[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeśli się tego przestrzega, to raczej niegrozi niebezpieczeństwo.Wszyscy w okolicy wiedzą, że patrolujemy terazregularnie Zacisze i nie są panie same.W Małym Domku jest Miss Lottie,a w Krańcu Ziemi doktor i pani Lincoln, myślę, że w Ogrodzie Mary jestprzynajmniej jedna z panien Thorne i dzieci.No i oczywiście paniStallings w Utopii. Jednak nie ma nikogo w pobliżu nas  zauważyłam. Ktoś usłyszy jeśli będzie pani głośno wołać  powiedział. Ale codolega pani Chambliss? Doktor mówił, że artretyzm  odparłam. Ale ja nie wiem.Wydaje się coraz słabsza.Ma pan rację, to nie był dobry pomysł.Mamnadzieję, że ona też zdała sobie z tego sprawę. Piotr nie przyjedzie  powiedział.To nie było pytanie. Nie, jest za dużo zamieszania w szkole, wielu starszych chłopcówwyjeżdża by się zaciągnąć, niektórzy z młodszych nauczycieli też wyjechali.To tak smutno patrzeć, gdy chłopcy, których się znało tak długo idą na153 wojnę.Wstrzymuję oddech codziennie z powodu Piotrusia.Och, Micah.A co z Kalebem? Czy on.czy on.? Wstąpił do Pszczół Morskich zaraz po rozpoczęciu wojny  powiedział. Jest teraz w szpitalu w Brisbane.Dostał ciężki postrzałpodczas zamieszania na Morzu Koralowym. Mój Boże, Micah.Ale wszystko będzie dobrze, prawda? Czy wróciniedługo do domu? Za jakiś miesiąc.Cały, tylko bez lewej nogi.Popatrzyłam na niego i ukryłam twarz w dłoniach.Czułam, jak płynąmi łzy.Podniosłam głowę bez słowa, a potem szepnęłam: Tak mi przykro.Tak mi przykro.Oczyma duszy ujrzałam małego, ciemnego chłopczyka biegnącegoprzez letnie pole z rączkami pełnymi bzów i znów poczułam w ramionachjego miękki, śpiący ciężar. Wiem  powiedział Micah. Nie jest mu jednak potrzebna tanoga do połowów.Przynajmniej wraca do domu.Niektórzy nie wracają.Podniosłam głowę i patrzyłam na niego w milczeniu, czując jakrumieniec zalewa moje policzki.To co musi znieść, znosi jak mieszkaniectej ziemi, nie prosi o moje łzy i nie przyjmuje ich z wdzięcznością.Przyrzekłam sobie, że on, tak jak i Piotr, nie zobaczy ich więcej. Tak  powiedziałam. Niektórzy nie wracają. No więc jadę  rzekł i ruszył do wyjścia, a potem się zatrzymał. Nawiasem mówiąc, na wszelki wypadek powinna pani mieć to przysobie  powiedział, wyciągnął z kieszeni krótki, gruby rewolwer i podałmi. Nie chcę mieć broni w domu. Proszę wziąć.Niech go pani ukryje jeżeli pani chce, ale proszę gomieć pod ręką.Jeśli nie umie pani strzelać, przyjadę jutro i pokażę pani.Jest naładowany.I proszę, na miłość boską, być ostrożną; pewna damaz letniska w Sedgwick strzeliła sprzedawcy ryb w siedzenie, myśląc, że toszpieg.Spojrzałam na niego bystro, ale uśmiechał się.Uśmiechnęłam się takżei wzięłam rewolwer. Dziękuję  powiedziałam. Tylko proszę uważać na swojewłasne siedzenie.Nie powiem, żebym nie miała pokusy przez te wszystkielata. Tak jak bym nie wiedział  odparł i wyszedł z domu.Wkrótcebyłyśmy we trzy same na ciemnym letnisku.Ale spałyśmy dobrze tej nocydzięki jego wizycie, jak i dzięki jedzeniu, które przywiózł.Rewolwerzawinęłam w flanelową szmatkę i włożyłam go pod łóżko nim siępołożyłam.Nie denerwując mnie swym widokiem, zdawał się jednakświecić stamtąd uspokajająco jak tlący się węgiel i mogłam wyczuwać jegociepło przez sprężyny, materac i prześcieradła.Zasnęłam nim jeszczeprzyłożyłam głowę do poduszki.Potem czułam się bezpieczna, choć pogłoski o łodziach podwodnychi lądowaniu szpiegów, o tajemniczych światłach na morzu i tajnych154 wiadomościach przechwytywanych przez radio na statkach rybackichkrążyły jak dokuczliwe komary wokół opustoszałego letniska i miasteczka.W jakiś sposób te pogłoski zdawały się  pierwszy i jedyny raz w moimżyciu w Zaciszu  zbliżać mnie do mieszkańców miasteczka.To było tak,jakby teraz, w czasach niedostatku i grożącego niebezpieczeństwa, wszystkie cienie i bariery rozwiały się, a zasady towarzyskie zanikły.PanCourtney, który prowadził sklep w Oddfellows Hall w miasteczku,wysyłał legion swoich milczących dzieci do Zacisza z torbą napełnionąwszystkim co od czasu do czasu miewał, a ja posyłałam w zamian jedenz moich cennych talonów na benzynę, z których nie mogłam korzystać orazmoją książeczkę żywnościową.Pani Fellows z fermy przy drodze doBrookville odkładała dla mnie mięso krabów i świeże jarzyny, gdy je miała,a stary Trenton Percy, przy drodze w przeciwnym kierunku, przemycałmi mleko dla Happy.Jane Thorne z Ogrodu Mary mówiła mi, żedostarczał jej też dla dwójki jej dzieci [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

nclude("s/6.php") ?>