[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pragnąłem otrzymać bło-gosławieństwo tego pulsującego życiem obrazu, który na moich oczach niezauważalnie doj-rzewał.Nawet teraz nie bardzo wiem, dlaczego to zrobiłem.Nie wiem również, dlaczego nieudałem się do przeora i nie opowiedziałem mu, gdzie byłem i jakich odkryć dokonałem wniewoli.Lecz, jak powiadam, zaszła we mnie głęboka przemiana.Coś, co w końcu na zawszepogrzebie tamtego ojca Leyre, kaznodzieję i brata z Sekretariatu Szyfrów Państwa Papieskie-go, urzędnika Zwiętego Oficjum i teologa.Oświecenie? Boskie wezwanie? A może szaleństwo? Niewykluczone, że umrę w tejgrocie w Jabal al-Tarif i nigdy nie dowiem się, jak należałoby nazwać moje postępowanie.Teraz nie ma to już wielkiego znaczenia.Sakrament katarów został wyeksponowany, aby można go było kontemplować i odda-wać mu cześć w samym sercu domu dominikanów, patronów Inkwizycji i strażników orto-doksji.To odkrycie z pewnością oświeciło mą duszę.Odkryłem, że prawda Ewangelii utoro-wała sobie drogę wśród spowijającego nasz zakon mroku i zarzuciła kotwicę w naszym refek-tarzu, świecąc niczym potężna latarnia w ciemności nocy.Ta prawda różniła się od tego, w cowierzyłem przez czterdzieści pięć lat: Jezus nigdy, przenigdy, nie ustanowił Eucharystii jakojedynej drogi połączenia się z Nim.Wręcz przeciwnie, w naukach, których udzielił Janowi iMarii Magdalenie, chciał ukazać nam, jak odnalezć Boga w sobie bez potrzeby uciekania siędo całego arsenału zewnętrznych środków.Jezus był %7łydem.Widział, że kapłani uzurpują so-bie prawo do kontroli nad stosunkami między człowiekiem a Bogiem, zamykając Go w miej-scu Zwiętym Zwiętych.I sprzeciwiał się temu.Piętnaście wieków pózniej Leonardo stał siętajnym depozytariuszem tego objawienia i wreszcie sam powierzył je swemu Cenacolo.Przyznaję, że być może wtedy postradałem zmysły.Lecz wszystko wydarzyło się tak,jak to opisałem.Od tych wydarzeń mijają już trzy dziesięciolecia i właśnie dziś Abdul, który jak za-zwyczaj wdrapał się na górę, by przynieść do mojej groty wieczorny posiłek, oznajmił mi nie-zwykłą nowinę: grupa pustelników, naśladowców świętego Antoniego, przybyła do wioski,aby osiedlić się w pobliżu.Ogarnąłem spojrzeniem brzeg Nilu, starając się wypatrzyć, gdziesą, lecz moje udręczone oczy nie zdołały dostrzec ich obozowiska.Wiem, że mogliby byćmoją ostatnią nadzieją.Gdyby okazało się, że któryś z nich zasługuje na moje zwierzenia, dał-bym mu te papiery, wyjaśniając, jak ważne jest to, by zostały przechowane w odpowiednimmiejscu, do chwili aż nadejdzie czas ich ujawnienia.Lecz mam coraz mniej sił, i nie wiem, czy zdołam zejść z tej skały i zbliżyć się do nich.Co więcej, gdybym nawet to zrobił, niełatwo przyszłoby im mnie zrozumieć.Oliverio Jacaranda, na przykład, nigdy nie pojął tajemnicy Cenacolo, choć miał ją tużpod nosem.Fakt, że trzynaście postaci stanowiło ucieleśnienie trzynastu liter Consolamen-tum, jedynego sakramentu uznawanego przez Czystych z Concorezzo - sakramentu duchowe-go, niewidzialnego i intymnego - niewiele mu mówił.Nie wiedział, jak ścisły związek łączyłten symbol z  błękitną księgą , której tak bardzo pożądał i której nigdy nie zdołał odnalezć.Ioczywiście nigdy nie domyślił się, że jego sługa, Mario Forzetta, zdradził go z powodu tegowoluminu.Księgi, którą przez wiele pokoleń posługiwano się podczas ceremonii katarów poto, by zanurzyć neofitów w Kościele Ducha, czyli w Kościele Jana, i zainicjować ich samo-dzielne poszukiwania Ojca.Wiem, że Oliverio wrócił do Hiszpanii, gdzie osiadł w pobliżu ruin Tarraco i nadalczerpał zyski z prowadzonych z papieżem Aleksandrem transakcji.W tym czasie Leonardopowierzył Tajemną Wieczerzę swojemu uczniowi Bernardinowi Luiniemu, który z kolei wrę-czył ją pewnemu artyście z Langwedocji, a ten zabrał ją do Carcassonne.Tam została prze-chwycona przez inkwizycję galijską, która nigdy nie odkryła, jak należy ją interpretować.Lu-ini nigdy nie namalował hostii.Podobnie Marco d Oggiono ani żaden z ukochanych uczniówLeonarda.Ciekawie potoczyły się losy Eleny, której nigdy nie poznałem.Bystra hrabianka,skończywszy pozować mistrzowi, zrozumiała, że być może Kościół Jana nigdy nie zostanieustanowiony.Dlatego oddaliła się od bottega Leonarda, przestała dręczyć biednego Bernardi-na i wstąpiła do klasztoru klarysek, niedaleko granicy francuskiej.Leonardo, pod wrażeniemjej żywej inteligencji, wyjawił jej wreszcie wielki, związany z jej pochodzeniem sekret: MariaMagdalena, jej daleka pramatka, ujrzała zmartwychwstałego Chrystusa jako światłość, pozagrobem, który przygotował dla Niego Józef z Arymatei.Przez całe wieki Kościół, w przeci-wieństwie do Leonarda, nie przyjmował do wiadomości jej pełnej relacji z tego spotkania.Tamtego odległego dnia, piętnaście wieków temu, Magdalena zobaczyła Chrystusażywego, lecz nie w cielesnej postaci.Jego ciało - nieruchome i zimne - nadal spoczywało wgrobie, ona zaś spotkała jego  ciało świetliste.Głęboko tym poruszona, postanowiła wykraśćdoczesne szczątki Galilejczyka.Ukryła je we własnym domu, starannie zabalsamowała i -gdy Sanhedryn rozpętał prześladowania - wywiozła je do Francji.To była ta tajemnica: Chrystus nie zmartwychwstał w cielesnej postaci, lecz jakoświatłość, ukazując tym samym drogę ku naszej przemianie, gdy nadejdzie dzień naszejśmierci. Wiedziałem, że Elena, na której to objawienie wywarło wielkie wrażenie, pozostała uklarysek jeszcze tylko pięć lat.Pewnego dnia znikła ze swojej celi i nikt więcej jej nie wi-dział.Podobno towarzyszyła mistrzowi Leonardowi w jego wygnaniu we Francji, osiadła nadworze Franciszka I, gdzie jako dama dworu służyła królowej i od czasu do czasu pozowałamistrzowi.Zdaje się, że Toskańczyk aż do dnia swej śmierci chciał ją mieć koło siebie i pro-sił, by użyczyła mu swego oblicza i dłoni, gdy malował pewien portret, znany jako Gioconda,którego zresztą nigdy nie ukończył.Ci, którzy go widzieli, mówią, że podobieństwo międzyJanem z Cenacolo a namalowaną na tym niewielkim płótnie kobietą jest uderzające.Ja, nie-stety, nie jestem w stanie tego osądzić.Nie wiemy, czy Elena poznała inne tajemnice na temat tego Kościoła Jana i Magdale-ny, który Leonardo zamierzał przywrócić.Lecz jeśli nawet tak było, to z pewnością zabrała jedo grobu.Zanim zdecydowałem się wyjechać do Egiptu, by tu przeżyć resztę moich dni, Ele-na zmarła na febrę.Pozostaje mi jedynie wyjaśnić, dlaczego przybyłem właśnie tu, do Egiptu, by opisaćto, co się wydarzyło.I dlaczego nigdy nie ujawniłem istnienia społeczności Doskonałych wConcorezzo, związanej z mistrzem Leonardem.I tym razem winę ponosi ten błękitnooki olbrzym w śnieżnych szatach.Po otwarciu Cenacolo już go nie ujrzałem.Więcej nawet, po odkryciu znaczenia tegodzieła wróciłem do Rzymu i zastukałem do bram Domu Prawdy, Betanii, gdzie powróciłemdo mojej pracy, nienękany zbytnio pytaniami.Tam dowiedziałem się, że rok pózniej Leonar-do uciekł z Mediolanu, gdy tylko oddziały francuskie pokonały wojska księcia i opanowałymiasto [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum