[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Znalezliście dom Ebera? - zapytał z niedowierzaniem.Wszyscyczterej skinęli głowami.- Chyba nie dał wam mojego fletu?!- Ależ dał! - zawołał z uciechą w głosie Fynnol. Pokaż mu, Cynddl!Fael sięgnął za pazuchę i wyjął drewniane pudełko, wygładzone przezdotykające go przez wieki palce.Alaan miał taką minę, jakby chciałrzucić się na zbieracza opowieści, lecz Baore zrobił krok w jego stronę ispojrzał mu w oczy.Alaan nie ruszył się z miejsca.- Wiemy o twoim flecie i nagarach - rzekł Fynnol.- Jeśli chcesz dostaćgo z powrotem, przynieś nasze srebro.Tam pomyślał, że po raz pierwszy, od kiedy go poznali, Alaan miałniepewną minę.- Trzymajcie go w bezpiecznym miejscu - powiedział - i cokolwiek sięstanie, nie pozwólcie, żeby wpadł w ręce Hafydda! Oddam wam waszesrebro, nie obawiajcie się.Alaan wstał i bezszelestnie zniknął w ciemnym lesie.Przez długąchwilę nikt się nie odzywał, aż w końcu Fynnol rzekł:- A więc do tego prowadziła nasza podróż z doliny? Do morderstwa?- Dolina jest daleko stąd - powiedział Baore.- O wiele dni podróżydziwną rzeką.Zostaliśmy wplątani w wojnę innych ludzi.Musimy robićto co konieczne, żeby przetrwać.Powiedziawszy to, wyjął z sakwy osełkę i zaczął ostrzyć broń.** *Tam zbudził się, słysząc jakieś szepty, i zobaczył, że księżyc wzeszedłza warstwą chmur.- Tamie? - zobaczył stojącego kilka kroków dalej Cynddla.-Tak?- Baore gdzieś poszedł.Tam natychmiast wstał i wciągnął buty.Wyjął miecz z pochwy irazem z Faelem poszedł nad wodę.Księżyc wyjrzał przez otwór wchmurach i spowił rzekę bladym blaskiem. - Aódz jest na swoim miejscu - mruknął Cynddl.- Pewnie poszedłkawałek brzegiem.- Tędy - orzekł Tam i ruszyli wzdłuż wąskiej plaży.Cynddl szedłpierwszy.Nie uszli pięćdziesięciu kroków, gdy zbieracz opowieści przystanął.Patrząc mu przez ramię, Tam ujrzał półnagiego Baore'a, klęczącego naskale.Przed nim w wodzie stała zjawa, popielatoszara i widmowa.Wyciągała do niego ręce, a Baore niechętnie wyciągnął do niej swoje.- Baore! - krzyknął Tam, nie zastanawiając się ani chwili.Zjawabłyskawicznie obróciła się do nich, ukazując zęby i sycząc.Potemzniknęła, a woda zamknęła się nad nią, gładka jak lustro.Baore przez moment nie ruszał się z miejsca.Cynddl i Tam wspięli sięna wysoki brzeg i dotarli do towarzysza, czujnie obserwując przy tymrzekę.Tam zauważył, że Cynddl z wyraznym niepokojem spogląda nawodę.Baore wciąż klęczał, wpatrując się w blask księżyca, tańczący napowierzchni.- Baore? - zawołał cicho Tam.Olbrzym kiwnął głową, z widocznym wysiłkiem.Potem otrząsnął się ipróbował wstać, ale stracił równowagę.Tam i Cynddl podtrzymali go.- Widzieliście nagara? - wychrypiał Baore.- Stał w wodzie przed tobą - odparł Tam, starając się nie okazywaćlęku.Baore skinął głową.- To wszystko wydaje się snem.- Baore, powiedz mi, że nie zawarłeś paktu z nagarem - rzekł Cynddl.Olbrzym spojrzał na zbieracza opowieści, w końcu zdoławszy wziąćsię w garść.Chudy, zagubiony i ponury, wcale nie przypomina tegomłodzieńca, który opuścił dolinę, pomyślał Tam.- Nie zawarłem, ale to ona przywróciła mnie do życia.Mam wobecniej dług, chociaż nie zaciągnąłem go świadomie.Teraz prosi mnie tylkoo drobną przysługę.- Jakąż to? - zapytał Tam, drętwiejąc na samą myśl.Baore potrząsnąłgłową.- Nie mieszaj się do spraw nagarów.Mówię to z całą powagą. Przecisnął się obok nich i ruszył z powrotem do obozu.Tam zCynddlem stali i patrzyli, jak odchodzi: wielka, czarna sylwetkabezszelestnie przemykająca po brzegu rzeki.Jak nocne zwierzę, pomyślałTam, ciche i tajemnicze.56Podczas turnieju Westbrook co wieczór po zawodach odbywały sięjakieś imprezy.Niektóre z nich miały oficjalny charakter, ule większośćnie.Do tych ostatnich należały tańce na trawie i występy minstreli wgospodach, na placu, łodziach i pod drzewami.Lordowie zapraszali goścido swoich namiotów, na kolacje z muzyką i tańcami.Wznoszono toastyza zdrowie bohaterów, którzy otrzymywali uśmiechy młodych kobiet, apokonani starali się pogodzić z porażką i przyjąć ją z godnością - coczęsto wymagało większej odwagi niż stawanie w szranki.Poprzedniego wieczoru odbyło się uroczyste zakończenie konkursu wsali Gildii, gdzie minstrele występowali przed lordem Carralem Willsem ijego doradcami.Teraz przyszła pora, by zebrani minstrele mogli ocenićumiejętności wczorajszego sędziego.- Ja również muszę wystąpić.Sprawiedliwość wymaga, aby i oni mieliszansę ocenić mnie - powiedział lord Carral do księcia Michaela.Książę znalazł lorda Carrala czekającego w bocznej salce, w którejGildia prowadziła swoje interesy.Pochylał się nad faelską lutnią, grającwprawki, by rozluznić palce.- Lordzie Carralu - powiedział książę.- Ach, książę Michael! - twarz Carrala rozpromieniła się w niecowymuszonym uśmiechu.- Jeszcze nie masz dość minstreli, jak na jedendzień?- Nie wtedy, kiedy tym minstrelem jesteś ty, panie.Jednakprzyszedłem z innego powodu.Muszę z tobą porozmawiać, a przez całydzień nie miałem na to ani chwili czasu.Twarz Carrala znowu przybrała obojętny wyraz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum