[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Towarzyszyli jej dwaj Murzyni, biegnący truchcikiem w przyzwoitej odległości.Zdążała do domu gubernatora odwiedzić jego żonę,która ostatnio chorowała.U szczytu łagodnego, pokrytego trawązbocza ukazał się nagle wysoki, szczupły mężczyzna, odziany poważnie i z pańska.Człowiek był nieznajomy, a nieznajomi nale­żeli do rzadkości na tej wyspie.Arabelli zdawało się jednak, żejuż go gdzieś widziała.Ściągnęła więc wodze, udając, że podziwia piękny krajobraz.Kącikami ciemnych oczu uważnie obserwowała spotkanego, którytymczasem podszedł bliżej.Pierwsze wrażenie co do jego stroju40okazało się mylne.Kaftan i spodnie nieznajomego uszyte były z grubego samodziału i jeżeli leżały na nim dobrze, było to raczej zasługą wrodzonego wdzięku tego, kto je nosił, niż dobrego kroju ubrania.Nogi tkwiły w grubych szorstkich, bawełnianychpończochach, a stary filcowy kapelusz, zdjęty przed nią z szacun-kiem, nie był ozdobiony wstęgą ni piórem.To, co z odległościwydawało się peruką, z bliska okazało się pięknie trefionymi:włosami.Twarz przechodnia była ogorzała, gładko ogolona, posępna,a niebieskie oczy miały wyraz powagi.Mężczyzna byłby ją minął, ale go zatrzymała.— Wydaje mi się, że znam cię już, panie — rzekła.Głos jej był ostry, chłopięcy, chłopięcym również był jej sposóbbycia.jeśli można tak określić zachowanie się wytwornej damy.Wynikało to może z prostoty i bezpośredniości, gardzących kobiecymi sztuczkami, i sprawiało, że była na przyjaznej stopie z całym światem.Tym cechom może należało przypisać, że panna Arabella w dwudziestym piątym roku życia nie miała animęża, ani konkurenta.Traktowała wszystkich mężczyzn z siostrzaną szczerością, co trzymało ich z dala i bynajmniej nie ułatwiało zbliżenia.Towarzyszący jej Murzyni zatrzymali się w pewnej odległościza nią i przykucnęli w niskiej trawie, czekając, aż ich pani spodoba się ruszyć dalej.Nieznajomy zatrzymał się na dźwięk tych słów.— Powinnaś pani znać swoją własność — odparł.— Moją własność?— W każdym razie własność twego stryja.Pozwoli pani, żesię przedstawię.Na imię mi Piotr Blood i wart jestem równodziesięć funtów.Wiem o tym, gdyż taką właśnie sumę zapłaciłza mnie stryj pani.Nie każdy ma okazję poznać tak dokładnieswą prawdziwą wartość.Teraz dopiero przypomniała go sobie.Nie widzieli się od owegodnia na nabrzeżu, przed miesiącem, i nic dziwnego, iż nie pozna­ła go od razu mimo zainteresowania, jakie w niej wtedy wzbudził,gdyż zmienił się bardzo i nie wyglądał już na niewolnika.— Mój Boże! — zawołała.— I pan się potrafi śmiać?41— To rzeczywiście osiągnięcie — przyznał.— Zresztą powodziło mi się nie najgorzej.— Słyszałam o tym — odparła.Rzeczywiście opowiadano, że ten uwięziony buntownik okazałsię lekarzem.Sprawa doszła do uszu gubernatora Steeda, którystraszliwie cierpiał na podagrę, więc wypożyczył go od właściciela.Czy to dzięki swej wiedzy, czy też przypadkiem Blood umiał przynieść ulgę gubernatorowi, czego nie potrafili dokonaćdwaj praktykujący w Bridgetown lekarze.Potem zażądała jegopomocy cierpiąca na migrenę małżonka gubernatora.Wprawdziedolegliwości jej spowodowane były jedynie kaprysami i nudądręczącą damę o światowych aspiracjach w takim zapadłym kąciejak Barbados, lecz Blood przepisał pacjentce skuteczne lekarstwo.Wtedy sława jego rozniosła się po całym Bridgetown, a pułkownik Bishop przekonał się, że nowy niewolnik przynosi mu.więcej dochodów jako lekarz niż jako robotnik na plantacji.— Pani to zawdzięczam moje obecne położenie, stosunkowoznośne, chciałbym też skorzystać ze sposobności i złożyć me podziękowania.Więcej wdzięczności wyrażały słowa niż ton, jakim zostały wypowiedziane.Patrząc na niego z przenikliwą, wprawiającą w zakłopotanie szczerością, Arabella Bishop zastanawiała się, czy Blood z niej nie szydzi.Mężczyzna, jakby zgadując jej myśli,powiedział:— Gdyby mnie kupił jakikolwiek inny plantator, umiejętnościmoje nie zajaśniałyby w całym blasku i w tej chwili karczowałbym i orał jak moi nieszczęśni towarzysze.— Czemuż mnie za to dziękujesz? Kupił, pana przecież mójstryj.— Nie byłby uczynił tego, gdybyś go pani nie namówiła.Wzbudziłem pani zainteresowanie i miałem o to żal.— Żal do mnie? — W chłopięcym głosie brzmiało wyzwanie.— Doświadczyłem już wiele w życiu, lecz pierwszy raz sprzedawano mnie i kupowano, i dlatego nie byłem życzliwie usposobiony do mego nabywcy.— Jeżeli namawiałam stryja, żeby pana kupił, zrobiłam to powodowana współczuciem.42Mówiła surowo, jakby chcąc skarcić jego szyderstwo i impertynencję.Po chwili pośpieszyła z dalszym wyjaśnieniem:— Mój stryj zapewne wydał się panu twardym człowiekiemi niewątpliwie jest nim.Wszyscy plantatorzy są tacy.To rezultatżycia, jakie prowadzą.Lecz inni są jeszcze gorsi.Na przykładtaki Grabston ze Speightstown.Czekał na nabrzeżu, aż mój stryjwybierze niewolników, i gdybyś wpadł w jego ręce.Strasznyczłowiek.Dlatego.Blood był trochę zdziwiony.— To zainteresowanie nieznajomym.— zaczął.Zrezygnowałjednak z tego, co zamierzał powiedzieć.— Byli tam przecież inni,bardziej godni litości.— Lecz pan wyglądałeś inaczej niż tamci.— Jestem też inny — odparł.— Oh! — Spojrzała na niego ściągając nieco wodzę.— Ma pano sobie dobre wyobrażenie.— Przeciwnie.Wszyscy inni są buntownikami i zasługują naszacunek.Ja nim nie jestem.Oto cała różnica.Ja jeden niewidziałem, że z Anglii należy wymieść brudy.Zadowalałemsię wykonywaniem praktyki lekarskiej w Bridgewater, podczasgdy lepsi ode mnie przelewali krew, aby przepędzić z krajupodłego tyrana i jego łotrowską szajkę.Przerwała mu.— Zdaje się, że głosisz zdradę.— Mam nadzieję, iż wyrażam się dość jasno — rzekł.— Otrzymałbyś chłostę, gdyby cię w tej chwili usłyszano.— Gubernator nigdy by na to nie pozwolił.Cierpi na podagręa jego żona na migrenę.— Jesteś tego pewien? — Głos damy zabrzmiał szczerą pogardą.— Nie miałaś pani z pewnością nigdy podagry, a może naweti migreny — powiedział.Uczyniła nieznaczny gest zniecierpliwienia i odwróciła się nachwilę, patrząc na morze.Nagle spojrzała nań znowu, chmurzącbrwi.— Jeżeli nie jesteś buntownikiem, jak się tu znalazłeś?Zrozumiał jej intencję i uśmiechnął się.43— To naprawdę długa historia — odparł.— Może wolałbyś jej nie opowiadać?W odpowiedzi streścił jej dzieje swego uwięzienia i zesłania [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum