[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie chciałeś myśleć o tym, co masz do zrobienia.Błagałeś, żebym cięzabił.- Już nie jestem wdzięczny.Te kobiety muszą zginąć.A więc jednakżądza krwi nie odeszła go.- Zatem nadal żyją? Wszystkie cztery? - Udzieliło mu się napięcieDaniki.W oczach Aerona pojawiło się coś jak poczucie winy.Poczucie winy,zarazem piękne i przerażające.Piękne, bo wskazywało, że gdzieś wpotworze kryje się dawny Aeron.Przerażające, bo oznaczało, żerodzina Daniki nie żyje albo że nie wszystkie jej ukochane osoby żyją.Reyes jęknął.Tak bardzo chciał usłyszeć dobrą wiadomość.Terazmógł się tylko modlić, że chociaż jedna z kobiet przeżyła.- Aeron.Powiedz mi, co z nimi.Milczenie.- Proszę.- Reyes gotów był błagać.Nadal nic.- Odpowiedz mu! - zawołała Danika.Aeron znieruchomiał, przestał oddychać.Oczy zrobiły się szkliste,zabłysły czerwonym blaskiem, nie było w nich już poczucia winy.Nagle skoczył na równe nogi, rozpostarł skrzydła.Ostre końce tarły ościany lochu.Reyes nie cofnął się.Aeron chciał atakować, niech zatem próbuje.Lepiej, że rzuca się na niego niż na Danikę.Aańcuch na szyi Aerona zatrzymał go o kilka cali od Reyesa.Owionęła go woń siarki.Aeron był tak blisko piekła, że jeszcze przezwiele dni miał cuchnąć piekielnym odorem.Reyes niemal żałował, żejego demon znał drogę, że pomógł mu zagrzebać przyjaciela głębokopod ziemią.- Dziewczyna.- Aeron zacisnął dłonie na gardle Reyesa.- Chcę ją.- Moja - wykrztusił Reyes.- Powiedz mi o jej rodzinie.- Umieraj!- Powiedz mi.Słyszał, jak Danika zatchnęła się z przerażenia: cichy, krótki,zdławiony okrzyk.Wydawało mu się, że Lucien rzucił ostrzeżenie.- Powiedz - powtórzył ledwie słyszalnym głosem.Odrzucił sztylet, niechciał go użyć przeciwko Aeronowi.Chwycił przyjaciela zanadgarstki.Jeśli ma ryzykować gardło dla uzyskania odpowiedzi,niech i tak będzie. Aeron coraz mocniej zaciskał palce.Ból stawał się upojny, uderzał dogłowy.Demon mruczał, uszczęśliwiony.Jeszcze.- Ona musi umrzeć - warknął Aeron.- Ona jest.niewinna.- Nieważne.- Kiedyś było ważne.- Nic więcej nie powiedział, umysł spowiłamgła, czuł, jak stopniowo zagarnia go fala oszołomienia.Musisz chronić Danikę.Oderwał dłonie Aerona od gardła, ale krtańmiał zmiażdżoną, nie mógł oddychać, krew spływała do żołądka,zalewała wnętrzności.Umierał.Na jakiś czas w każdym razie.Zamknął oczy w błogim uniesieniu, tylko umysł krzyczał  Nie!".- Pomóż mu! - krzyknęła Danika do Luciena.Zacisnęła dłonie nakracie zamykającej loch.Nie widziała Reyesa.Ten drań zasłonił goswoimi czarnymi skrzydłami.- Pomóż mu.- %7ładen z jej instruktorów nie mówił, co robić wsytuacji, gdy jeden demon atakuje drugiego demona.- Proszę.- Przeżyje.- Lucien powoli wyjął pistolet, sprawdził magazynek.- Nikt nie może przeżyć czegoś takiego.- Spojrzała na broń.Wpierwszej chwili pomyślała, że Lucien chce ją zastrzelić.Zaraz potemprzyszła refleksja, że już by to zrobił, gdyby miał taki zamiar.- Aeron, puść go.- Nie! - ryknął szaleniec.Minęła chwila.- A to co takiego? - mruknął Lucien, wyciągnął z kieszeni kulę iwprowadził do komory pistoletu.Danika trzęsła się, nie mogła tego opanować.- A jeśli przez przypadek trafisz Reyesa? - Chciała, żeby Reyes.żył?Tak.Uratował ją z rąk Aowców, przyjął na siebie atak Aerona.Terazona go ochroni.Był jej liną ratunkową.W każdym razie tak myślała.Musiał istnieć jakiś powód, dla którego Reyes stał się dla niej takiważny.- Powiedziałem ci, że przeżyje.Miała wierzyć Lucienowi? Reyes był nieśmiertelny, był demonem, aleczy był całkowicie odporny na duszenie i kule? Zawsze miał na cielecięcia od sztyletu, broczył krwią.Widocznie znosił rany, okaleczenia.Co się stanie, jeśli Aeron spróbuje odciąć mu głowę? Stefanopowiedział jej, że dekapitacja jest najpewniejszym sposobem uśmiercenia nieśmiertelnego.Określenie  najpewniejszy sposób"oznaczało, że istnieją także inne.Utkwiła nieprzytomne spojrzenie w Aeronie.Chyba nadal dusiłReyesa, bo nie ruszał się, nie wydawał żadnych dzwięków.Boże.Coto miało oznaczać?- Ja.odwrócę jego uwagę.Może uda się odciągnąć go od Reyesa.Wtedy go zastrzelisz.Otworzyła kratę, ale Lucien ją powstrzymał.- Kula nie jest przeznaczona dla Aerona.- Wskazał brodą kąt celi.Danika poszła za jego wzrokiem.W kącie stało.coś.Maleńkie,pokryte zieloną łuską, z płonącymi czerwonymi oczkami iszpiczastymi uszami.I wyraznie było stworkiem-kobietą.- Ja go tutaj nie teleportowałem, kiedy przenosiłem Aerona -powiedział Lucien.- Nie jest naszym przyjacielem.Na pewno.Co to za stwór? Miała wrażenie, że już to kiedyś widziała.Obserwowała, trochę skołowana figlami pokracznego maleństwa.- Demon - powiedział Lucien, jakby odpowiadał na zadane głośnopytanie.Może rzeczywiście zadała je na głos.Podniósł pistolet,wycelował.- Uważaj na Reyesa - powiedziała prawie bez tchu.Lucien spojrzał nanią zaskoczony, jakby nie mógłzrozumieć, dlaczego tak się troszczy o Reyesa.Aeron trząsł się, warczał jak zwierzę.Co robił? Puściła kraty,zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbijały się w ciało.Potspływał jej po plecach, chociaż drżała z zimna.Stała przy kratach kompletnie bezradna.Bum!Rozległ się upiorny śmiech.Stwór zaczął skakać po lochu, odbijał sięod ścian, łaził po suficie.- Baw się, baw.Wesoło.Ja musiałam już widzieć kiedyś tego stworka.Gdzie? W koszmarachsennych? Oczy jej się rozszerzyły.Oczy- wiście.Ciągle śniły się jejdemony z piekła rodem, niewykluczone, że pojawił się i taki.Lucien strzelił jeszcze raz.Odpowiedział mu śmiech.Aeron wyprostował się.Miał krew na ustach, na rękach.Danikawreszcie zobaczyła Reyesa i przysłoniła usta dłonią.Leżał na ziemibez ruchu.Miał.zupełnie zmiażdżoną krtań.Płaską.Powinnaś się cieszyć. Nie cieszyła się.Azy napłynęły do oczu.Powinna go nienawidzić,miała dość po temu powodów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum