[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W tych sprawach należę do osób, które śmieją sięnie w porę i są poważne w nieodpowiednim momencie.Nieraz widywałem Bilda-da w działaniu podczas kolacji czy na przyjęciu, osaczającego upatrzoną sztukę;z nieznośną dezynwolturą przechodzącego od astrologii do problemów ekologii,od magii do gastronomii, od sprośnej aluzji do mistyki albo jakiejkolwiek lite-ratury, opowiadającego o swych najbanalniej w świecie zorganizowanych przezagencję turystyczną podróżach ze swadą odkrywcy nieznanych lądów, fascynują-28 cego, w sposób naturalny budzącego ciekawość bez szczypty niepokoju  zawszenieodparcie pospolitego.Aby rezultat spełnił oczekiwania, konieczne jest też zwykle łatwo dostępne  ubóstwo umysłowe wybranki, skłonnej mylić nudę z in-telektualnym niepokojem, osoby pragnącej, by ją fascynowano, nie wprawiającprzy tym w zdumienie, osoby nie mającej wątpliwości o co chodzi, lecz pragną-cej opakowania zdobnego w sentencje Lao-Tse, by zawinąć w nie oczekiwanąprezerwatywę.Jestem równie niezdolny do tej werbalnej nagonki, jak do śpie-wania w operze: po kilku minutach wybucham śmiechem albo jawnie zaczynamdrwić z oszołomionej partnerki.Czego czynić nie należy, jeżeli się chce, by zwie-rzyna truchtem pobiegła do pułapki.Pragnę czegoś innego: nie chcę fascynować,chcę być fascynowany, chcę się otworzyć, obnażyć, oddać.Chcę by mnie porwa-no, sam porywać nienawidzę (lub też wiem, że nie jestem do tego zdolny); je-stem ofiarą, która wydaje się w ręce kata, ofiarą, która oczekuje w rozwibrowanejciemności na grad pocałunków i burzę jęków, mających zniweczyć moją samot-ność i unieść mnie gdzieś daleko, jak to się zdarza we śnie.Jest to oczywiściepostawa typowa dla człowieka, któremu  życie rodzinne jest całkowicie obce.Nie tego oczekuje się od ojca rodziny, namiętnego kochanka, obiecującego narze-czonego czy pewnego, oddanego  towarzysza życia.Lubię to, co niezasłużone.Nigdy nie odmawiam kobiecie, jeśli to ona odważa się mnie zdobywać.Nigdy teżnie zbieram kuponów, by z czasem zasłużyć na obiecany sprzęt gospodarstwa do-mowego.To, czego się boję, to, na co czekam, czego potrzebuję, dla czego żyję,co całym sobą przyzywam, mogę codziennie otrzymywać od innej kobiety lub teżnieodmiennie od tej samej.Nie jest w mojej mocy planować cokolwiek lub cze-mukolwiek się opierać, dlatego wiara w moje obietnice jest lekkomyślnością.W miłości nie ma nic trwałego, gdyż wszystko co jej dotyczy, odbywa się pozaczasem. Jak sobie z nimi radzisz, powiedz? Trzeba przyznać, że ze mną nie szłoci nadzwyczajnie.Może one lepiej znoszą te świńskie sztuczki, którymi lubiszsię zabawiać.Ale przecież muszą cię widzieć, biedaczki, bardzo im współczuję.Wiesz co? Kiedy sobie ciebie przypominam nago, cieszę się, że mnie opuściłeś.To wielka ulga, ba, przyjemność.O innych rodzajach przyjemności opowiem ciinnym razem.Tak, kiedy chcę sobie poprawić humor, przypominam sobie twójwygląd.Nie mam pojęcia, jak ci się udało być jednocześnie chudym i grubym.Jesteś najbardziej koślawym okazem braku umiaru, jaki znam.Brzuch masz ob-wisły jak proboszcz, chude ręce, ramiona paralityka, włosy na pół głowy, plamyjak brudna piana szarej sierści w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.Jesteśtak samo zezowaty jak dawniej.O tym nędznym przyrządziku, który masz mię-dzy nogami, nie wspomnę.I jeszcze te wszystkie tiki, kurcze i skręty, kiedy ci siętrafi erekcja, te skoki epileptyka.Ani zdzbła czegoś atrakcyjnego, iskry wdzięku,dla dodania całości jakiegoś malowniczego rysu.Jesteś kwintesencją brzydoty,mistrzowskim bublem.29 To straszne być nienawidzonym przez kogoś, kto zna nasze ciało! Nie ma zmi-łowania dla człowieka oglądanego bezlitosnym okiem w swej cielesności.Dlate-go każdy z nas może się stać największym wrogiem samego siebie, jak to sięprzytrafiło Ryszardowi III Szekspira.Albo mnie.Zawsze pozostawałem w nie-zgodzie z moim ciałem, a jego niedoskonałość, którą z wnikliwością zrodzonąz nienawiści opisała moja żona, była raczej rezultatem mojego wrogiego doń sto-sunku, niż jego przyczyną.Zamieniłem się w to, czego zawsze się obawiałem.%7ładen zakątek, żadna płaszczyzna mego ciała nie wzbudza we mnie sympatii,buntuję się przeciw niemu, nie wiem, co takiego uczyniłem, by na nie zasłużyć(ale czy nie powiedziałem, że lubię to, co niezasłużone?).Mam do mego ciałastosunek raczej oschły: podejmowane nieraz próby wykrzesania doń iskry sym-patii zwykle kończyły się niepowodzeniem.Ozdoby go nie upiększają, zdrowienie nadaje zwierzęcej witalności, choroba nie czyni interesującym.To nieuleczal-ne, wiem o tym od dawna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

") ?>