[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To miejsce bylo nienaturalne, chore.Elena bala sie go bardziej nizjakiejkolwiek osoby czy zwierzecia.Emanowalo wrogoscia - nie mogla tego nie czuc.Nie mogla tez przestac myslec, i to myslec jasno.Potwornie bala sie o Matta; obawiala sie, ze Damon mogl odebrac mu za duzo krwi albo zbyt mocnogo poturbowac; mogl go zabic.Bala sie tez o siebie.Nie wiedziala, jaki wplyw to miejsce moglomiecna Damona - jezeli ta istota w ogole miala z nim cos wspolnego poza wygladem.Las wokol mogl conajwyzej skrzywdzic wampira.Czy prawdziwy Damon, ukryty wewnatrz tej istoty - o ile tam byl -zostalskrzywdzony? Jezeli rozumie, co sie dzieje, czy potrafi oddzielic swoje cierpienie od gniewu naStefano?Nie wiedziala tego.Pamietala za to wzrok Damona, gdy Stefano kazalmu wynosic sie z pensjonatu.Miala tez swiadomosc, ze w Starym Lesie saistoty, malaki, ktore moga opanowac czyjs umysl.Bala sie, naprawde bala sie, ze jeden z nich mozesterowac Damonem, intensyfikujac jego najmroczniejsze zadze, az przerodzily sie w cos potwornego,cos do czego sam nie bylby zdolny nawet w najgorszych chwilach.Ale jak mogla sie upewnic? Jak sie przekonac, czy poza malakami jest jeszcze ktos lub cos, co nimikieruje? Miala przeczucie, ze tak wlasnie jest, 66ze Damon moze byc zupelnie nieswiadomy tego, co robi jego cialo.A moze tylko chcialaby, zeby takbylo. Wyczuwala wokol siebie obecnosc mnostwa malych, zlych istot.Czula, ze otaczaja polane - dziwne,podobne do insektow stworzenia takie jak to, ktore zaatakowalo Matta.Byly podekscytowane, ichwirujace macki wydawaly odglos podobny do smigla helikoptera.Czy wplywaly w tej chwili na Damona? Na pewno nigdy wczesniej nie skrzywdzil zadnego z ludzi,ktorych znala, w taki sposob jak dzisiaj.Muszezabrac stad nas troje, pomyslala.To miejsce jest zatrute, zakazone.Nagle zatesknila za Stefano.Onwiedzialby, co robic.Odwrocila sie powoli, by spojrzec na Damona.- Czymoge wezwac kogos, zeby pomogl Mattowi? Nie chce go tu zostawiac.Obawiam sie, ze one godorwa.-Chciala, zeby dowiedzial sie, ze ona tez wie o obecnosci malakow ukrytych wsrod krzewowi drzew.Damon zawahal sie; chyba rozwazal te kwestie.W koncu pokrecilglowa.- Nie chcemy dawac im zbyt wielu wskazowek co do twojej lokalizacji - powiedzial z usmiechem.-To bedzie zreszta ciekawy eksperyment zobaczyc, czy malaki go dopadna i w jaki sposob.- Nie dla mnie - odpowiedziala Elena.- Matt to moj przyjaciel.- Niemniej zostawimy go tutaj.Nie ufam ci nawet na tyle, zeby samemu przekazac wiadomosc Bonnielub Meredith.Elena milczala.Skadinad slusznie jej nie ufal, bo razem z Meredith i Bonnie opracowalywyrafinowany kod, wykorzystujacy najbardziej niewinnie brzmiace frazy, gdy tylko dowiedzialy sie,ze Damon jej szuka.To bylo tak dawno, jakby w innym zyciu - w istocie to bylo w innym zyciu- ale wciaz pamietala ten kod.W milczeniu podazyla za Damonem do samochodu.Byla odpowiedzialna za Matta.- Widze, ze tym razem postanowilas nie dyskutowac.Ciekawe, co knujesz.- Nic takiego.Mysle tylko, ze moglibysmy juz przejsc do rzeczy, o ile tylko powiesz mi o co chodzi -odezwala sie smielej, niz sie spodziewala.- To juz zalezy od ciebie.- Mijajac Matta, Damon kopnal go w zebra.Przechadzal sie teraz w kolkopo polanie, ktora wydawala sie znacznie mniejsza niz wczesniej.Elena zrobila kilka krokow wstrone Matta i potknela sie.Nie wiedziala, jak to sie stalo; moze po prostu zwierze bedace 67 polana odchrzaknelo.A moze igly sosnowe okazaly sie bardziej sliskie, nizmyslala.W kazdym razie w jednej chwili szla w strone Matta, a juz w kolejnej upadla na ziemie.Upadala, scisle rzecz biorac, bo w ostatnim momencie, jak zwykle zwinnie i bez wysilku, zlapal jaDamon.- Dziekuje - odpowiedziala odruchowo, jak dobrze wychowana mloda dama.- Cala przyjemnosc po mojej stronie.Tak, pomyslala.Doslownie.I nic innego nie ma znaczenia.Zauwazyla, ze zmierzaja teraz w strone jejsamochodu.- O nie, nie ma mowy - zaprotestowala.- O tak, jezeli bede mial taki kaprys.Chyba ze chcesz jeszcze raz zobaczyc, jak twoj przyjaciel Mattcierpi.Obawiam sie jednak, ze jego serce moze w koncu tego nie wytrzymac.- Damon - wyrwala sie z jego ramion i stanela o wlasnych silach.- Nie rozumiem.To nie jest dociebie podobne.Wez, co tylko chcesz, i odejdz.Popatrzyl na nia.- Wlasnie zamierzalem to zrobic.- Nie musisz - bardzo sie starala, ale nie potrafila mowic bez drzenia w glosie - nigdzie mniezabierac, zeby wypic moja krew.A Matt nic nie zobaczy, jest nieprzytomny.Na dluga chwile na polanie zapadla cisza.Absolutna cisza.Nocne ptaki i swierszcze zamilkly.Elenapoczula sie, jakby jechala kolejka gorska, ktora nagle zanurkowala gwaltownie w dol, podczas gdyjej zoladek i serce zostaly jeszcze u gory.W koncu Damon powiedzial to wprost.- Chce ciebie.Wylacznie ciebie.Elena probowala sie opanowac i zachowac jasnosc mysli pomimo mgly, ktora wydawala sieprzykrywac jej umysl.- Wiesz, ze to niemozliwe.- Wiem, ze bylo to mozliwe dla Stefano.Kiedy bylas z nim, nie myslalas o niczym innym.Niewidzialas, nie slyszalas, nie czulas niczego poza nim.Elena dostala gesiej skorki.- Damon.- Mowila bardzo ostroznie, czujac, ze jej glos zaraz sie zalamie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum