[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jak to się dzieje, że to pamiętam?Wrażenie jest zbyt silne, by mogło być iluzją.Najwyrazniej ten fakt pozwolono mizapamiętać z niewiadomego powodu.Pamiętam nawet więcej.Przypominam sobie, jak cichopojękiwała z rozkoszy.Wiem, że moje ciało nie zawiodło mnie przez te trzy noce i żepotrafiłem zaspokoić jej potrzeby.Jest jeszcze coś.Wspomnienie niewyraznych dzwięków muzyki; zapach młodości w jejwłosach; szum drzew.W jakiś sposób ona przenosi mnie do czasów niewinności, kiedy byłemmłody, a dziewczyny stanowiły dla mnie wielką tajemnicę; czas przyjęć i tańców, czas ciepłai sekretów.Coś mnie do niej ciągnie.To objaw złego wychowania.W złym stylu jest zbliżyć się do kogoś, kogo się spotkało,będąc pod rozkazami Pasażera.Takie zetknięcie nie daje żadnych przywilejów; obcypozostaje obcym, niezależnie od tego, co ty i ona robiliście czy mówiliście przez czas, którynie z własnej woli spędziliście razem.Mimo wszystko ciągnie mnie do niej.Dlaczego chcę łamać przyjęte powszechnie zwyczaje? Dlaczego gwałcę obowiązująceprawa? Nigdy przedtem tego nie robiłem.Zawsze sumienny i praworządny.Jednak wstaję i idę wzdłuż stopnia, na którym siedziałem, aż znajduję się naprzeciwkoniej, patrzę do góry, a ona automatycznie krzyżuje nogi, jakby zdając sobie sprawę, żepozycja, w której siedziała, nie jest przyzwoita.Po tym geście poznaję, że nie jest opanowana. Nasze oczy spotykają się.Jej zrenice są brązowozielone.Jest piękna i staram się odnalezć wpamięci więcej szczegółów z naszego poprzedniego spotkania.Wchodzę na kolejne stopnie, aż staję tuż przed nią. Cześć  mówię.Spogląda na mnie obojętnie.Chyba mnie nie rozpoznała.Jej oczy są jakby matowe,często tak bywa zaraz po odejściu Pasażera.Zaciska usta i patrzy na mnie taksującymwzrokiem. Cześć  odpowiada mi chłodno. Chyba się nie znamy. Nie.Nie znamy się, ale mam wrażenie, że nie chcesz w tej chwili być sama.Ja napewno nie. Próbuję przekonać ją spojrzeniem, że mam uczciwe zamiary. Chyba będziepadał śnieg.Może znajdziemy jakieś cieplejsze miejsce? Chciałbym z tobą porozmawiać. O czym? Chodzmy stąd, wtedy ci powiem.Nazywam się Charles Roth. Helen Martin.Wstaje.Nadal jest chłodna, obojętna i podejrzliwa, czuje się niepewnie.Ale przynajmniejzgodziła się pójść ze mną.To dobry znak. Chyba za wcześnie na drinka?  pytam. Nie wiem.Właściwie nie mam pojęcia, która jest godzina.Z pewnością przed dwunastą. Mimo wszystko napiję się  mówi i obydwoje uśmiechamy się.Idziemy do baru po drugiej stronie ulicy.Siedząc naprzeciwko siebie, wolno sączymydrinki, ona daiquiri, ja ulubioną Krwawą Mary.Trochę się odprężyła.Zadaję sobie pytanie,czego właściwie od niej chcę.Jej towarzystwo sprawia mi przyjemność.A łóżko? Przecieżmiałem już tę przyjemność, przez trzy noce, mimo że ona o tym nie wie.Jednak teraz chcęczegoś więcej.Czegoś więcej.Czego?Ma zaczerwienione oczy.Niewiele spała przez ostatnie trzy doby. Czy to było bardzo nieprzyjemne?  pytam. Co? Pasażer.Na jej twarzy widzę gwałtowną reakcję. Skąd wiesz, że miałam Pasażera? Wiem. Nie powinniśmy o tym mówić. Nie widzę w tym nic złego  odpowiadam. Mój Pasażer opuścił mnie dziś w nocy.Byłem opanowany od wtorkowego popołudnia. Mój odszedł jakieś dwie godziny temu.Tak mi się przynajmniej wydaje. Jej policzkiokrywa rumieniec.Mówienie o tym wydaje się jej czymś wstydliwym. Byłam opanowanaod poniedziałku wieczorem.To mój piąty raz.  Mój też.Bawimy się szklankami.Nasz kontakt zacieśnia się, nie musimy nawet rozmawiać.Ostatnie wspomnienia związane z Pasażerem sprawiają, że mamy wiele wspólnego, chociażHelen nie zdaje sobie sprawy, jak intymne doświadczenia dzieliliśmy pod wolą obcych.Rozmawiamy.Zajmuje się projektowaniem wystaw.Ma małe mieszkanie kilka ulic stąd.Mieszka sama.Pyta, co ja porabiam. Analityk ubezpieczeniowy  mówię.Uśmiecha się.Ma nieskazitelne zęby.Zamawiamykolejnego drinka.Jestem teraz pewien, że to ta sama dziewczyna, która była w moim pokoju.Budzi się we mnie nadzieja.Szczęśliwy przypadek zetknął nas ze sobą tak szybko potym, jak nieświadomie się rozstaliśmy.Równie szczęśliwy przypadek sprawił, że w mojejpamięci pozostało po niej wspomnienie.Przeżyliśmy coś wspólnie, nikt nie wie co, ale musiało to być dobre, skoro pozostawiłowe mnie tak wyrazny ślad.Teraz chcę się do niej zbliżyć świadomie, w pełni swoich władzumysłowych i odnowić tę znajomość, tym razem rzeczywistą.To nie jest do końca uczciwe,bo wykorzystuję wiedzę o obecności w nas Pasażerów.Mimo tego potrzebuję jej.Pragnę.Wydaje się, że ona także mnie potrzebuje, nie zdając sobie sprawy z tego, kim jestem.Jednak strach ją powstrzymuje.Boję się ją przestraszyć i nie próbuję wykorzystać tej mojej wiedzy.Może zabierze mniedziś do swojego mieszkania, a może nie, ale sam tego nie zaproponuję.Kończymy drinki.Umawiamy się na spotkanie następnego dnia, przed biblioteką.Nasze ręce przez momentdotykają się.Potem ona odchodzi.W ciągu nocy zapełniam trzy popielniczki.Bez przerwy rozważam, czy mojepostępowanie jest mądre.Dlaczego nie zostawię jej w spokoju? Nie mam prawa wchodzić wjej życie.W naszym świecie najrozsądniej jest żyć osobno.A jednak gdy o niej myślę, przenikają mnie odległe wspomnienia.Na wpół zatarte obrazydziewczęcego śmiechu na korytarzu drugiego piętra, skradzionych pocałunków, herbaty zciasteczkami.Pamiętam dziewczynę z orchideą we włosach i drugą, w błyszczącej sukience,jeszcze inną z dziecinną twarzą i oczami dorosłej kobiety, wszystkie tak odległe, utraconedawno temu.Mówię sobie, że tej nie stracę, że nie pozwolę, by mi ją zabrano.Nadchodzi ranek, spokojna sobota [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum