[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niemal natychmiast i on, i pielęgniarka zaczęli ścieraćzewsząd gęstą, żółtą ropę.Wzrok doktora spotkał się z moim, kiedyzerknął na mnie, by sprawdzić moją reakcję.Delikatnie uciskał pierś,zbierając resztę ohydnej wydzieliny do specjalnego pojemnika.Musiałwycisnąć dobre pół litra.Linda gwałtownie drgnęła.Jedna noga niemal spadła jej zestołu.Szybko ją poprawiłam i przytrzymywałam, kiedy doktoroczyszczał ranę.Jęknęła i znów drgnęła.Doktor przerwał na chwilę, obserwował ją i czekał, aż się uspokoi.Pierś Lindy wznosiła się iopadała, w górę i w dół, w górę i.znieruchomiała.- Doktorze, ona nie żyje! - wykrzyknęłam.- Szybko, niech pancoś robi! O Boże, ona nie żyje!Młodziutka pielęgniarka zerwała maskę z twarzy Lindy, adoktor silnymi ruchami wykonywał masaż serca.Z charakter-rystycznym, szalonym błyskiem w oku próbował dalej, jeszcze raz, ijeszcze -wszystko bez skutku.Błagałam:- Doktorze, nie może pan jej dać zastrzyku w serce? Słyszałam,że można tym uratować człowieka.Błagam, doktorze, niech pan cośzrobi!Zmartwiała ze zgrozy patrzyłam, jak próbuje ostatni raz.Niezwykle długą igłą wkłuł się w jej serce i wstrzyknął tam jakiś płyn.Modliłam się do Boga, by to, czego byłam świadkiem, okazało sięnieprawdą.- Bardzo mi przykro - rzekł doktor.- Nic już nie mogę zrobić.Nie żyje.Powstrzymywałam emocje.Azy napływały mi do oczu.Niemogłam się poddać.Znalazłam najbliższy telefon i zadzwoniłam do SanDiego.Chucka nie było, więc zostawiłam dla niego wiadomość.Potemzmusiłam się i pojechałam do domu Lindy po jej ubrania, by wrócić doszpitala i ubrać ją do pogrzebu.Zeszyt, który przyjaciółka pokazała mi trzy dni wcześniej, leżałwciąż na stole w kuchni.Otworzyłam go i przeczytałam instrukcje. Sprawdziłam listę rzeczy i znalazłam wszystkie, co do jednej: ulubionekorale, pończochy, najlepsze buty.Kiedy wróciłam do szpitala, jej ciałoleżało jeszcze na stole operacyjnym.Pielęgniarka pomogła mi ją ubrać.Linda miała niewiele ponad dwadzieścia lat.W końcu wróciłam do mego zatłoczonego domu-przyczepy, bydowiedzieć się, że córeczka Lindy odmawia butelki.Płakałarozdzierająco i wzywała matkę, by ją nakarmiła.Tego nie mogłam jużwytrzymać.Wzięłam obie dziewczynki Lindy na ręce i nosiłam,płacząc przy tym strasznie.%7łycie i tak było trudne, a co dopiero bezmatki? %7łycie bez matki to najsmutniejsza rzecz, jaką można sobiewyobrazić.Po długim uspokajaniu i przytulaniu dziecko zjadło w końcuz butelki i zasnęło.Zostawiłam Donnę z całą dziewiątką dzieci i wróciłam doszpitala, by być z Lindą, aż ktoś przyjedzie z trumną, byśmy moglizabrać ją do domu.Wszyscy prócz doktora i pielęgniarki wyszli już zeszpitala.Tylko oni czekali na mnie, a kiedy przyszłam, również wyszli.Rozpoczęło się samotne czuwanie przy zmarłej.Generator wyłączył się automatycznie o jedenastej wieczór iznalazłam się w całkowitych ciemnościach.Zapaliłam lampę naftową iprzykręciłam płomień.Położyłam się na leżance pielęgniarki wniewielkim pokoiku przylegającym do sali operacyjnej.Przez otwartedrzwi widziałam ciało przyjaciółki.Samotna i zdenerwowana, nie mogłam zasnąć.Ostatnie parę dniwydawało mi się całkowicie nierealne.Linda nigdy nie wiedziała, że wgłębi serca jej zazdrościłam.Chociaż razem z Chuckiem planowali w przyszłości rozpocząć życie w Regule, to w chwili śmierci miała mężatylko dla siebie, a przytulny dom tylko dla nich dwojga i dla dzieci.Była pierwszą kobietą, jaką znałam, która miała własną książeczkęczekową.Sama podejmowała decyzje i wydawała pieniądze na to, couznawała za konieczne.Dla mnie wiele z tych rzeczy zaliczało się doluksusów.Kupowała musli, szynkę konserwową, krakersy majonez,tuńczyka i czekoladę.Mogłabym bez trudu wymieniać dalej.Próbowałam się z nią nie porównywać, ale moje dzieci jadły gotowanąpszenicę i kaszę kukurydzianą na śniadanie.Dzień w dzień moi chłopcyręcznie mielili ziarna pszenicy na mąkę i kaszę.%7ływiliśmy się główniefasolą i chlebem.Byłam szczęśliwa, kiedy mogłam pozwolić sobie naryż czy ziemniaki i podać je do fasoli.Od wielkiego dzwonukupowałam margarynę.Mrugająca lampa dymiła w niesamowitej scenerii.Przyniosła miwspomnienia o małej Leah.I ona leżała taka zimna, sztywna inieruchoma, jak teraz Linda.Podczas tych sześciu godzin rozmyślaniapokonałam chyba swe pragnienia dotyczące ziemskich dóbr i luksusów.Tak naprawdę zazdrościłam Lindzie, że odeszła.%7łe była już daleko odtego brutalnego świata.Oto kobieta, która otrzymała łaskę łatwegoodejścia.Byłam przekonana, że jedyną drogą do wolności jest śmierć.*** ROZDZIAA DWUDZIESTY SMY.Nasze życie było dość chaotyczne.Verlan przyjeżdżał do domuna niektóre weekendy i święta.Wtedy z reguły spędzał w domu tylkodwie noce, więc my - pięć żon -byłyśmy niezadowolone [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum