[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale choć wyglądali ubogo, nie byli prymitywni.Wysławiali siębardzo poprawnie, stroniąc od kolokwializmów i nieconadużywając archaicznych sformułowań żywcem zaczerpnię-tych z książek Sienkiewicza.Zwiatło padało na rumiane policzkiMuchomora, kiedy powiedział: Ale w ramach konsultacji chcielibyśmy zaproponowaćpanu kurację doktora Dżi-Hao.Zanim Meyer zdążył zareagować, %7łwirek wtoczył i zatrzymałprzed kolanami profilera niedużą półeczkę na kółkach, w którejznajdowało się ponad sto maleńkich buteleczek z tajemniczyminapisami. Nie, ja dziękuję  wydusił z siebie profiler.Nie wierzył w tebajki i nie zamierzał tracić czasu. Chciałbym pokazać panomto zdjęcie. Wiemy, po co pan przyszedł  przerwał mu Muchomor. Na wszystkie pytania dostanie pan odpowiedzi.My już jeznamy  dokończył %7łwirek.Muchomor:  Musi się pan znów nauczyć cierpliwości.%7łwirek:  Czy pan sądzi, że trafił tu przypadkiem?Muchomor:  Przyczyna jest w panu, nie w tym znaku, którypana nurtuje.Meyer zamrugał oczami.Ci dwaj to jacyś wariaci! Uciekli zeszpitala psychiatrycznego i trenują na nim socjotechniki.Próbują go ustrzelić jak zwierzynę łowną.Spojrzał na sandałyczłowieka ze smokiem, na jego twarz.Potem przeniósł wzrokna drugiego: niezdrowe różowe plamy rozsiane na policzkach ijego siwiejące włosy na klatce piersiowej, które wymykały sięspod rozpiętej koszuli.Zony mają młodsze od własnych córek.Zganił się w duchu za pomysł pojawienia się tutaj i uciął ichprzemówienie: Przyszedłem służbowo.Jestem policjantem i psycholo-giem.Prowadzę. Wiemy o tym  powiedzieli jednocześnie.A Muchomorponownie rozciągnął bezbarwne usta w pobłażliwym uśmiechu. Stoi pan na rozstaju dróg.Nie wie, którą drogą pójść powiedział.  W takim momencie trzeba się zatrzymać.Bieganie w kółkonic nie da  %7łwirek skrzyżował nogi.Wyglądał teraz jakwychudzona żaba.Po chwili milczenia Meyer zapytał: Czym się właściwie panowie zajmują?%7łwirek i Muchomorek spojrzeli po sobie.Każdy z nichwyciągnął w kierunku drugiego rękę.Trwało to chwilę.Niczymdżentelmeni na kładce przerzucali się pierwszeństwemwypowiedzi.W końcu rumiany z medalionem wstał i otworzyłdrzwi sąsiedniego pokoju.Meyer poderwał sięzdezorientowany.Zrozumiał, że ma iść za nim. Wewnętrznygabinet , jak go określili, niewiele się różnił od poprzedniego.Wersalka, ława, dwa fotele, firanka, jak meblowało się w latachosiemdziesiątych.Na ścianie ogromny obraz Matki Boskiej wzłotych ramach, który pasował do tego pokoju jak kwiatek dokożucha. Tutaj odprawiam egzorcyzmy  zakomunikował z dumąMuchomor i wskazał wygryziony przez myszy czy moledywanik koloru nieokreślonego. Wczoraj miałem pacjentkę, zktórej wyganiałem silnego demona.Opierał się, zwymiotowałtutaj.Rzeczywiście na dywaniku była widoczna ciemniejsza plama. To typowy objaw.Diabeł nie chciał odejść i zmusiłowładnięte nim ciało do tego, by zwróciło obiad. Aha  wydusił z siebie Hubert Meyer i wrócił do pokoju.A pan?Człowiek ze smokiem nadal siedział nieruchomo na fotelu,nogi ułożył w jeszcze bardziej skomplikowany iks.W milczeniuwpatrywał się w profilera. On? Wykonuje amulety i talizmany.Jest astropsychologiem. Kim? Astropsychologiem.Pomagamy zagubionym, chorym,opętanym, którzy znalezli się na zakręcie życia.Ferdynandzie,azaliż dobrze się wyraziłem? Wybornie to ująłeś, Feliksie.Dokładnie takim ludziom jakpan  %7łwirek wskazał zdezorientowanego Meyera. Owszem, aby udowodnić, że nie jesteśmy gołosłowni, pokażmy panu. Tak, racja.Masz całkowitą słuszność. Terapia nie jest grozna, nie zaszkodzi  zawczasu uspokoiłgościa %7łwirek. Wspomaga wiarę.Jeśli człowiek traci poczucie sensu, możego dosięgnąć niemoc.Popełnia błędy, a konsekwencjeprzekroczą jego najśmielsze obawy  dokończył Muchomor iwystawił spod biurka nogi obute w gumowe klapki z bazaru.Meyer patrzył na opuchnięte stopy mężczyzny i chciałuciekać.Natychmiast wyjść.W co ta Ewa go wrobiła! Może pan teraz wyjść, jeśli pan tego chce  zaskoczył goMuchomor. Ale wtedy nic nie wyjdzie z pana śledztwa  dodał %7łwirek.Muchomor:  Tajemnica tkwi w tym znaku.To klucz.Takżedo pańskiej historii. Zwłaszcza do pańskiej  dodał jego wspólnik.Meyer siedział jak sparaliżowany.W co oni grają? Skąd onito wszystko wiedzą? Czy ja mam wypisane na twarzy, że.? Czyoni zobaczyli zdjęcie? Może się odchyliło i podejrzeli.Muchomor wziął do ręki stos karteczek i pokazywał je%7łwirkowi.Ten kręcił lub kiwał głową na znak zgody.Niektóreodkładali na stosik, resztę trzymali w rękach.Przy jednejwymieniali się poglądami. Ja bym tak tego nie określił, raczej ceni indywidualność.Samotność to jedynie skutek. Ale jest samotny!  upierał się %7łwirek. To nie maznaczenia, że są wokół niego ludzie.Samotny i zle mu z tym. Dobrze, dajmy mu obie.Niech sam oceni, która do niegopasuje  odrzekł Muchomor.Rozłożyli przed Meyerem wachlarz wybranych kart.Nakażdej z nich znajdowało się kilka cech. To według nas odzwierciedla stan pana duszy, ciała i życia.O to powinien pan zadbać, a tego unikać.Tego pan pragnie.Tojeszcze nadejdzie.Hubert Meyer wpatrywał się w kartoniki.Czuł się kompletniezdominowany.Jakby ci dwaj czytali w jego myślach.Nie, oninie są ludzmi.To przybysze z obcej planety, którzy jedynie podają się za ludzi.Przecież kosmici nie muszą być zieloni igadać jak maszyny.Tylko w książkach tak się ich opisuje.Tydzień temu wylądowali w przebieralni teatralnej, założyli naoślep, co było na wieszakach, i przyjęli ludzką postać.Zanimznalezli się na Ziemi, uczyli się na pamięć ludzkich zachowań,przywar, gestów.Statek kosmiczny zatrzymał się na sąsiednimpolu kapusty.%7łwirek i Muchomor zapukali do pierwszegodomu i spytali, czy jest pokój do wynajęcia.Tak zostaliegzorcystą i astrologiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum