[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jest bystry.Przeszedł przez piekło i powrócił.A to? Tojest nic. Co ze Szronem?  spytała Kat i potrząsnęła mną.Jej drobna postać nie mogłazapanować nad emocjami, które nią targały. Jego też nie widziałam  byłam zmuszona wyznać, ale jeśli znałam chłopców, a znałam,to mogłam się założyć, że daliby wszystko za wiadomości o swoich dziewczynach.Nie odeszlibydaleko. Nie martwcie się.Znajdziemy ich. Razem  oświadczyła stanowczo. Nie próbuj odesłać mnie do domu.Nie pójdę.Niepójdę! Zadzwoniłam już do taty i powiedziałam, że kilka następnych tygodni spędzę z Reeve.Może nawet więcej.Coś wspaniałego na temat jej ojca: pozwalał jej robić, co dusza zapragnie. Jeśli wy, zabójcy, jesteście w niebezpieczeństwie, to i ja jestem  ciągnęła. Nie chcęwplątywać w to ojca.Poza tym, jeśli tu zostanę, mogę odwołać dializy w szpitalu, a pan Ankhbędzie mi je aplikował tutaj.Podniosłam dłonie w geście zgody. Dobra.A teraz pokażmy, jakie z nas duże dziewczyny, i przekonajmy pana ZawszeSłusznego, że się poważnie myli. 5NIEMO%7łLIWE? TYLKO NIEMO%7łLIWAWE!Reeve jechała wózkiem golfowym przez ciemny i wilgotny tunel, aż do samej piwnicypod rezydencją.Miejsca, które często zwaliśmy lochem.Oczekiwałam, że będzie tam Cole, leżącna jednym z przenośnych łóżek, racząc się białkami jajek i bekonem z indyka  zdrowe jedzenie,prawda?  ale się myliłam.Dzięki czytnikowi dotykowemu Reeve otworzyła następne drzwi i weszła do samegodomu.Kat i ja, już na własnych nogach, ruszyłyśmy za nią po kondygnacji skrzypiącychschodów, które pokonywałyśmy niezliczoną ilość razy.Tu, na górze, zwykle znikały wszelkieślady lochu, wyparte przez luksusy niezmierzonego bogactwa.Wyłożone mahoniem ściany.Pluszowe dywany tkane zapewne przez wróżki.Lśniące antyczne meble.Ale nie dzisiaj.Naścianach widniał kolaż graffiti we wszelkich możliwych kolorach.Gdzieś daleko tęcza roniła łzy.W dywanach widniały rozcięcia i dziury, a kilka mebli roztrzaskano w drobny mak.Czy Anima dokonała tu zniszczeń, by uwiarygodnić domniemaną walkę gangów?Tak.Prawdopodobnie.Jeszcze jedna zbrodnia na ich bezustannie wydłużającej się liście.Reeve wcisnęła guzik na interkomie. Tato, gdzie jesteś?  spytała.W jej tonie pobrzmiewał niepokój. W gabinecie, księżniczko  odparł zmęczonym głosem. Ali, Cole jest w twojejsypialni, pytał bezustannie o ciebie.Proponuję, żebyś go odwiedziła, nim będę zmuszony założyćmu kaftan bezpieczeństwa.Uściskałam Reeve i Kat. Nie mówcie panu Ankhowi, co planujemy  powiedziałam. Zajmę się tym, kiedy jużzobaczę się z Cole em.Chyba skinęły głowami.Spieszyłam już przez hol, zbyt szybko, by zauważyć cokolwiek.Pokonałam kolejne schody, pobiegłam korytarzem, pokonałam zakręt i wpadłam dosypialni.Natychmiastowa fala ulgi.Druga połówka mojej duszy wspierała się na wezgłowiu,w objęciach puchowych poduszek.Jego skóra miała zdrowy odcień, a fioletowe oczy, które takuwielbiałam, nie błyszczały już bólem, lecz były jasne i czujne.Lewą rękę miał na temblaku,a w prawej tkwiła igła kroplówki.Pierś zakrywały do połowy bandaże. Ali. Jego spojrzenie nabrało żaru, gdy tylko zwarło się z moim, ja zaś mogłabymprzysiąc, że ziemia się przechyliła.Sekundę pózniej otoczenie zblakło&& i nagle Cole szedł wąskim korytarzem.Z wargi kapała mu krew.Niósł mnie przerzuconą przez ramię, okładałam go pięściami po plecach, moje kolanawbijały się w jego tors. Puszczaj!  zażądałam. Nigdy więcej  odparł. Wciąż to powtarzasz.Czego chcesz ode mnie?  Jakbym go nie znała, czasem lepiej niżsamą siebie. Chcę tego, czego zawsze chciałem.Wszystkiego& Wizja zniknęła tak szybko, jak się zaczęła. Bo świat się przechylał.Upadłam, uderzając się w kolana. Ali!  Cole przerzucił nogi przez krawędz łóżka. Leż, bo wyrwę ci kroplówkę! Nic mi nie jest. Wstałam, otrząsając się z chwilowejsłabości, która mnie ogarnęła.Skutki działania środka uspokajającego, byłam tego pewna.Cole nie usłuchał.Zamierzał wstać.Podbiegłam do niego i wskoczyłam na materac,napierając na niego biodrami i rzucając na plecy.Chwilowo nie przejmowałam się wizją.Pojawiła się przed tygodniami i znów miała się pojawić.Wiedzieliśmy, że ją rozgryziemy. Powinieneś być przyzwyczajony do dziewcząt padających u twoich stóp  zauważyłam.Wykrzywił usta w nieznacznym uśmiechu. Wolałbym mieć jedną przy swoim boku.Słodki gaduła. Jak się czujesz?Splótł palce z moimi, podniósł nasze złączone dłonie i pocałował moje kostki. Teraz, kiedy tu jesteś, już mi lepiej.Siedem drobnych słów, a mimo to moje serce wezbrało miłością.Czy wszyscy facecimówili tak otwarcie o swoich uczuciach? Byli gotowi przyznać, kiedy potrzebowali, kiedychcieli, kiedy musieli, bo jak nie, to& ? Jak twój powrót do zdrowia? Szybszy, niż się spodziewałem.To, że mnie prawie spaliłaś żywcem, było słusznądecyzją.Zrobiłam urażoną minę. Wątpiłeś w to kiedykolwiek? Tylko przez całą noc i odrobinę dzisiejszego ranka. A więc prawie w ogóle.Znowu się uśmiechnął. Zeszłej nocy zacząłem słabnąć, więc sam zastosowałem na sobie ogniową sztuczkę.Odrazu się doładowałem.Ale gdyby nie ty, nie wiedziałbym, że tak można. Więc jesteś moim dłużnikiem. Właśnie.Płacę pocałunkami. Dobrze, że przyjmuję taką walutę. Uwielbiałam tę żartobliwą stronę jego osobowości.I myślałam z niechęcią o tym, że ten nastrój długo nie potrwa. Powiedzieli ci o Trinie, Lucasiei Cruzie?  spytałam cicho. Tak. Przesunął dłonią po twarzy. Ale to nie wszystko.Siłownia spłonęła.Przemknęło przeze mnie przerażenie.Na pełnym gazie. Bronx.Mackenzie.Byli tam.Skinął nieznacznie głową. Dobra wiadomość jest taka, że nie znaleziono w środku żadnych ciał.Okay.Więc okay.Uciekli albo zostali schwytani.Tak jak inni.Skurcz żołądka. Nikt się dotąd nie odezwał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum