[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Krasnolud nie mógł oczywiście dać dokładnych wskazówekGuenhwyvar i nie męczył się zbytnio Pwentem, wiedząc, że gdy tylko rozpocznie sięwalka, szałojownik zacznie się zachowywać w swój dziki, niezdyscyplinowany sposób.Catti-brie i Wulfgar również zdawali sobie sprawę z roli Pwenta i nie skarżyli się,rozumiejąc, że przeciwko tak wyszkolonym i precyzyjnym przeciwnikom jak elfydrowy, mały chaos nie będzie złą rzeczą.Wciąż utrzymywali płonącą pochodnię, a nawet zapalili drugą, i ruszyli ostrożniedo przodu, chcąc przeprowadzić walkę na swoich własnych warunkach.Kiedy światło pochodni dotarło do groty, przemknęła czarna sylwetka, wpadającz pełną prędkością w ciemność.Guenhwyvar rzuciła się na prawo, następnie popędziław stronę środka pomieszczenia i znów skierowała w prawo, do ściany.Skądś z przodu dobiegły odgłosy zwalnianych kusz, po nich zaś zgrzyty bełtówuderzających w kamienie, zawsze jeden krok za uchylającą się, skaczącą panterą.Guenhwyvar znów skręciła w ostatniej chwili, skoczyła i odwróciła w poprzek,wbiegając kilka kroków po pionowej ścianie, zanim musiała wrócić na podłogę.Celkocicy, wysoka półka na ścianie po prawej, znajdował się teraz w polu widzenia,i Guenhwyvar biegła, pędząc do niego bez wytchnienia.U podstawy, kiedy pantera była w pełnym biegu i najwyrazniej zmierzała do kolizjiczołowej, nagle zmieniła kierunek, niemal prostopadle, i skoczyła, wydając się lecieć,by pokonać siedmiometrową odległość do półki.Trzy mroczne elfy na górze nie mogły spodziewać się tego niezwykłego manewru.Dwóch strzeliło z kusz w stronę Guenhwyvar i rzuciło się z powrotem do tunelu,trzeci zaś, mający nieszczęście znajdować się na drodze skaczącej pantery, zdołałjedynie rozłożyć ręce, gdy pantera na niego wpadła.Do pomieszczenia wpadły pochodnie, oświetlając teren bitwy, po nich zaśBruenor, mający z prawej strony Wulfgara, z lewej zaś Thibbledorfa Pwenta.Catti-briecicho przemknęła się za nimi, rzucając się na bok, zasadniczo w tym samym kierunku,PDF stworzony przez wersję demonstracyjną pdfFactory www.pdffactory.pl/ który obrała Guenhwyvar, z gotowym do strzału łukiem w ręku.Znów brzęknęły kusze niewidocznych mrocznych elfów i wszyscy towarzyszezostali trafieni.Wulfgar poczuł, jak jad wlewa mu się w nogę, odczuwał jednakrównież pieczenie w ranie, gdy potężny napitek Pwenta przeciwdziałał jego działaniu.Na jedną z pochodni spadł czar ciemności, zasłaniając jej światło, jednak Wulfgar byłna to gotowy, zapalił trzecią i cisnął ją daleko w bok.Pwent zauważył wrogiego drowa w tunelu na prawo i ruszył w tamtą stronę, jakmożna się było spodziewać, rycząc przy każdym zamaszystym kroku.Bruenor i Wulfgar zwolnili, jednak dalej parli swym kursem przez grotę, w stronęnajwiększych otworów tuneli.Barbarzyńca dostrzegł błysk oczu drowa na drugiejpółce, nad tunelami.Zatrzymał się, obrócił i cisnął młotem bojowym, wydając okrzykdo swego boga.Aegis-fang poleciał nisko, roztrzaskując krawędz półki i posyłająckamienie na wszystkie strony.Jeden mroczny elf odskoczył na inny fragment długiejpółki, inny spadł w dół, ze strzaskaną nogą, i ledwo chwycił się kamienia spadającw dół ściany.Wulfgar nie podążył za rzutem.Znów został ugodzony żądlącym pociskiemi rzucił się w bok, do pozostałego tunelu, wzdłuż prawej ściany, gdzie przykucnęłapara mrocznych elfów.Pragnąc włączyć się do walki, Bruenor skręcił za barbarzyńcą.Przedzakończeniem obrotu krasnolud spojrzał jednak za siebie i zobaczył, jak z tunelubezpośrednio przed nim wychodzi ośmionogi potwór, drider, za nim zaś poruszają sięinne ciemne sylwetki.Wydawszy z siebie okrzyk zadowolenia i nie zastanawiając się teraz, gdy wrazz przyjaciółmi poświęcił się walce, nad przewagą liczebną przeciwników, krasnoludwrócił z powrotem na początkowy kurs, zdecydowany stawić czoła wrogom,niezależnie jak wielu mogło ich być.* * *Catti-brie potrzebowała całej dyscypliny, na jaką mogła się zdobyć, bypowstrzymać się przed pierwszym strzałem.Nie miała zbyt dobrego kąta dla tych,których ścigał Pwent, lub też tych na półce, gdzie zniknęła Guenhwyvar, nie uważałazaś za sensowne przebijać rannego drowa wiszącego bezradnie pod roztrzaskaną półką przynajmniej jeszcze nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum