[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z pewnością nie będzie jedynym pacjentem, a najlepszym spo-sobem na kolejkę jest coś do czytania.Nie pomyślał, żebywziąć książkę, więc postanowił zaopatrzyć się w gazetę.Pod gabinetem dyżurującego chirurga rzeczywiście kłę-bił się spory tłumek.Przygodny przestraszył się, że oznaczato bardzo długie czekanie, ale potem zorientował się, że przy-najmniej w połowie tworzą go osoby towarzyszące.Młodądziewczynę, która zamykała kolejkę, ze zbolałą miną trzyma-jącą się za kolano, podnosiły na duchu aż dwie koleżanki.— Naprawdę nie masz co tragizować — mówiła jedna.—Nie jesteś zawodowym piłkarzem, więc złamanie nie wyłączycię z życia, do egzaminów spokojnie możesz się uczyć, a potemopić zaliczoną sesję.— Ale mnie boli! — poskarżyła się poszkodowana.— Nie umrzesz od tego.Zobacz, siedzisz o własnych si-łach, czyli najlepszy dowód, że nie umierasz.Komisarz, rozbawiony, przyjrzał się studentce, która takbez rozczulania się pocieszała przyjaciółkę.Miała ujmujący uśmiech, który zdradzał, że jej szorstkich uwag nie należy braćcałkiem serio.Zielone oczy dodawały mu jeszcze figlarności.-170Pukle kasztanowych włosów spływały do ramion.Dopasowa-na kurtka z wyłogami i kozaczki na obcasie z wysoką cholew-ką podkreślały jej zgrabną sylwetkę.Przygodny musiałstwierdzić, że dziewczyna mu się podoba i nawet bawił sięmyślą, czy jej nie zagadnąć, ale się zreflektował.Co mu chodziło po głowie? Żonaty facet, dwa razy starszyod niej, na dodatek nieogolony, dostałby takiego kosza, że ażby mu w pięty poszło.Poza tym niby jak miałby ją zagadnąć?Nigdy czegoś takiego nie robił.Zreflektował się po raz drugi.Przecież nie powinna gopowstrzymywać obawa przed posłaniem do diabła ani nieu-miejętność podrywania, tylko sam fakt, że był żonaty i że tadziewczyna była w wieku jego Asi.Asia.Wyciągnął komórkę, wyszukał w kontaktach jejimię i wcisnął przycisk „połącz".— Coś się stało, tato?Pytanie było uzasadnione, nigdy nie dzwonił do niej w go-dzinach pracy.— Nie.tak.to znaczy, nic strasznego.Złamałem sobierękę.— Ojejkuś! Którą?— Prawą.— To niedobrze.A w którym miejscu?— Na wale nad Odrą.Przewróciłem się na rowerze.— Pytam, w którym miejscu jest złamana.— W nadgarstku, dokładnie nie wiem, dotarłem dopierona pogotowie i czekam w kolejce.— Mama cię zawiozła?— Nie, musiała iść do pracy, wziąłem taksówkę.— Przyjechać tam do ciebie?Komisarz chciał, żeby przyjechała.Dziwnie się poczuł, kie-dy zobaczył, że każdemu ktoś towarzyszy, a tylko on jest sam.— Nie masz zajęć?— Zaraz mam ćwiczenia z fonetyki — Asia studiowałagermanistykę — ale mogę odrobić z inną grupą.-171-— Nie, nie ma sensu, żebyś opuszczała zajęcia tylko poto, żeby postać ze mną w kolejce.Jak tu ktoś zauważył, odzłamania się nie umiera.Kupiłem sobie gazetę, więc z nudówteż nie umrę.— Będzie cię swędziało pod gipsem.Asia, mając sześć lat, złamała sobie obojczyk.Bawiła sięna podwórku, kiedy on wracał z pracy.Ucieszyła się na jegowidok, ruszyła do niego biegiem i potknęła się na chodniku.Musieli potem z Gabi na zmianę drapać ją drutami do robó-tek, bo najbardziej ze wszystkiego doskwierało jej swędzenie.— Wiem, pamiętam, jak płakałaś, kiedy miałaś gips.— Muszę kończyć, tato, wołają nas na zajęcia.Zadzwoniędo ciebie później.— Okej.— Trzymaj się.— Na razie.Rozłączył się, usiadł na ławce, złamaną rękę znowu opu-ścił wzdłuż ciała i rozłożył „Kurier".Trochę zaskoczony spostrzegł, że redakcja nie uznała mor-derstwa Małysiaka za wiadomość dnia.Niewielka notka odsy-łała do artykułu na trzeciej stronie.Tam duże czarne literytytułu głosiły: „Zabójstwo kolekcjonera broni", a tekst ilustro-wało zdjęcie zapłakanej wnuczki.Przygodny nie miał pojęcia, żejego zrobienie poprzedził wściekły telefon fotografa do Kuriaty.— Ty, ona nic nie wie, że ma mieć robione zdjęcie!— Niemożliwe, mówiłem jej.Pewnie jest tak roztrzęsiona,że nie zarejestrowała.— Akurat dość dokładnie pamięta, że oskarżyłeś o zabój-stwo jej narzeczonego, a jest całkowicie przekonana o jegoniewinności.— Nie ja oskarżyłem, tylko policja.— Ty, Jurek, nie bądź taki precyzyjny.Czyja dobrze po-dejrzewam, że laska się na ciebie wkurzyła, więc postanowi-łeś nic jej nie mówić o zdjęciu, tylko zwalić na mnie?-172-— No co ty?! — Kuriata udał oburzonego.— Przecieżmnie znasz.— No i właśnie stąd to podejrzenie.—¦ Głęboko niesprawiedliwe.Zresztą w czym problem?Pstryknij jej fotkę i już.— Problem w tym, że się nie zgadza, a ja nie jestem odprzekonywania, tylko ty.— To pstryknij bez zgody, widziałeś, żeby paparazzi py-tali o zgodę?— Aha, a jak wytoczy nam proces, ty umyjesz ręce, a mnieMisiak poleci po pensji.Polskie prawo zabrania fotografować prywatne osoby bezich zgody.Chyba że znajdują się na zdjęciu niejako w tle albosą elementem większej całości.Na przykład przechodnie nadeptaku.— Biorę to na siebie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum