[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czekam w domu, przyjdz kiedy już będziesz mnie wstanie przeprosić - oznajmił.- Idz, idz! A wstrzymaj oddech, dopóki nie przyjdę!- Pa, pa, laleczko.Udał się do domu, zaszył w swych pokojach, obserwującprzez panoramiczne szyby balkonu, znajdujący się poniżejogród.Godzina minęła, a jej ciągle jeszcze nie było.Douglas, rozczarowany i zniechęcony, powlókł się doswego kinoteatru i nastawił sobie stary gangsterski film.Następnie opadł na fotel w ostatnim rzędzie i zamknął oczy.Jeśli chodziło o Elgive, to ona na pewno była wrogiemspołeczeństwa numer jeden.Ze swego miejsca pośrodku laguny Elgive podziwiałazachód słońca.Wyczerpał się już gwałtowny atak wściekłościi zaczynała się bać.Trzęsąc się, patrzyła nerwowo na głębokibasen i burzliwy wodospad.Jej wzrok przeszukiwał zarośla wokół głazów.Miejsce było osłonięte; czuła się nieswojo,patrząc na gęstniejące cienie.W dalekiej Szkocji starsi ludzie powiedzieliby, że w dzieńlicho w takich miejscach śpi, w nocy poluje, a oślizgły,zielony  kelpie", upiór ze strasznymi zębami.Nie, nie, niebędzie samej siebie straszyć takimi bzdurami.Popatrzyła w dół.Koniec sznura pływał w wodzie kołoniej.Elgive okręciła go sobie pod pachami, zawiązując tak, byjej ręce mogły odpocząć.Ktoś ze służby będzie tędy w końcuprzechodził, może rano.Zawoła o pomoc.Jeśli licho nieporwie jej do tej pory.Elgive była zła na siebie.Dałaby się raczej pożrećduchom, niż powiedzieć Douglasowi, że nie umie pływać. Rozdział 9Douglas uważał, że jego apartament powinien byćmiejscem przeznaczonym dla jego osobistych przyjemności.Nigdy tam nie pracował; nie umieścił tam faxów,komputerów, telewizorów wyświetlających informacje onotowaniach giełdowych i ciekawych interesach.Wykończenie apartamentu było gładkie i proste; czarnylak i przydymione szkło - drogo i elegancko.Półkiprzepełnione były grami, lekturą rozrywkową i całymi tomamikrzyżówek.W głównym pomieszczeniu stał stół bilardowy,tarcza do lotek, gry video i wielki ekran telewizyjny, otoczonypluszowymi kanapami.W oddzielnym pokoju znajdował siękompletny profesjonalny zestaw do ćwiczeń, przez drugiedrzwi wchodziło się do kuchni.W łazience, którą należałoby raczej nazwać pokojemkąpielowym, znajdowała się ogromna wanna, na dnie widaćbyło abstrakcyjne malowidło w spokojnych pastelowychkolorach.Obok stały łóżka, spowite w czarne jedwabneprześcieradła i satynowe przykrycia w czarny wzór,odcinający się wyraznie od białego tła.Na podłodze zpołyskującego czarnego marmuru leżały białe dywaniki takpuszyste, że pazury Sama chowały się, kiedy po nich biegł.Douglas siedział na środku łóżka, ubrany w luzny, czarnyjedwabny szlafrok.Spoglądał na srebrny zegar.Wybiłjedenastą.Douglas był nieszczęśliwy.Elgivenajprawdopodobniej spała słodko w swym apartamencie,marząc o nowych podbojach.Niezdolny do zachowania spokoju ani przez sekundędłużej, wstał i otworzył szklane drzwi swego apartamentu.Nocny powiew wtargnął do wnętrza, przynosząc ciężki zapachmorza i ogrodów.Rozgniewany przemierzał wielki balkondługimi krokami, jego własny cień gonił za nim w świetleksiężyca. Do diabła z niezdecydowaniem! Teraz uruchomi swychludzi, by zajęli się przejęciem majątku MacRothów.Od jutraElgive może przestać mieć nadzieję na kompromis.Będzie wnienajlepszej sytuacji; on będzie właścicielem majątku i, jeślichciała w tym uczestniczyć, to powinna skończyć ze swymischematami i spojrzeć na sprawy tak jak on.Jak jednak miała utrzymać ten swój cholerny dom? Ona ijej brat nie mieli żadnych pieniędzy; wszystkie rodzinneuczucia świata nie były w stanie podtrzymać walącego siędachu w głównym budynku ani odnowić pokoi, które czekałyna to od lat dwudziestu.Czego nie chciała bardziej: czy tego,żeby on przejął posiadłość i nią się zajął, czy też żebywszystko się zawaliło?Pomrukiwał ponuro.%7ładnego więcej odwlekania.Beztych bzdur o krewnych powinna się uspokoić.Miał zrobićdobry biznes na tym w jedyny znany mu sposób - pobierającopłaty.Wewnątrz dyskretnie zadzwonił dzwonek.Douglaspodszedł do domofonu i pstryknął przełącznikiem.- Tak?Był to Kash.- Gerta i ja musimy się z tobą zobaczyć.To ważne - głosKasha brzmiał dziwnie, prawie obcesowo.Douglas wskoczył w czarne spodnie od pidżamy iprzewiązał ściślej szlafrok.Po minucie otworzył imponująceczarne drzwi i wpuścił swych współpracowników do pokoju [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum