[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po powrocie Amy Coates, Jeff spreparował wyciętą tkankę i zabrałją do domu.Nie miał wprawdzie potrzebnego do tej pracymikroskopu, lecz mimo wszystko mógł sprawdzić część tkanki.Byłpewien, że udało mu się zobaczyć komórki rakowe.Resztę tkankiprzygotował do następnego testu, na wypadek, gdyby dr Gildenstawiał jakieś pytania.Przez cały czas Jeff czekał na to, że dr Gilden odwiedzi swojegopacjenta.Jednak nic takiego się nie stało.Pózniej, gdy Jeff wrócił do Turnerów, Amy czekała na niego już wdrzwiach.- Był tutaj Gilden.Powiedziałam mu o tym, co się stało.Zrobił w tył zwrot i bez słowa wyszedł z domu.Myślę, że to jedenz nielicznych przypadków, kiedy ktoś mu się sprzeciwił, a on tegobardzo nie lubi.- Do diabła z Gildenem! Im więcej myślę o niedbalstwie tegoczłowieka, tym bardziej jestem wściekły.Jak się czuje Turner?- Cały czas śpi.Ma trochę gorączkę, ale nie tak wysoką, żeby siętym niepokoić.Oddech w porządku.Sądzę, że sobie z tym poradzi.- Tak, ale na jak długo? Jeśli umrze, Gilden będzie rozpowiadał, żeto myśmy go zabili.- Wiem o tym, ale jest mi to obojętne.Czy pan się tym martwi,doktorze Keith?- Jest mi równie obojętne jak pani, co powie Gilden.Mogęudowodnić, jak błędnie postąpił, a także to, kto go rzeczywiście zabił.Nie mam zamiaru pozwolić Turnerowi umrzeć, bez walki o jegożycie.A poza tym, Amy, mam na imię Jeff.Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się.- Dziękuję, Jeff.To wspaniale, że mamy teraz przynajmniejjednego porządnego lekarza w okolicy.- To jest sprawa, o której porozmawiamy jeszcze pózniej - odparłJeff z kamienną twarzą.Turner spał spokojnie i Amy z Jeffem wykorzystali tę okazję, abychwilę odpocząć na zewnątrz.47RS Noc była cicha i wypełniona blaskiem księżyca.Czarodziejskie,srebrne błyski światła muskały gałęzie, jakby chciały wnieść noweżycie w stare, obumarłe przed kilkoma dniami liście.Szli wolno w dół wąską drogą; szczupła, zgrabna dziewczyna wbieli i silny mężczyzna.Ktoś palił niedaleko drzewo pinii, którego przyjemny zapach,przypominający unikalne perfumy, docierał do nich na górę.Panująca wokół cisza i spokój udzieliły się Jeffowi i Amy Coates.%7ładne z nich nie czuło potrzeby rozmowy, aż do chwili, gdy odkryliw pewnym miejscu zwalone przez piorun drzewo, które, zgiętesilnymi wiatrami, tworzyło ławkę.Usiedli na nim.- Musiała być wspaniałą kobietą - powiedziała nagle Amy Coates zcieniem uśmiechu.Jeff wzdrygnął się.- Kto? Ach, zgadła pani, że myślałem o swojej żonie.- Nie zgadłam tego.Wyczytałam to z pańskiej twarzy.- Czy słyszała pani o niej? O tym, kim była?- Tak.Chcę być z panem całkiem szczera.Gdy zobaczyłam znak napana samochodzie, poprosiłam Mike'a Darrina, aby wykorzystałswoje znajomości.Potem przeczytałam kilkanaście nowojorskichgazet.Wybrałam wszystko o pańskiej żonie.Musiała być równieutalentowana jak piękna.Musiał to być dla pana straszny szok.Jeff milczał przez pewien czas, zanim odpowiedział.- Tak, rzeczywiście tak było.Ale jeszcze bardziej niż śmierć mojejżony.Czy do tego również pani doszła?Skinęła głową.- Rozmawialiśmy z kimś ze szpitala.Jego głos był zimny jak lód.- Rozumiem.Byli państwo.- Proszę, Jeff.Niech pan nie będzie na mnie zły.Nie wchodziliśmyw nic osobistego, chcieliśmy tylko wiedzieć, czy nie stracił pan swejlekarskiej licencji.- Powiedziałem pewnemu słynnemu chirurgowi, co myślę o jegopostępowaniu i o jego sławie, a także, co smutne, o jego etyce.Potembardzo mocno go uderzyłem.Jest sławny, ja taki nie byłem.Był o48RS wiele starszy i, być może, mądrzejszy, ale zapominał o pacjentach.Dokładnie tak samo jak Gilden nie dokończył operacji.Moja żonazmarła.- Mike Darrin uważa, że został pan okrutnie potraktowany, ja teżtak myślę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

.php") ?>