[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Przyjacielu! - pisa jakiS anonim.- Precz z przesdami! Pozostawmy je starym babomi schykowym zdechlakom.Od zamiaru raz powzitego nie odstpuj.DoS tych waha!.yczliwy.- Hm, hm - mrukn w zamySleniu, wpatrujc si w czerwony podpis  yczliwego.- Hm,hm.Zna si ludzie bardzo t spraw interesuj.OpuSci krzeso i wydoby z szufladki biurka du, w óty papier owinit paczk listówdawniejszej daty.Wybra kilka i rozoy je przed sob na pulpicie.Charakterystyczne - mySla, porównujc je ze Swieo otrzymanym.- Pisma niewtpliwie ró-ne, a jednak treS wszdzie niemal identyczna.I te podpisy anonimowe, i to czerwonym atra-mentem lub teje barwy kredk! Ciekawe! ciekawe! Co to ma znaczy? Historia arcykomicz-na i arcytajemnicza.Listy pisane zwykym czarnym atramentem, a zamaskowane podpisykrzycz lubryk czy mini.JakiS klub czerwonych czy co? Wariackie cyrografy!Troch go to ju zaczo irytowa.Od czasu gdy powzi zamiar wystawienia willi w jednejz odlegych dzielnic Kobrynia, poczty zewszd napywa do listy w wyraxnym zwizku z tspraw.Charakterystyczn bya okolicznoS, e nieproszeni doradcy naleeli do dwóch wy-raxnie sobie przeciwnych obozów; jedni, tak nazwani przez Rojeckiego  czerwoni , zach-cali go energicznie i gorco do budowy, drudzy, znani mu osobiScie lub ze syszenia i podpi-sujcy swe listy penym nazwiskiem, odradzali równia gorliwie, usiujc za wszelk cenodwieS go od  szalonego zamiaru.Na ogó wicej zaufania wzbudzali przeciwnicy przedsiwzicia, poniewa wystpowaliz otwart przybic, nie kryjc si pod kryptonimy i tajemnicze inicjay.Z drugiej strony jed-nak zachty  czerwonych miay dla urok sensacji, budzc yk awanturniczej przekorygboko ukryt w charakterze pracowitego archiwariusza.Ponadto racje ich ostrzegawczeopieray si na argumentach nie wytrzymujcych krytyki umysu jasnego i trzexwego, jakimby niewtpliwie Andrzej Rojecki.Wszystko, cokolwiek mogli przytoczy znajomi na obron swego stanowiska, nosio cechyzabobonu i przesdu zrodzonych z wyjtkowego zbiegu przypadków.Swoj drog to, co pi-sali w tej sprawie, byo widocznie wyrazem powszechnej opinii miasta od góry do dou.PanuAndrzejowi wrazia si mocno w pami rozmowa, któr prowadzi w miesic po przyjex-dzie do Kobrynia z jakimS rzemieSlnikiem opodal  tego miejsca.64 Byo to pod wieczór, koo godz.8.Rojecki, znuony caodzienn prac, szed krokiem wol-nym jakS wsk, w gór wstpujc uliczk.Szuka miejsca pod budow willi, gdy intere-sy zawodowe zmusiy go do osiedlenia si na czas nieograniczony w tym mieScie brudnym,niesympatycznym i brzydkim.Czujc si obco w hotelach i swym obecnym pomieszkaniuprzy ul.Dugiej, postanowi wybudowa sobie wasny dom gdzieS daleko od niechlujnegoSrodka miasta i sprowadzi tam rodzin.Nie móg si tylko zdecydowa, gdzie.Ju od tygodnia wóczy si po peryferii miasta, lecz nigdzie nie natrafi na miejsce stosowne.Wreszcie zapuSci si w stron zachodni ulic Czarn, wybiegajc w dal na podmiejski wygon.Min ostatnie parterowe domki, min hut szklan i skrca ju na prawo na jakS k, gdywtem zwrócia jego uwag grupa jode rozrzucona kolisto na niewielkim wzniesieniu nadrzeczk.Miejsce od razu przypado mu bardzo do gustu.Pooenie miao pikne, z dala od zgiekui zaduchu miasta - za to zielone ki i sianocia, w perspektywie sinaw Scian lasów.Rojecki przeszed kadk rzucon przez rzeczk, która okalaa póskrtem jodowe wzgórze,i zacz podchodzi pod gór.Dostp by nader wygodny: par kamiennych schodków pro-wadzio na szczyt wzniesienia.Kolisko jode i Swierków byo tak zwarte, e Rojecki nie mógna razie nic przeze wypatrze.Dopiero obszedszy wkoo pagórek, natrafi od strony pó-nocnej szeroki rozstp midzy drzewami, przez który wszed do wntrza.Tu rozpostar siprzed nim smutny obraz.Przestrze zamknita jodami bya pogorzeliskiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum