sytuację, żeby wyglądało, żeto pan próbował zaaranżować sytuację tak, jakby chciał pan ukryć prze-stępstwo?Sheppard patrzył w zakratowane okno celi Mobiusa.- Tylko dlaczego miałby pan zabijać własną żonę po tym, jak podczasobiadu miesiąc wcześniej uszczęśliwieni ogłosiliście rodzinie, że Marylinjest w ciąży? Czy może doktor Bailey, mąż Donny Bailey, nie mówiłprawdy, zeznając, że kiedy trzeciego lipca pogratulował panu ojcostwa,usłyszał w odpowiedzi: takie są skutki, jeśli się zapomina o antykoncepcji?Może taka właśnie jest odpowiedz na to akurat pytanie?Mobius wziął głęboki oddech [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum