[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Batalion ma kadrę, szeregowych i sprzęt motorowy oraztechniczny niemal całkowicie.Szkoli się też już planowo.Można gratulowaćgenerałowi Kossakowskiemu, jak wziął za łeb saperów i jak świetnie ichorganizuje. 5 VIII, sobotaDziś oddziały brygady przeszły definitywnie pod moje rozkazy i do 15 VIIIrnają zakończyć ostatecznie swoją pierwszą fazę organizacji 190.O godzinie 10.30 wyjechałem ze Stasiami i Irą do Kielc po Inę i dalej na zjazddo Krakowa na 25-lecie wyruszenia Legionów.Jedziemy moim nowymChevroletem Imperial.Prowadzi kierowca Wąs (wypożyczony).O godzinie 14jesteśmy w Kielcach, o 17 w Ojcowie, a o godzinie 18.30 w Krakowie.Idziemyna apel poległych pod Oleandry, a potem na przedstawienie, poświęcone chwale191polskiego oręża pióra Morstina , grane na dziedzińcu wawelskim.Nastrój,ramy otoczenia i wykonanie świetne.6 VIII, Kraków, niedzielaNocleg u pp.Rynarzewskich.Rano o godzinie 8.30 jedziemy na miejsce zbiórki5 pułku piechoty Legionów na ulicy Rajskiej.Stamtąd na czele 4 kompaniimaszeruję na Błonia 5 pułk piechoty Legionów prowadzi Burhardt.Miastowspaniale przybrane.Ulice zabite różnymi organizacjami, pocztami itp.Ztrudem dobijamy się na nasze miejsce na Błoniach.Stoimy wszyscy w formieolbrzymiego prostokąta.Na wprost od Oleandrów ołtarz, obok niego laspocztów sztandarowych, chyba ponad 2000.Przed ołtarzem mównica, a przednią podium, gdzie zasiądzie Marszałek.Przy dochodzeniu na nasze miejsce (5pułk piechoty Legionów) ścisk olbrzymi, nie sposób się dopchać.Piekielnegorąco (ponad 36).aż z bluz kapie pot.Kobiety mdleją w tym ścisku i gorącu,niejednego ze starych legionistów cucą także/ Korzystam, że byłem oficerem lkompanii i adiutantem I batalionu, i wysuwam się na stare miejsce swe na czołoI batalionu i pułku 5-go zarazem.Tu luzniej i widać coś niecoś, a z wielkiegopustego prostokąta dmucha trochę wiaterek, który chłodzi przynajmniejpierwsze szeregi (gdzie i ja jestem teraz).Godzina 10.00.Nadjeżdża marszałek Rydz-Zmigły, stojąc w samochodzie, obokniego komendant Związku Legionistów, pułkownik Ulrych Juliusz.Samochódprzejeżdża wzdłuż ścian olbrzymiego prostokąta, gdzie stanęły czoła kolumnpułków legionowych, różnych stowarzyszeń i organizacji związku obrońcówojczyzny 192 itp.Nie milkną nawet na chwilę potężne okrzyki i wiwaty.Msza.Kazanie księdza Kosmy-Lenczowskiego l93.Ten kapucyn, nasz pierwszykapelan legionowy, który nas wyprawiał z tych Błoni w 1914 roku, nie bardzodziś się popisał.Ględził, powtarzał się, nie dał żadnej myśli przewodniej,żadnego rdzenia  kręgosłupa w swoim przemówieniu.Szkoda, że mu jego nienapisano i niechby tylko wykuł się oraz jako tako powiedział.Nie byłobyblamażu.Przemówienie Marszałka Zmigłego było krótkie, zwarte, z silnymi akcen- tami politycznymi (Gdańsk, Niemcy) na końcu.Na początku nawiązałMarszałek do epopei i tradycji legionowej oraz [do tego], co ona dałaspołeczeństwu polskiemu  przyzwyczajonemu" do blisko już 100-letniej niewoli.W akcentach politycznych dał wyraz naszemu nieugiętemu stanowisku, żegdy chcą wojny, to będą ją mieli.Podkreślił, że nie rozumiemy pokoju podhasłem jeden ma brać, a drugi dać.Ostrzegł Hitlera i Niemców że jeśli myślą naspostawić przed jakimikolwiek faktami dokonanymi w sprawie Gdańska, tonapotkają naszą, choćby wojenną reakcję.Ta druga część przemówienia była bezprzerwy ciągle przerywana okrzykami i wiwatami 194.Po przemówieniu krótkie ślubowanie zebranych odczytane przez pułkownikaUlrycha o treści, jak poniżej.Dla wiecznej potęgi Polski, my uczestnicy zjazduw 25-tą rocznicę czynu zbrojnego Legionów ślubujemy w dobie wojny walczyć niezłomnie aż do zwycięstwa, w dobie pokoju  jednoczyć wysiłkiwszystkich obywateli w wytrwałej pracy i w solidarnym współdziałaniu.Wkrótce zaczęła się defilada, trwająca ponad 2 godziny.Podium Marszałkaustawiono na wprost Oleandrów.Defilowaliśmy w ósemkach.Ja szedłem w195pierwszej ósemce obok generała Sawickiego i Zielana-Zielińskiego ,196 197Piestrzyńskiego i Kappelnera na czele 5 pułku piechoty Legionów.Wczasie defilady lunął deszcz.Gdy mijaliśmy Kraków, w drodze jeszcze naWawel do przedefilowania przed kryptą Wielkiego Marszałka, entuzjazmtłumów na ulicach dosięgnął zenitu.Starsze panie i dziewczęta, starcy i młodzichłopcy, bez względu na ulewę, stali nie osłonięci na ulicach, i to godzinami, ipełni radości, entuzjazmu, choć zmoczeni i na pewno głodni, wiwatowali bezprzerwy na cześć przechodzących.Te okrzyki, gesty, spojrzenia nie byłynakazane, szły widać wprost spod serca, wprost z mózgu i to dało się wyczuwać.Własna chęć, własne uznanie i kult dla tych, co walczyli o Polskę i pójdą o niądalej bić się, sprowadziła ich tutaj na drogę naszego przemarszu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum