[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I James od razu zadzwonił do domu.Nikt nie odebrał.W drodze powrotnej łamał wszelkieprzepisy drogowe.Ale nie zdą\ył.- Ash, ty padalcu.Je\eli jej coś zrobisz, choćby dotkniesz.Jeszcze raz obszedł mieszkanie,próbując zrozumieć, co się stało.W sypialni zauwa\ył białą kartkę na jasnobrązowej poduszce.List.Chwycił go i zaczął czytać.Z ka\dą linijką robiło mu się coraz zimniej.Kiedy dotarł dokońca, był zimny jak lód i gotowy zabić.Małe okrągłe plamki rozmazały pisak.Azy.Za ka\dąjedną porachuje Ashowi kości. Starannie zło\ył list i schował do kieszeni.Wyjął kilka rzeczy z szafki i schodząc klatkąschodową, zadzwonił z komórki.- Mamo, to ja - odezwał się, kiedy usłyszał sygnał automatycznej sekretarki.- Wyje\d\am nakilka dni.Coś mi wypadło.Gdybyś widziała Asha, daj mi znać.Chcę z nim porozmawiać.Niepowiedział  proszę".Wiedział, \e jego głos jest ostry, szorstki.I dobrze.Miał nadzieję, \e jegoton przerazi matkę.Poczuł, \e byłby w stanie załatwić rodziców i wszystkich Starszych światanocy.Posłałby ich na stos.Przez ostatni tydzień przechodził cię\ką próbę.Zmierzył się ześmiercią i odnalazł miłość.Stał się dorosły.A jego głucha wściekłość zmiotłaby ka\dąprzeszkodę stojącą na drodze do Poppy.Wykonał jeszcze kilka telefonów, zręcznie i wprawnieprowadząc integrę po ulicach El Camino.Zadzwonił do Czarnego Irysa, \eby się dowiedzieć, czyprzypadkiem Ash tam się nie pojawił.I do kilku innych klubów czarnych kwiatów, chocia\podejrzewał, \e niczego się nie dowie.Poppy napisała, \e Ash zabrał ją bardzo daleko.Aledokąd? Niech cię diabli, Ash.Dokąd?Phil gapił się w telewizor, właściwie nic nie widząc.Jak mogło go cokolwiek interesować,kiedy myślał tylko o siostrze, która być mo\e ogląda te same programy.albo gryzie ludzi.Usłyszał pisk opon hamującego samochodu.Zerwał się na równe nogi.Dziwne, ale nie miał\adnych wątpliwości, kto to, widocznie zaczął rozpoznawać warkot silnika integry.- Co jest? - Otworzył drzwi, kiedy James znalazł się na ganku.- Chodz.- James ju\ szedł z powrotem do samochodu.Kierowała nim jakaś śmiertelna energia,siła, nad którą nie panował i której Phil nigdy wcześniej nie widział.Czysta furia, cudempowściągana.- Co się stało?- Poppy zaginęła!Phil rozejrzał się gorączkowo.Na ulicy nie było nikogo, ale drzwi do domu stały otwarte.AJames wrzeszczał, jakby go nie obchodziło, \e ktoś mo\e usłyszeć.Po chwili do Phila dotarłoznaczenie słów Jamesa.- Jak to zaginęła.- Doskoczył do drzwi i je zatrzasnął.Znów podbiegł do integry.- Jak to: zaginęła? - spytał Phil,wskakuj na siedzenie pasa\era.James odpalił silnik.-Zabrał jągdzieś mój kuzyn Ash.- Jaki Ash?- Nie\ywy - warknął James.Phillip wiedział, \e wcale nie chodzi o to, \e Ash jest zombie.To miało znaczyć, \e Ash będzie nie\ywy, zupełnie nie\ywy i to całkiem niedługo.- Dokąd ją zabrał?- Nie wiem - wycedził James.- Nie mam pojęcia.- Dobra.Dobra.- Phil gapił się przez chwilę.Nie rozumiał, o co chodzi, ale wiedział jedno.James jest za bardzo rozwścieczony i \ądny zemsty, \eby myśleć logicznie.Jak inaczejwytłumaczyć to, \e pędzi setką po osiedlowych uliczkach, a nie miał pojęcia, dokąd jechać.Dziwne, Phil czuł się w miarę spokojnie.Przez ostatni tydzień to on zachowywał się jak wariat, aJames hamował emocje.Ale Phil zawsze w obliczu czyjeś histerii zdawał się na własny rozsądek.- Dobra, słuchaj - odezwał się.- Po kolei.Najpierw zwolnij, okay? Całkiem mo\liwe, \ejedziemy dokładnie w przeciwnym kierunku, ni\ powinniśmy.James zdjął nogę z gazu.- W porządku, a teraz opowiedz mi o Ashu.Dlaczego zabrał Poppy? Porwał ją? - Nie.Nakłonił do wyjazdu.Wmówił jej, \e siedząc tu, nara\a mnie na niebezpieczeństwo.Tylko tak mógł ją przekonać, \eby z nim pojechała.- Trzymając kierownicę jedną ręką,wyciągnął z kieszeni zło\oną kartkę i podał Philowi.Phil przeczytał list i przełknął ślinę.Zerknął na Jamesa tępo wpatrującego się w drogę.Czułsię zakłopotany, \e wkroczył na prywatny teren, zawstydzony pieczeniem w oczach. Twojabratnia dusza, Poppy".No, no.- Ona cię strasznie kocha - wydusił z siebie niezdarnie.- Dobrze, \e się ze mną po\egnała.-Starannie zło\ył list i wsunął go pod dzwignię ręcznego hamulca.James wziął kartkę i schował zpowrotem do kieszeni.- Ash wykorzystał uczucia Poppy, \eby ją zabrać.Jak mało kto potrafi manipulować innymi.Aledlaczego?- Po pierwsze, uwielbia dziewczyny.On rzeczywiście mo\e uchodzić za Don Juana.- Jamesspojrzał na Phila zadziornie - I jest z nią sam.A po drugie, lubi się zabawiać.Jak kot myszą.Przez chwilę się nią pobawi, potem ją odda.- Komu? - Phillip zamarł.- Starszym.Komuś z władz, kto będzie wiedział, \e Poppy bezprawnie jest wampirem.- I co??- Wtedy ją zabiją.Phil chwycił się deski rozdzielczej.- Chwileczkę.Twój kuzyn zamierza oddać Poppy, \eby ją zabili?- Takie prawo.Ka\dy porządny wampir postąpiłby tak samo.Moja własna matka zrobiłaby tobez chwili wahania - dodał z goryczą.- A on jest wampirem.Ten Ash - odezwał się głupio Phil.James spojrzał na niego.- Wszyscy moi kuzyni są wampirami.- Zaśmiał się krótko.Jego twarz się zmieniła.Nagle dodałgazu.- Do cholery, tam był znak stopu! - wrzasnął Phil.James wcisnął hamulec i zawrócił naśrodku ulicy.Przejechał po czyimś trawniku.- Co jest? - spytał nerwowo Phil, cały czas przytrzymuj się deski rozdzielczej.James miał nieobecny wyraz twarzy.- Właśnie mnie olśniło, wiem, dokąd pojechali [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum