[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zmuszony więc był słuchać głupawej, prowadzonej półżartem rozmowy tych dwojga.Spostrzegł, że Solveig także nie jest nią zachwycona, wymienili więc znaczące spojrzenia. Ale to prostackie , co do tego byli zgodni, choć przecież nie zamienili ani słowa.Widać było wyraznie, że zainteresowanie Terjego pochlebia Inger-Lise.Ale też i był onnieprzeciętnie przystojnym mężczyzną.Prawdziwy samiec, pomyślał Eskil, i nie jemupierwszemu przyszły te słowa do głowy.Ale jak może tak sobie żartować z dziewczętami, jeśli prawdą jest to, co mówi Solveig? Jeślipozbawiony jest męskiej siły i nie ma ochoty na kobiety? Bo czy niektórzy z potomkówpierwszego Jolina nie cierpieli na tę przypadłość? Nie było to przekleństwo jak u Ludzi Lodu,lecz jedynie dziedzictwo, charakterystyczna cecha rodu.Rozmyślając nad tym poczuł nagle, jak krew uderza mu do głowy.Powoli, bardzo powoliwracała mu przytomność umysłu.To, o czym majaczył, kiedy męczyła go gorączka, wmalignie mamrotał:  Tak, oczywiście, tak właśnie musi być! Teraz jednak także nie potrafiłznalezć wyjaśnienia.Plątały mu się fragmenty zdań, urywki wypowiedzi, ale nie zdążyłuchwycić ich na czas.Jabłka.Jolin Jolinsonn.Osłona przed wiatrem i ulewą.Terje i Solveig twierdzili, że towłaśnie powtarzał.Ogarniało go coraz większe zniecierpliwienie.Przeszkadzały mu pogaduszki, już chciałprosić, by umilkli, ponieważ on o czymś myśli.Nagle rozległo się wołanie małego Jolina.Solveig natychmiast wstała.Dziewczęta popatrzyły na nią zaciekawione, a ona posłałaEskilowi spojrzenie błagające o pomoc.Zrozumiał ją od razu.- Czy będę mógł dostąpić zaszczytu i odprowadzić was do domu, dziewczęta? - zapytałdwornie.Panny zaniosły się chichotem, a Terje został sam przy kuchennym stole.Wydawał się zasmucony.Idąc w dół, do wioski, Eskil myślał: Muszę w jakiś sposób umówić się na spotkanie z Inger-Lise.Ale jak to zrobić?86 Nie pojmował, dlaczego to dla niego takie ważne, bo w gruncie rzeczy dziewczyna gonudziła.Sam nie rozumiał motywów swojego postępowania, choć tak naprawdę były onejasne jak słońce!Nie udało mu się porozmawiać z nią sam na sam, Mari przyczepiła się do nich jak rzep.Rozstali się więc z nieśmiałą obietnicą, że  niedługo się zobaczymy, prawda?Znów szedł pod górę.Ta wioska składała się z samych wzniesień.Szybko zorientował się,jak bardzo pogorszyła się jego kondycja po długiej chorobie.Ile czasu właściwie trwała? Zapomniał się o to wypytać.Terje powiedział, że wiele dni.Możepowinien dopłacić za pokój? Terje nie należał do ludzi, którzy pozwalają mieszkać u siebieza darmo.Jego spojrzenie niepewnie powędrowało ku Jolinsborg.Coś musiało mu tam przyjść dogłowy, jakiś pomysł na to, gdzie mógł zostać ukryty skarb.I skarb został ukryty na zawsze w twierdzy pierwszego Jolina.Brzmiało to jakoś podobnie, nie pamiętał słowo w słowo. Jabłka. Oznaczało to, rzecz jasna, że rozwikłanie tajemnicy tkwiło w tekście znajdującymsię pod jabłkami.Co jeszcze powtarzał, kiedy leżał w gorączce i dręczyły go majaki?  Jolin Jolinsonn ? No,ale przecież.Tak, właśnie tak! Nareszcie! Oczywiście, że tak właśnie musiało być!Przyspieszył kroku.Pan Jolin zbudował dom w miejscu osłoniętym przed wichrem i ulewą.Ach, oczywiście, że tak zrobił! Był udręczony reumatyzmem, zaznał wreszcie spokoju.Inni poszukiwacze skarbu też to odkryli, był o tym przekonany.Ale musiało być coś jeszcze!Tekstu w miejscach, gdzie zapisane arkusze zachodziły na siebie, Eskil nie czytał, uznałbowiem, że to nieistotne fragmenty, bez znaczenia dla Jolinsborg.Będzie więc musiał wrócić do upiornego domu.Ale nie sam! Nigdy, nigdy więcej nie pójdzie tam w pojedynkę.Jak najprędzej chciał znalezć się z powrotem w zagrodzie Terjego.Obiecał przecież, żepowie o wszystkim, gdy tylko wpadnie na jakiś trop.A tak właśnie się stało.Zanim jednak dotarł do drzwi, zorientował się, że w domu coś się wydarzyło.Dobiegły gonieprzyjazne głosy.87 Eskil zawahał się, nie chciał wtrącać się w rodzinną awanturę.Usłyszał jednak płacz małegoJolina i wbiegł do środka.Terje wrzeszczał, przekrzykując płacz dziecka i przerażone okrzykiSolveig.- Dzieciak był cicho przez ostatnie dni - ryczał Terje.- Masz tego więcej! Mówię ci podobroci, oddaj mi wszystko! Oddaj mi, zanim zostanie tak mało, że nie wystarczy.- Nie zostało mi już ani trochę, przysięgam! - płakała Solveig.- Puść mnie, to boli!- I ma boleć! Oszukaliście mnie, ty i ten młody łobuz Eskil! Oddaj mi teraz ten lek, żebymmógł uciszyć dzieciaka na zawsze! Przedłużasz tylko jego udręki, czy tego nie rozumiesz?- Gdybym tylko mogła zawiezć go do doktora! - łkała Solveig.- Ale ty zabrałeś mi pieniądze!Rozbudowałeś za nie Jolinsborg!- I co w tym złego? Dom i tak jest wasz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

icy;cz;1;na.php">Kraszewski Józef Ignacy Męczennicy cz 1 Na wysokoÂściach Naiwny Celestyn Lista plikw exe do pobrania, pobierz, download
Lista plikw doc do pobrania, pobierz, download
Lista plikw pdf do pobrania, pobierz, download
Czy grozi nam debilizacja RPG?
asus a6b00u
MRx